|
|
Cud na 34 ulicy
Około 270 r. n.e. w mieście Mira przyszedł na świat Mikołaj. Po stracie rodziców, którzy zostawili mu ogromny spadek, postanowił obdarowywać wszystkich mieszkańców hojnymi prezentami. Jego postać - świętego rozdającego prezenty - utrwaliła się w kulturze masowej na stałe. Dzisiaj wyobrażany jest jako pulchniutki, starszy pan z białą brodą, ubrany w czerwony płaszcz, niosący na plecach worek z prezentami. Co roku wchodzi do komina każdej rodziny, zostawiając pod choinką podarunki. Ale czy to możliwe, aby św. Mikołaj pojawił się w „cywilu” na ulicy? O tym właśnie opowiada film George’a Seatona:
Seaton w swoim filmie postanowił nadać legendarnej postaci rzeczywisty wymiar. Postać Krisa miała generalnie wszystkie atrybuty świętego Mikołaja, no może z wyjątkiem czerwonego płaszcza i worka prezentów. Zagrania tej postaci podołał Edmund Gwenn, który pokazał świętego tak, jakbyśmy chcieli go widzieć – dobrodusznego i miłego. Świetnie spisali się też inni aktorzy, zwłaszcza, jeszcze wtedy mała, Natalie Wood, która wcieliła się w córkę pani Walker – Susan. Poniekąd ta postać przyćmiewa samego Mikołaja, gdyż sposób, w jaki jest wychowywana, jest co najmniej dziwny. Nie czytuje się jej bajek, nie daje wierzyć w świętego Mikołaja. Jej matka jest realistką i uważa, że dziecku powinno się pokazywać świat takim, jakim jest naprawdę. Stopniowo Kris Kringle zmienia jej nastawienie. Konfrontacja mitu z rzeczywistością nie zawsze przynosi same
pozytywne skutki. Wielu ludzi jest przekonanych, że prawdziwość tego świętego to
bujda na resorach. Racjonaliści potrafią nawet zawlec człowieka do sądu, gdzie
podany będzie wyrok: czy jest on św. Mikołajem, czy nie. Czy sprawiedliwość
zwycięży? Nie udzielę odpowiedzi na to pytanie, by nie zepsuć oglądania tego
świetnego filmu. O filmie „Cud na 34 ulicy” słyszałem same pozytywne opinie,
szczególnie w Internecie patrzyłem na działy klasyka i oto widniał tam tytuł
filmu George’a Seatona. Powiem krótko: Ocena: 9/10
Autor recenzji:
Bartek 'Bates' Panek |
|
|||||