|
|
W chmurach
Podniebny świat samotnika Najnowszy film Jasona Reitmana „W chmurach” z Georgem
Clooneyem w roli głównej jest jednym z faworytów zbliżającego się corocznego
wyścigu o statuetki Amerykańskiej Akademii Filmowej. Film dostał nominacje, aż w
sześciu kategoriach. O Oskara walczyć będzie nie tylko reżyser, ale także
odtwórcy trzech najważniejszych ról: George Clooney (w kategorii aktor
pierwszoplanowy) oraz towarzyszące mu na planie dwie kobiety: Vera Farmiga i
Anna Kendrick (obie panie nominowane za role drugoplanowe). „W chmurach” ubiegać
się będzie także o statuetkę w kategorii najlepszego filmu i za scenariusz
adaptowany. Ryan Bingham (Clooney) jest jedynym w swoim rodzaju
specjalistą od zwalniania z pracy. Prawie codziennie wyrusza w podróż do innego
zakątka Stanów, aby w imieniu tchórzliwych szefów wielkich korporacji
poinformować ich pracowników, że nie są już firmie potrzebni. Życie Ryana to
niekończące się podróże. On sam osiągnął mistrzostwo w idealnym pakowaniu
walizki i umiejętnym odprawianiu się na lotnisku. Wydawać by się mogło, że
ciągłe przebywanie „w chmurach” jest nadzwyczaj męczące i nie do wytrzymania na
dłuższą metę, jednak nie dla naszego bohatera. Bingham kocha swój styl życia,
odpowiada mu brak stałego punktu zaczepienia na ziemi, a w powietrzu czuje się
jak ryba w wodzie. Jest mu doskonale ze swoją samotnością, sporadycznie
zakłócaną tylko przez spotkania z uroczą Alex (Farmiga), podobną do niego
obywatelką świata, która do szczęścia nie potrzebuje żadnych deklaracji i
zobowiązań. Film Jasona Reitmana tylko na marginesie traktuje temat, jakże aktualnego w ostatnich czasach, amerykańskiego kryzysu. Punkt centralny stanowi bowiem bohater – nowy typ – zdeklarowany samotnik. George Clooney udowodnił, że potrafi wyzwolić się z utartego emploi podstarzałego już dziś amanta i stworzyć rolę przekonywującą i szczerą, bez zbędnej przesady i natarczywości. „W chmurach” ogląda się dobrze i mimo tego, że akcja nie zaskakuje, niektóre tragikomiczne sceny szczerze bawią, choć podszyte są sporą warstwą ironii. Niestety film Reitmana jest momentami trochę nierówny, zwłaszcza ostatnim scenom aż nadto blisko do hollywoodzkich rozwiązań. Ciekawe, czy ilość oskarowych nominacji przełoży się na ilość zdobytych statuetek? Sukces poprzednich filmów reżysera: „Dziękujemy za palenie”, a zwłaszcza „Juno” nastraja pozytywnie i zachęca, aby jednak wierzyć w możliwości Reitmana.
Autor recenzji:
Karolina Zielonka |
|
|||||