|
|
Psychoza
To, że Alfred Hitchcock jest jednym z najlepszych reżyserów w dziejach nie wymaga jakiejkolwiek dyskusji. Stworzył on takie wspaniałe obrazy jak „Okno na podwórze”, „Zawrót głowy”, „Ptaki” czy recenzowaną tu „Psychozę”. Niejednokrotnie określany mistrzem stopniowania napięcia oraz prekursorem dreszczowców. Miał słabość do blondynek toteż z reguły w każdym jego filmie główną bądź drugoplanową rolę grała blondynka. Nie inaczej było w tym filmie, gdzie zagrały dwie jasnowłose kobiety: Janet Leigh oraz Vera Miles. Ta pierwsza gra Marion Crane – kobietę, która zamiast wpłacić
pieniądze szefa do banku, kradnie je i wyrusza do swojego chłopaka – Sama.
Zmęczona jazdą postanawia zatrzymać się w przydrożnym motelu prowadzonym przez
sympatycznie wyglądającego Normana Bates’a (Anthony Perkins). Mieszka on wraz ze
swoją matką w domu nieopodal swojego miejsca pracy. Nie wie jeszcze, co się
stanie, gdy matka Normana dowie się o jej istnieniu… Ta scena, jak i wiele innych, jest świetnie nakręcona. Warte
uwagi jest to, że nie widzimy momentu wbijania noża, ani żadnych ran na ciele
Marion. Muzyka jest również ważnym elementem tego filmu. „Chorobliwy”
soundtrack stworzony przez Bernarda Herrmanna niebywale stopniuje napięcie. Mnie
motyw z początku filmu ciągle nie dawał spokoju. Słuchając go, przechodziły mi
ciarki po plecach. Z kolei fragment ze sceny pod prysznicem przeszywał mnie na
wskroś. Dla mnie to było coś okropnego, a zarazem fascynującego. Aktorsko film wypada znakomicie. Janet Leigh, Vera Miles oraz Martin Balsam zagrali świetnie, ale prawdziwy geniusz pokazał Perkins. Jego Norman był naprawdę przekonujący i wydawało się, że jest człowiekiem, który „nie zabije nawet muchy”. Tą rolą zapewnił sobie drugie miejsce w rankingu AFI na 100 najlepszych złoczyńców. Wyprzedził go tylko Hannibal Lecter grany przez jego imiennika Anthony’ego Hopkinsa. Hitchcock często pokazywał matki jako osoby, które mają duży
wpływ na życie ich synów, np. w „Ptakach” czy właśnie w „Psychozie”. W obydwu
filmach matki starają się być jedynymi kobietami w ich życiu. Potwierdzają to
nawet słowa wypowiadane przez Normana w recenzowanym tu obrazie: „Psychoza” kosztowała jedyne 800 tys. dolarów, a zarobiła
ponad 40 milionów. Co spowodowało taki wynik? Cóż, myślę, że publiczność po
wcześniejszych filmach Hitchcocka spodziewała się kolejnego świetnego filmu i
otrzymała go. Podsumowując, „Psychoza” to moim zdaniem klasyka kina, nie tylko, jeżeli o chodzi o dreszczowce. Powinno puszczać się ją dzisiaj reżyserom, którzy zabierają się za kręcenie wszelakiej maści thrillerów. Bo według mnie „Psychoza” pomimo swoich prawie 40 lat jest jak na razie najlepszym filmem z tego gatunku, jaki kiedykolwiek powstał. I nic nie wskazuje na to, by to się miało zmienić. Ocena: 10/10
Autor recenzji:
Bartek 'Bates' Panek |
|
|||||