|
|
Martin
Kino wampiryczne od zawsze było pełne krucyfiksów, peleryn i kłów, dlatego większości ludzi właśnie z tymi rekwizytami kojarzy się postać wampira. Z kolei dziś nie trudno dostrzec przesyt tradycyjnym wizerunkiem tegoż potwora, o czym świadczą m.in. ekranizacje powieści Stephenie Meyer. Jednakże już w latach 70. George A. Romero (dzisiaj kojarzony praktycznie tylko i wyłącznie z żywymi trupami) przedstawił swój pomysł na wampira. I nie zawaham się powiedzieć, że jest on nawet bardziej przerażający i dosadny niż osławiony hrabia Dracula (nie chodzi mi ani o film Coppoli, ani Toda Browninga, tylko o samo upowszechnienie tej postaci). Tytułowy bohater (znakomity John Amplas) przybywa do Pittsburga pociągiem, gdzie od razu zostawia ślady swojej obecności. Wprowadza się do kuzyna o imieniu Cuda, który zatrudnił go do pracy w sklepie. Ponieważ jest świadomy inności Martina (tyle że pojmuje go jako klasycznego wampira bojącego się czosnku i krzyża), zabrania mu atakować ludzi żyjących w mieście. W szczególności nakazuje mu trzymać się z dala od mieszkającej z nimi wnuczki. Jednakże wampirza klątwa Martina da jeszcze o sobie znać. Romero w swoim filmie nie stawia na magię, czary, lecz na ludzką psychikę, która według niego jest sprawczynią wszystkich złych czynów. Takie rozumowanie jest zgodne z teorią, że wszystko co najgorsze zawsze kryło i będzie się kryć w człowieku. Jednocześnie reżyser w bardzo prosty sposób zaprzecza istnieniu nadnaturalnego znaczenia stereotypowych „wrogów” każdego wampira, czyli czosnku i krzyża. Lata 70. to czas kiedy kino potrafiło jeszcze stworzyć klimat, który dzisiaj należy już do rzadkości. Atmosfera idealnie komponuje się z emocjami głównego bohatera, który powodowany pragnieniem posoki posuwa się do rzeczy najgorszych. Ponadto Romero wplata do swojego dzieła czarno-białe sekwencje przypominające stare klasyki gatunku. Jego film jest świetnym połączeniem dramatu, horroru i kina psychologicznego z mistrzowską reżyserią twórcy „Nocy żywych trupów”. Podsumowując: „Martin” to pozycja, po którą każdy amator i koneser kina wampirycznego powinien czym prędzej (jeśli jeszcze tego nie uczynił) sięgnąć. Raczej tego nie pożałuje. Ocena: 9/10
Autor recenzji:
Bartek 'Bates' Panek |
|
|||||