|
|
Sherlock Holmes
Reaktywacja mistrza dedukcji Fajka, Baker Street 221 b, John Watson – te atrybuty kojarzą się niewątpliwie tylko z jedną postacią – Sherlockiem Holmes’em. Mieszkał na Baker Street 221 b. Jego wiernym przyjacielem był doktor John Watson. W czasie śledztwa, a także poza nim, uwielbiał palić swoją charakterystyczną fajkę. Arthur Conan Doyle – to właśnie on wymyślił tytułowego bohatera. Na przełomie XIX i XX wieku ukazało się kilka nowel opowiadających o przygodach znanego detektywa. Jego perypetie również zekranizowano – np. „Pies Baskerville’ów” (1988). W XXI wieku postanowiono po raz kolejny wskrzesić postać Sherlocka Holmes’a. I tak powstał film „Sherlock Holmes”. Fabuła nie jest bynajmniej adaptacją którejś z nowel bądź
powieści Doyle’a: Kilkakrotne odświeżanie znanych historii bądź legendarnych
postaci stało się w kinie już standardem. Co roku doświadczamy mniej lub
bardziej efektownych come back’ów lubianych bohaterów. Przyznam, że około pół
roku przed premierą „Sherlocka…” przeczuwałem, że to będzie jeden z tych mniej
efektownych come back’ów. Na szczęście myliłem się. Gdy dowiedziałem się, że
reżyserem tego obrazu jest Guy Ritchie pojawiła się iskierka, a nawet iskra
nadziei. Bowiem widziałem dwa dzieła Ritchie’ego – „Porachunki” i „Przekręt”.
Oba filmy to naprawdę świetne komedie kryminalne. O ile po „Sherlocku…” nie
spodziewałem się takiej dawki humoru, liczyłem, że będzie się można trochę
pośmiać – w końcu zwiastun tego obrazu oglądałem w kinie chyba 3 razy, więc na
pewno zostały mi w pamięci jakieś pomniejsze gagi. Było jeszcze jedno nurtujące mnie pytanie, a mianowicie
odtwórca tytułowej roli. Czy sobie poradzi? Jak przedstawi legendę? Padło na
Roberta Downeya Jr. – dzisiaj kojarzonego głównie z Iron Manem. Cóż, w mojej
opinii poradził sobie świetnie. W ogóle cały zarys postaci odbiegał od
literackiego pierwowzoru. W tym filmie Holmes oprócz logicznego myślenia używał
dosyć często swoich mięśni. Poza tym był bardzo arogancki. Downey Jr. nie był
podobny do postaci stworzonej przez Doyle’a, a dzięki temu rzucił na nią
zupełnie inne światło. Gdy znów powstanie jakiś film o Holmes’ie (a to chyba
nieuniknione), z pewnością nie obejdzie się bez porównań właśnie do tego aktora.
Dodatkowo na duży plus zaliczam Downeyowi Jr. naśladowanie brytyjskiego akcentu.
Można było pomyśleć, że to rodowity Brytyjczyk. Zresztą już raz grał bohatera z
Wielkiej Brytanii – Charliego Chaplina w filmie „Chaplin”. A kto przedstawi Londyn lepiej, jak nie Brytyjczyk z krwi i
kości. Guy Ritchie świetnie ukazał stolicę Wielkiej Brytanii. Przebieg
codziennego życia i miasto jako całość przyczyniły się do dodania filmowi
unikalnego klimatu. A klimat w opowieściach o Holmesie pełni według mnie
niezmiernie ważną rolę. Jedno, co mogę wypomnieć Ritchie’mu, to niezbyt dopracowana końcowa akcja. Po pierwsze można było przedłużyć ją o jakieś 2 minuty, a poza tym spróbować uatrakcyjnić (nie chodzi mi o kapitalne efekty specjalne). W sumie po seansie „Sherlocka Holme’sa” nie poczułem niedosytu. Dostałem to, co chciałem: zgrabnie opowiedzianą historię kryminalną, dobrze zagraną i z wykwintnym humorem. Polecam obraz szczególnie fanom detektywa, aby mogli po raz kolejny skonfrontować książkowego mistrza dedukcji z jego celuloidowym odpowiednikiem. Ocena: 8/10
Autor recenzji:
Bartek 'Bates' Panek |
|
|||||