|
|
Ciekawy przypadek Benjamina Buttona
W 1922 r. Francis Scott Fitzgerald opublikował nowelę “Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”. Opowiada ona o pewnym człowieku, który urodził się w dość niecodziennych okolicznościach, bowiem przyszedł na świat jako starzec. Następnie stopniowo młodniejąc, umiera jako noworodek. 86 lat później David Fincher postanowił przełożyć tę historię na duży ekran. Mając do dyspozycji nieograniczone środki, mógł skupić na wszystkich detalach w związku z tą produkcją. W tytułowej roli postanowił obsadzić Brada Pitta, z którym współpracował już przy dwóch filmach: „Siedem” i „Podziemnym kręgu”. Do roli Daisy – ukochanej Benjamina, wytypował Cate Blanchett, która grała już razem z Pitt’em w filmie „Babel”. Cała historia jest prawie dokładną adaptacją pierwowzoru. Nowy Orlean – koniec I wojny światowej. Na świat przychodzi mały Benjamin. Jest on jednak wyjątkowo brzydki, więc ojciec porzuca go przy domu starców. Tam znajduje kobietę, która postanawia się nim zaopiekować. Jest nią Queenie – jedna z pracownic rzeczonego domu. Benjamin znajduje w nim swoją przyszłą miłość – Daisy (jedyna zmiana w porównaniu z oryginałem, w noweli na imię jej było Hildegarda), z którą bawi się we wszelakie zabawy. Stopniowo stając się młodszym, musi „wyfrunąć” z gniazda i rozpocząć samodzielne życie. Nie ukrywam, że odkąd usłyszałem o tym projekcie, liczyłem,
że będzie to jeden z najlepszych filmów roku. Dodatkowy entuzjazm wyzwoliły u
mnie liczne nominacje do Oscara. Jednak moje nadzieje rozwiały się, ponieważ
„Ciekawy…” okazał się filmem nieudanym. David Fincher zasłynął głównie z dosyć
mocnych filmów, takich jak „Obcy 3” lub „Siedem”. Tym razem zrobił film bardziej
spokojny, posiadający dużą dawkę patosu. Szczerze odradzam mu angażowania się
jeszcze w jakikolwiek projekt o takim charakterze. Po seansie widać jak na
dłoni, że ten reżyser nadaje się do kręcenia filmów właśnie pokroju „Siedem”.
„Ciekawy…” jest bardziej niestrawny niż najgorszy posiłek, jaki jadłem.
Zasiadając do oglądania byłem ciekaw przemiany bohatera z ciągłym upływem czasu.
Ta ciekawość malała z każdą minutą filmu, a to za sprawą Brada Pitt’a, który
przypominał wielki kawałek drewna (nie umniejszając przy tym jednemu z polskich
piłkarzy, grającemu w Premiership). Jego gra plasowała się na tak niskim
poziomie, że ta nominacja do Oscara to było chyba jedno z największych
nieporozumień w całej historii tej nagrody. Kolejną aktorską „wadą” była Cate
Blanchett, która również zagrała miernie. Za to miło wspominam Taraji P. Henson,
która dobrze odtworzyła Queenie, jednak jej nominacja do Oscara jako najlepszej
aktorki drugoplanowej również nie powinna mieć miejsca. Jedynymi zaletami, jakie odnajduję w filmie są charakteryzacja i scenografia. Na szczęście są to duże zalety, które niewątpliwie ratują ten obraz przed zatraceniem. Przyznam się, że takiej rewelacyjnej charakteryzacji dawno nie widziałem (dowodem na to może być świadomość, że Pitt codziennie spędzał na charakteryzacji 5 godzin). Dzięki niej wypociny aktora grającego Buttona i innych nie kłują aż tak w oczy. Odwzorowanie realiów 20-lecia międzywojennego jak i późniejszych lat, udało się równie dobrze. Filmowcy ściśle współpracowali z firmą Levi’s, aby odpowiednio ukazać w filmie stroje z epoki. 3 zdobyte statuetki w walce o Oscary w kategoriach: najlepsza charakteryzacja, scenografia i efekty specjalne, są jak najbardziej zasłużone, chociaż mógłbym polemizować przy tej ostatniej. Ale w konkursie na najlepszy film i reżyserię kibicowałem „Slumdogowi”, który jest niedużo lepszy od filmu Finchera, jednak po obejrzeniu nie pozostawił takiego niedosytu. Reżyser miał w zamyśle zrobić film z „drugim dnem”. I rzeczywiście, oprócz słabo opowiedzianej historii, drugim dnem jest gra Brada i Cate, porównywalna z głębokością Rowu Mariańskiego. Jednak dzięki znakomitej charakteryzacji i bardzo dobrej scenografii, poziom niepotrzebnego zagłębienia można obniżyć do Żuław Wiślanych. W sumie tytułowy przypadek jest sam w sobie naprawdę ciekawy
i intrygujący, ale w filmie nabiera zbytnio nieciekawych barw, przez co staje
się obrazem ludzkiej nieudolności, która za nic nie umie tchnąć życia w
adaptację krótkiego opowiadania. Ocena: 6/10
Autor recenzji:
Bartek 'Bates' Panek |
|
|||||