|
|
Lektor
O zbrodniarce, która lubiła Czechowa Ekranizacja bestsellerowej powieści Bernharda Schlinka, która w najbliższy weekend trafi do polskich kin, wymyka się próbom streszczenia i jednoznacznym opiniom. Krótkie przybliżenie potencjalnemu widzowi tej wielowarstwowej historii grozi bowiem wypaczeniem jej sensu. Wydaje się zresztą, że to właśnie powierzchowne interpretacje „Lektora” stały się powodem kontrowersji wokół tego obrazu. Jakie bowiem skojarzenia może wzbudzać rzut oka na scenariusz Davida Hare? Mamy tu romans piętnastolatka z trzydziestoparoletnią kobietą (oj! to niesmaczne! zresztą, pedofilia to okropne przestępstwo!). Mamy zakończony karą dożywocia proces byłej strażniczki obozu koncentracyjnego, oskarżonej o ludobójstwo (dobrze jej tak! …co? mamy jej współczuć?!). I wreszcie, rozterkę porzuconego mężczyzny, który odkrywa, że jego ukochana popełniła straszliwą zbrodnię (nie dość, że złamała mu serce, to jeszcze oszukała – jakże on może ją wciąż kochać!?). A przecież „Lektor” nie powstał po to, by prowokować, lecz by pokazać, jak zmienia się rzeczywistość, gdy stereotypy zawiesimy na przysłowiowym kołku.
Neustadt, rok 1958. Nastoletniemu Michaelowi Bergowi (David Kross), który
słabnie na ulicy, pomocy udziela bileterka, Hanna Schmitz (fenomenalna,
nagrodzona za tę rolę Oscarem i Złotym Globem, Kate Winslet). Ich przypadkowa
znajomość szybko przeradza się w płomienny romans. Dla Michaela, zafascynowanego
piękną – choć starszą o pokolenie – kobietą, ten związek ma smak pierwszej
miłości, kroku w dorosłość spowodowanego seksualną inicjacją. Hanna największą
radość zdaje się czerpać z lektury Homera czy Czechowa, których dzieła chłopak
czyta jej na głos w łóżku. Ze względu na dalszą logikę scenariusza, bohaterów
„Lektora” musi dzielić tak duża różnica wieku. Historia romansu Hanny i Michaela
nie ma jednak w sobie nic z prowokacyjnej „Lolity” Nabokova. To subtelne studium
relacji, w którą jedna ze stron wkracza z „czystym kontem”, a druga – z traumą
czy wstydliwymi tajemnicami. To opowieść o samotności w związku, o piętnie,
jakie odciska na ludzkim życiu trudna miłość – zwłaszcza ta pierwsza. Heidelberg, rok 1966. Berg jest studentem prawa i obserwuje proces byłych członkiń SS. Pośród oskarżonych o nazistowskie zbrodnie, Michael rozpoznaje swoją byłą kochankę. Hanna przyznaje się do wszystkich zarzucanych czynów, jednocześnie zapewniając, że jej intencją było jedynie sumienne wykonywanie obowiązków powierzonych przez pracodawcę. Od tej pory miłość, jaką Michael wciąż żywi do kobiety, walczy w nim z odrazą i poczuciem sprawiedliwości. Chłopak zaczyna też lepiej rozumieć fakty sprzed ośmiu lat i odkrywa wreszcie sekret Hanny, który zdaje się być dla niej bardziej wstydliwy niż przeszłość SS-manki. Wyznanie go przed sądem mogłoby uchronić Schmitz przed wyrokiem dożywocia, ale dumna kobieta nie próbuje się bronić. Dylemat Michaela pogłębia się, bo i on swoim zeznaniem mógłby zmienić przyszłość Hanny. Czy twórcy „Lektora”, angażując emocjonalnie widza w los bohaterów, próbują usprawiedliwiać, czy wręcz wybielać, hitlerowskich zbrodniarzy? W filmie nie ma mowy o przebaczeniu, odkupieniu win. Jest tylko gorzka refleksja nad problemem, w obliczu którego stoją kolejne pokolenia powojennych Niemiec. Nad rozterką ludzi, którzy odkrywają, że ich ojcowie, nauczyciele czy sąsiedzi, dopuścili się ludobójstwa, i to w świetle panującego ówcześnie prawa. Berlin Zachodni, rok 1980. Michael Berg (w jego „dorosłym” wcieleniu wystąpił Ralph Fiennes) – już po rozwodzie z koleżanką ze studiów – samotne wieczory spędza z magnetofonem, czytając głośno Czechowa. W tym samym czasie Hanna Schmitz odsłuchuje w więzieniu nagrane dla niej kasety. Zniszczona kilkunastoletnim życiem w celi, starzejąca się kobieta, ze łzami w oczach szepcze znany na pamięć tekst, wtórując głosowi byłego kochanka. Czy człowiek zdolny do takich wzruszeń mógł innych ludzi posyłać na śmierć? Czy winny zbrodni – nazistowskiej czy jakiejkolwiek innej – to bezduszny potwór zasługujący wyłącznie na karę i potępienie? Wszyscy, mniej lub bardziej świadomie, odwołujemy się do stereotypów. Jak bowiem poruszać się w rzeczywistości kompletnie nieprzewidywalnej, pełnej relatywnych zjawisk? Łatwiej podążać raz utartymi ścieżkami, odwoływać się do wypróbowanych schematów myślenia, kryteriów wyboru i ocen. Łatwiej umownie podzielić świat na białe i czarne. I równie łatwo zapomnieć przy tym, że tak naprawdę nic nie jest jednoznaczne i nawet morderczyni bywa czyjąś ukochaną córką czy żoną, a nieczyste sumienie nie wyklucza pokładów dobra czy wrażliwości. I choćby dlatego warto oglądać czasem takie filmy, jak „Lektor” Stephena Daldry’ego.
Autor recenzji:
Anna Archer |
|
|||||