|
|
Incepcja
Kiedy Kino cierpi na brak oryginalnych pomysłów, pojawia się Christopher Nolan. Człowiek, który potrafi skonstruować intrygę w sposób po prostu rewelacyjny. Kiedy pół roku temu zobaczyłem trailer „Incepcji”, a potem dowiedziałem się, że reżyserem jest Nolan, pozostawało tylko czekać i czekać. Ale opłaciło się. Dom Cobb specjalizuje się w kradzieży. Ale nie jest to taki
rodzaj zajęcia, o jakim zwykle myślimy słysząc słowo „kradzież”. Cobb potrafi
usuwać z ludzkiej podświadomości wszelkie rzeczy tam skrywane. Udaje mu się to
za pomocą dostania się do snu „ofiary”. Jednakże próba okradnięcia japońskiego
biznesmena Saito kończy się fiaskiem, a w pracy Doma nie ma miejsca na porażki.
Kiedy Cobb pragnie wrócić do swoich dzieci, Saito proponuje mu układ. W zamian
za swobodny przelot do Stanów Zjednoczonych, „złodziej” ma wkraść się do
podświadomości syna przywódcy konkurującej firmy. Tam ma wykonać tytułową
incepcję, czyli zaszczepić ideę w ludzkim umyśle. Chociaż zadanie wydaje się z
pozoru niewykonalne, Cobb postanawia sprostać mu czoła. DiCaprio po raz drugi w krótkim odstępie czasu pojawia się w obrazie, gdzie jego bohater ma rozbudowaną psychikę. O ile w „Wyspie tajemnic” był przedstawiony trochę łopatologicznie, to w „Incepcji” jest zdecydowanie bardziej pełnokrwisty, a Leo poradził sobie bardzo, ale to bardzo dobrze. Szczególnie najlepiej wychodzą mu sceny z jego żoną, którą kapitalnie, fenomenalnie, świetnie zagrała Marion Cottilard. Miała przedstawić kobietę z pazurem, ale również mocno zakłopotaną. I śmiało mogę powiedzieć, że jej kreacja była zdaje się najlepsza w tym filmie. Ale na tym popisowe aktorstwo się nie kończy. Kolejne laury należą się Josephowi Gordonowi-Levittowi. Obok Cottilard był najbardziej zżyty ze swoją postacią. Ponadto bardzo naturalnie prezentował się w garniturze. Trochę raziła prostolinijna postać Ariadne, chociaż w grze Ellen Page nie zauważyłem żadnych wad. Znalazło się też miejsce dla Michaela Caine’a – mała rola, właściwie nieistotna, ale liczy się to, że kolejny raz u Nolana się Caine pojawia. Oby w następnym projekcie miał dla niego coś znacznie większego. Motorem napędowym filmu twórcy „Mrocznego Rycerza” staje
się po raz kolejny pomysł. Tak jak w „Memento”, reżyser umiejętnie balansuje
pomiędzy prawdą i fałszem, jawą i snem. Z początku może się to wydać trochę
skomplikowane, ale tak jak w przypadku pierwszego pełnometrażowego filmu Nolana,
tak tutaj w trakcie seansu układa się to w spójną całość. Ale właśnie dzięki
takiej, a nie innej idei Chris potrafi widza wciągnąć w seans, pozwala zatopić
się w wykreowanym przez siebie świecie. „Incepcja” nie istniałaby również bez muzyki Hansa Zimmera. Z reguły najbardziej potęguje ona napięcie, ale również świetnie nastraja w scenach emocjonalnych i scenach pościgowych, których w obrazie reżysera „Prestiżu” nie brakuje. Nolan z powodzeniem utrzymuje dobre tempo filmu przez 2,5 godziny filmu. Jak mówiłem, znajdą się tu pościgi, strzelaniny, dodatkowo świetnie uchwycone zimowe krajobrazy przez etatowego współpracownika Chrisa – Wally’ego Pfistera. Jednakże twórca nie pozostaje jedynie na płaszczyźnie powiedzmy rozrywkowej. Dzięki ubarwieniu sytuacji bohaterów podczas przeprowadzania incepcji (SPOILER jeżeli zginą, trafią do Limbo – czyli w wierzeniach chrześcijańskich „krawędzi” Piekła KONIEC SPOILERA). Dodatkowym atutem jest fakt, że właściwie, gdyby się nie udała ta operacja, a oni żyli, to normalny Świat by się nie zawalił, żaden złoczyńca nie przejąłby nad niczym kontroli. Jedynie Cobb i Saito mieli w tym jakiś sensowny interes. Dzięki m.in. rzeczy napisanej w spoilerze, w dziele Nolana tworzy się drugie dno, pozwalające na wiele interpretacji, a także filozoficzne dywagacje. Co ważne, reżyserowi udaje się jednak nie odciągnąć widza od wątku przewodniego, jedynie ubogaca on projekcję „Incepcji”. No i tak w sumie to Christopherowi Nolanowi wyszło arcydzieło. Film, który każdy kinoman winien zobaczyć. Ja sam wrócę do tego dzieła jeszcze przynajmniej raz. Po udanym „Mrocznym Rycerzu” (niezasługującym na miano arcydzieła, w mojej opinii) Nolan stworzył chyba opus magnum swojej kariery. Żaden jego obraz raczej nie dorówna „Incepcji”, a jeżeli dorówna, a nawet przewyższy, to co to będzie, co to będzie. Ocena: 10/10
Autor recenzji:
Bartek 'Bates' Panek |
|
|||||