|
|
Prawo zemsty
Pewnego dnia do domu Clyde’a Sheltona włamuje się dwóch
mężczyzn. Zabijają oni jego żonę i córkę. Zabójcy zostają schwytani, lecz przez
Nicka Rice’a – ambitnego prawnika, jednemu ze skazanych obniżono wymiar kary w
zamian za zeznania przeciwko drugiemu. Tak zawiązuje się fabuła „Prawa zemsty” – filmu, na który trzeba zwrócić uwagę. Bo to nie tylko sprawnie zrealizowany thriller, ale również surowa krytyka amerykańskiego sądownictwa. Przykład pokazany w filmie jest zapewne jednym z wielu przekrętów, które dokonuje się często w nieświadomości osób biorących udział w procesie. Ten temat zawsze będzie na czasie. Dobrze, że ktoś postanowił skupić się na tym problemie, dobudowując do niego naprawdę ciekawą fabułę. Fabuła i scenariusz najbardziej wciągają widza w seans. Wszystko obraca się wokół Sheltona oraz zbrodni, o które jest on posądzany. Przez cały film robi się coraz ciekawiej, aż do finału, który niestety lekko zawodzi. A to z tego powodu, że przez cały czas trwania obrazu, doświadczymy kilku mocnych momentów, które z pewnością zaskoczą potencjalnego widza. Po takiej dawce lekkiego szoku szykowałem się na świetny, emocjonujący koniec. A jakoś mnie nie zaskoczył, nie sprawił, że podskoczyłem na krześle. Nie powiem, że był totalnie słaby, ale niesie za sobą lekkie uczucie niedosytu. W sprawie aktorstwa jest pół na pół. Z jednej strony Jamie Foxx – aktor, którego podziwiałem za rolę w „Zakładniku”, jednocześnie pamiętałem słabe „Miami Vice”. W „Prawie zemsty” irytował… ruchami głowy. Cały czas nią machał, często patrzył raz do góry, raz do dołu. Rzadko w okolice kamery. To istotnie mnie zdenerwowało. Natomiast z drugiej strony Gerard Butler – zagrał bardzo dobrze, ale cały czas miałem przed oczami Leonidasa. Ta rola moim zdaniem odcisnęła duże piętno na jego wizerunku, bo nie tylko ja kojarzę go tylko i wyłącznie krzyczącego „This is Sparta!”. Także nad grą aktorską raczej nie ma zachwytów. Kwestie techniczne wykonane należycie, dlatego nie chcę się nad nimi rozwodzić. Na obronę końcówki podkreślę naprawdę świetny wizualnie efekt podczas finałowej sceny. Wtedy potencjał ekipy komputerowców daje o sobie znać w najlepsze tak, że może odwrócić uwagę od treści samego zakończenia. Aż zdziw bierze, że udało się zrealizować taki bądź co bądź niezły thriller. Dobrych przedstawicieli tego gatunku można zwykle szukać przed 2000 rokiem. Cieszy to, iż powstał taki przemyślany film, a nie jakieś podrzędne, niepoukładane badziewie. Mało brakuje „Prawu zemsty”, abym mógł o nim mówić jak o obrazie świetnym, lecz i tak to wciąż godny polecenia produkt. Ocena: 7/10
Autor recenzji:
Bartek 'Bates' Panek |
|
|||||