|
|
127 godzin
„127 godzin” jest kolejną produkcją, która według Amerykańskiej Akademii Filmowej aspiruje do tytułu najlepszego filmu tego roku. Dzieło wyszło spod ręki najlepszego reżysera (nagrodzony w 2009) i utwierdziło mnie w przekonaniu, że ilość nominacji w tej kategorii powinna zostać zmniejszona o połowę. W roku ubiegłym bez echa przeszły nominowane produkcje takie jak: „Wielki Mike”, „Była sobie dziewczyna” czy „Hej skarbie”. Jednak pomimo nominacji nie są one wcale lepsze niż te nienominowane (m.in. „Mroczny rycerz”, „Serpico” czy „Ostatnie tango w Paryżu”). Wróćmy jednak do nowego filmu Boyle'a, reżysera pochodzącego z Wielkiej Brytanii. Z góry chciałbym zaznaczyć, że nie jest fanem jego twórczości i takie filmy jak „Slumdog. Milioner z ulicy” czy „Trainspoting” do mnie nie trafiły. Podobnie było z filmem „127 godzin”, gdzie Boyle wziął na warsztat opowiadanie Arona Ralstona, alpinisty opisującego swoje przeżycia po tym jak głaz przygniótł mu rękę w kanionie. Historia jest rzeczywiście wstrząsająca i co najważniejsze
oparta na faktach autentycznych. Została jednak sprowadzona przez angielskiego
reżysera do poziomu Jarosława Żamojdy (polski filmowiec, który nakręcił m.in.
„Rh+” i „Skorumpowanych”, w Polsce jest on wyznacznikiem poziomu najgorszego z
najgorszych) . Dominuje męczący ton moralizatorski, a sekwencja, którą główny
bohater wypowiada o głazie, jest niczym cytat z lektur szkolnych – pełna
patetycznej „martyrologii”.
Kolorowe teledyski, wzięte z niczego zdjęcia, szybki montaż - to chwyty, którymi Danny Boyle raczy nas w każdym filmie. Może w kolorowej opowiastce, jaką był „Milioner z ulicy”, się to sprawdzało, ale w filmie o człowieku, który z każdą godziną walczy o życie, jest po prostu śmieszne... Pod koniec wyszło coś w rodzaju „Piły”, która ma nas przerazić, obrzydzić, a co delikatniejszych przyprawić o mdłości. Szanse produkcji na Oscara są według mnie znikome. Sama nominacja jest dla tego filmu nagrodą. Jestem przekonany, że gdyby za tą historię zabrał się inny reżyser, nakręciłby wciągającą historię o człowieku, który rozpaczliwie szuka wyjścia trudnej sytuacji. Nominowanym w kategorii najlepszy aktor pierwszoplanowy jest James Franco, odtwórca głównej roli. Szkoda, że akademia pominęła w nominacjach ten słynny głaz, który przygniata rękę głównego bohatera... Jak ten kamień grał, jak spadał... W żadnej szkole filmowej tego nie uczą! Ocena: 3/10
Autor recenzji:
Emil Sowiński |
|
|||||