| |
|
Koszmar z ulicy
Wiązów
 |
Tytuł oryginalny: Nightmare on Elm Street
Reżyseria: Samuel Bayer
Scenariusz: Eric Heisserer, Wesley Strick
Zdjęcia: Jeff Cutter
Muzyka: Steve Jablonsky
Produkcja: USA
Gatunek: Horror
Data premiery (Świat): 27.04.2010
Data premiery (Polska): 16.07.2010
Czas trwania: 95 min
Obsada: Jackie Earle Haley, Rooney Mara, Kyle Gallner, Thomas
Dekker, Katie Cassidy, Clancy Brown
|
Remakeozy ciąg dalszy. Tym razem na warsztat został wzięty
“Koszmar z ulicy Wiązów”, czyli jeden z najlepszych horrorów, jakie kiedykolwiek
ujrzały światło dzienne. Postać Freddy’ego Kruegera mocno zakorzeniła się już w
kulturze. Jego popularność wzrastała poprzez kolejne sequele. I na remake
oczywiście też przyszedł czas. Ale każdy remake jakiegokolwiek horroru ma wielką
grupę przeciwników, zrzędzących, że to brak klimatu, schematycznie, aktorstwo
kuleje.
Z zadowoleniem piszę, że nowy „Koszmar...” moim zdaniem nie
może należeć do grona nieudanych remake’ów. Cóż, podzielę to na trzy osobne
argumenty:
1) Fabuła – wiadomo, że chodzi o to, że Freddy zabija prze sen. I na to chyba
każdy był gotowy. Jednakże mile zaskoczyło mnie rozwinięcie akcji, a mianowicie
odkrycie genezy prześladowań mordercy z ulicy Wiązów. Scenarzyści nie
przekalkowali oryginału, lecz po prostu poszli inną, według mnie odpowiednią,
drogą. Fakt, może jedna czy dwie sceny z pierwowzoru się powtórzyły, no, ale
przecież wszystkiego mieć nie można.

2) Postęp techniczny – 26 lat to sporo. Można by ulepszyć mnóstwo rzeczy. Jednak
zacznę od niewątpliwej wady – czyli spalonej twarzy Freddy’ego. Wyglądała
kompletnie bezbarwnie, bezpłciowo, słabo widzialne były zarysy twarzy. Zresztą
zawsze, gdy myślę Freddy Krueger, to staje mi przed oczami kapitalnie
ucharakteryzowana facjata Roberta Englunda. Tutaj ekipa się nie popisała. Za to
na innym polu sprawdziła się wyśmienicie. Krótko mówiąc – przeżyłem podczas
projekcji, no minimum ze dwie mega mocne sceny, które absolutnie wgniotły mnie w
fotel. Nie dość, że zabójczo wykonane, to i świetnie pomyślane. Generalnie też
nie ma jakiegoś dążenia do obrzydzenia. Krew się leje, ale nie w taki sposób,
aby nie dało się na to patrzeć.
3) Aktorstwo – Jackie Earle Haley (Rorschach z „Watchmenów”) traci dużo właśnie
przez nieciekawy wygląd (w sensie, że źle ucharakteryzowany, nie, że brzydki
ogólnie). Dlatego, gdy jest tym sennym mordercą, to można najwyżej podziwiać
jego zabójczy głos, bo naprawdę świetnie się słucha różnych jego kwestii.
Jednak, gdy na ekranie widzimy wspomnienia, a co za tym idzie normalnego
Kruegera, to Earle Haley wypada jak najbardziej przekonująco. Reszta to
przeważnie niższe stany średnie, ale ja tam nie jestem aż tak wybredny i wcale
nie przeszkadzała mi grupa aktorów z brakiem doświadczenia i solidnego
warsztatu.
Fakt, niektóre sceny mogą porazić swoistą banalnością i
naiwnością, ale taki już ten horror będzie w XXI wieku. Nic na to nie poradzimy.
„Koszmar z ulicy Wiązów’ w interpretacji Samuela Bayera nie zawiódł moich
oczekiwań, a nawet je lekko przewyższył. Nie jest to tak świetny film jak
oryginał, ale i tak to obraz, w którym głupota nie przewyższa treści.
Ocena: 7/10
Autor recenzji:
Bartek 'Bates' Panek

Skomentuj recenzję
|
|
|