|
|
Listy do Julii
Kochankowie z Werony Nie ma chyba bardziej romantycznego miejsca na świecie niż miasto Romea i Julii. Skąpana słońcem Werona, ze słynnym zabytkowym balkonem na którym córka Kapuletów wyczekiwała swego wybranka, przyciąga turystów i zakochanych z całego świata. Nic więc dziwnego, że właśnie tam, na nietypowy miesiąc przedślubny, wybrała się młoda Sophie (w tej roli Amanda Seyfried, gwiazda przeboju kinowego „Mamma Mia”) ze swoim narzeczonym Victorem (Gael García Bernal) , bohaterowie najnowszej komedii romantycznej Gary’ego Winicka „Listy do Julii”. Jednakże na miejscu szybko okazuje się, że narzeczeni
zupełnie inaczej wymarzyli sobie pobyt w tym włoskim miasteczku. Victor, który
po powrocie z urlopu zamierza otworzyć w Nowym Yorku własną restaurację jest
zafascynowany niemal każdym przysmakiem kuchni z Italii. Bardziej interesuje się
dojrzewającym serem i wybornym winem niż własną narzeczoną, która pozostawiona
sama sobie spędza czas na poznawaniu romantycznych zakątków miasta. Pewnego dnia
Sophie trafia pod słynny balkon, gdzie młode zakochane bądź porzucone dziewczęta
piszą w uniesieniu tytułowe listy do Julii. Nie byłoby może w tym nic dziwnego
gdyby nie fakt, że co wieczór jedna z „sekretarek” Julii owe listy odbiera i
wraz z przyjaciółkami po fachu odpisuje do nadawczyń. Osamotniona i znudzona
Sophie postanawia również przyłączyć się do owego procederu i zupełnie
przypadkowo trafia na ukryty w murze list miłosny sprzed pięćdziesięciu lat.
Pomimo upływu czasu dziewczyna postanawia na list odpisać, czego konsekwencją
staje się przybycie do Werony nadawczyni – sędziwej Angielki Claire, która
ośmielona odpowiedzią na swój list postanawia odszukać porzuconego przed laty
kochanka. „Listy do Julii” nie są pozycją wybitną, ani nawet
szczególnie dobrą. Mało skomplikowana historia od samego początku jest
przewidywalna i dość banalna. Jednak dla wszystkich miłośników Toskanii już same
prezentowane plenery są w stanie wynagrodzić trud wysiedzenia w sali kinowej. Na
pochwałę z pewnością zasługuje również rola Vanessy Radgrave jako ciepłej
staruszki bezgranicznie wierzącej w miłość na całe życie i gruncie rzeczy
epizodyczne, ale jakże zabawne wystąpienia Gaela García Bernala, w roli
entuzjastycznie rozhisteryzowanego na punkcie włoskiej kuchni Victora, który w
uroczy sposób próbuje z ogromną fantazją naśladować maniery i gesty prawdziwych
Włochów.
Autor recenzji:
Karolina Zielonka
|
|
|||||