To nie tak jak myślisz kotku

Tytuł oryginalny: To nie tak jak myślisz kotku
Reżyseria: Sławomir Kryński
Scenariusz: Sławomir Kryński
Zdjęcia: Waldemar Szmidt
Muzyka: Maciej Zieliński
Produkcja: Polska
Gatunek: Komedia
Data premiery (Świat): 14.11.2008
Data premiery (Polska): 14.11.2008
Czas trwania: 90 minut
Obsada: Jan Frycz, Katarzyna Figura, Jacek Borusiński, Tomasz Kot, Małgorzata Buczkowska, Sławomir Orzechowski, Michał Piela.
 

To nie tak jak myślicie, widzowie! To nie jest kolejna komedia romantyczna dla nastolatek, które myślą, że obejrzą sobie słodką historyjkę z pięknym składnikiem, jakim jest np. Maciej Zakościelny. Twierdzę tak, ponieważ film reklamowany jest hasłami: „Męska odpowiedź na Nie kłam kochanie”, „Męska odpowiedź na Lejdis”. Jeszcze raz powtarzam: proszę się tym nie sugerować!

Na początku filmu poznajemy bohaterów. Przystojnego neurochirurga (Frycz) w wieku balzakowskim i jego żonę (Figura). Ku zdziwieniu oboje planują wypad na weekend nad morze do Hotelu, ale nie razem. Lekarz zabiera ze sobą pielęgniarkę, a jego żona kochanka. Sytuacja nieco komplikuje się, gdy do hotelu dołączają kolejni: Jakub Bazyl, pomocnik doktora (Borusiński), jego narzeczona oraz jej rodzice.

Film Sławomira Kryńskiego, autora pięknej opowieści „Księga wielkich życzeń”, jest czymś w rodzaju angielskiej farsy. Obfituje w humor sytuacyjny, jakiego w polskim kinie mało. Tak! Próżno w naszym rodzimym kinie szukać drugiego filmu, który będzie złożony tylko z humoru sytuacyjnego. Może nada on nowy okres polskich komedii? Patrząc na to bujnym okiem to: lata 70-90 (komedie o PRL), lata 90-96 (różnie to bywało, ale to ze względu na zmianę ustroju), lata 97-03 (komedie gangsterskie), lata 04-08 (komedie romantyczne). To jak, moi drodzy, czy czas na komedie sytuacyjne?

Od początku chwalę ten film, bo jest naprawdę czymś świeżym, a nie odgrzewanym. Na pochwałę zasługuje również Jacek Borusiński. Z wykształcenia nie jest aktorem, a radzi sobie w swojej roli doskonale. Masowy widz będzie go kojarzył z reklam sieci Plus oraz z Kabaretu Mumio (świetny, abstrakcyjny humor), ale wypada przypomnieć, że Borusiński wyreżyserował, zagrał i napisał scenariusz do filmu „Hi Way”, aż chce się krzyknąć: „Orson Welles!”. Ale oglądając kino drogi, czyli „Hi Way”, chce się tylko wyszeptać: „Ed Wood”.

Oprócz Borusińskiego, widzimy Jana Frycza, ciągle z tymi samymi minami. Muszę przyznać, że ten aktor po filmie „Jeszcze raz”, stracił w moich oczach szacunek. Oglądamy Kasię Figurę, która cały czas gra Rysię z „Kilera”. Wzrok do ekranu przyciąga jeszcze Sławomir Orzechowski, którego rzadko widzimy, ale jeżeli już się pojawia, to śmieszy i pociąga. Wraca Małgosia Buczkowska, która pokazała nam się w „Statystach” oraz Michał Piela, w którym drzemie ogromny potencjał!

Na koniec chcę wspomnieć, że ludzie od promocji wykonali bardzo dobrą robotę i nabrali wszystkich ludzi, którzy wybrali się na film (800 tys. widzów). Gdyby tytuł był pierwotny: „Grand Hotel”, a reklama brzmiała: „Nowa komedia Sławomira Kryńskiego z Fryczem, Figurą i Borusińskim”, to mogę się założyć, że film nie miałby nawet 50 tys. widzów. Ale ci, co się nabrali i poszli do kina, myślę, że nie mieli czego żałować. Muszę się przyznać, że się nabrałem i nie żałuję...

Ocena: 6/10  

Autor recenzji: Emil Sowiński

 


Skomentuj artykuł