|
|
Zawodowcy
Po raz trzeci w historii kinematografii, Al Pacino spotkał się z Robertem De Niro na planie jednego filmu. Przy czym, o ile w poprzednich wspólnych projektach – ,,Ojcu chrzestnym II” oraz ,,Gorączce”, raczej mijali się na planie, to w ,,Zawodowcach” – jako detektywi-partnerzy – mieli nie odstępować siebie na krok. Czego więcej można było pragnąć od amerykańskiego kina?... Okazuje się, iż można… o wiele, wiele więcej. Na ,,Zawodowców” warto spojrzeć z perspektywy aktorskich
dokonań Ala Pacino. Zostawiając w spokoju Roberta De Niro, który ostatnio podąża
,,krętymi” ścieżkami aktorskimi, to Pacino wciąż potrafi zachwycić widza, jak
choćby rolą Roya Cohena w ,,Aniołach w Ameryce” (2003) czy w ,,Bezsenności”
Chistophera Nolana (2002). Pacino to artysta nietuzinkowy, człowiek, który
twierdzi, iż aktorstwo przypomina branie własnej świadomości i rzucanie jej o
ścianę. Wspomniany reżyser ,,Memento”, Ch. Christopher Nolan, wyznał kiedyś, iż
,,Pacino jest lepszym aktorem, niż się większości ludziom wydaje, a większość
ludzi uważa, że jest najlepszy”. Dlaczego więc ostatni film z jego udziałem
wypada tak marnie? I. Jak długo można obsadzać Pacino w rolach policjantów (,,Serpico”, ,,Zadanie specjalne”, ,,Morze Miłości”, ,,Gorączka”, ,,Bezsenność” i teraz ,,Zawodowcy”) oraz gangsterów (,,Ojciec chrzestny”, ,,Człowiek z Blizną”, ,,Życie Carlita”, ,,Donnie Brasco”)? Licząc wszystkich ,,Ojców chrzestnych” aktor zagrał 12 ról jako policjant lub gangster! Starczy panowie z Hollywood, starczy! Tym bardziej, iż wydaje się, że aktor świetnie czuje się w postaciach karykatur gangsterów (,,Dick Tracy”), jednostek walczących z systemem (,,…I sprawiedliwość dla wszystkich”, ,,Kupiec Wenecki”), czy też w rolach swoistych nieudaczników życiowych (,,Strach na wróble”, ,,Pieskie popołudnie”). Zaryzykował bym nawet hipotezę, iż ten ostatni film, to jak dotychczas najlepsza rola Pacino. Niekończące się role policjantów i gangsterów zastanawiające są także z punktu widzenia upodobań Pacino. Wszak to wielki miłośnik Szekspira, dozgonnie zakochany w jego sztukach, czego dał wyraz we własnym projekcie ,,Sposób na Szekspira”, gdzie wspaniale wcielił się w rolę Ryszarda III czy stosunkowo niedawnym filmie ,,Kupiec Wenecki”. Wydaje się więc, iż kolejna rola policjanta, przelała i tak przepełnioną już czarę goryczy. II. Filmy z Alem Pacino sklasyfikować można według trzech
poziomów: Niestety, gdyż sam pomysł filmu, przywołujący na myśl serial
,,Dexter”, choć niezbyt oryginalny, to wydawał się wystarczający jak na dobry
thriller policyjny. Oto dwóch nowojorskich, podstarzałych detektywów (Pacino i
De Niro) prowadzi sprawę seryjnego mordercy, który w imię sprawiedliwości
morduje złoczyńców, zostawiając im za nekrologii tandetne wierszyki. Szybko
okazuje się, iż wszelkie ślady wskazują na policjanta, a dokładniej na jednego z
bohaterów… Najbardziej smuci fakt, iż w ,,Zawodowcach” nie wykorzystano szansy czy też potencjału, jaki nadarzył się w spotkaniu dwóch tak wybitnych aktorów. Próba zaskoczenia widzów pierwszymi scenami filmu, okazała się zupełnym niewypałem. Brak tu jakiejkolwiek energii, za to króluje beznamiętność tudzież jałowość. Ale to nic przy niepotrzebnych, męczących scenach, paradoksalnie topornej fabule, a szczególnie przy tępym zakończeniu. To wszystko skłania do wniosku, iż w nieprzemyślany sposób nakręcono i zmontowano dobrze wyglądający w zamyśle film. Wyszedł obraz zupełnie płytki, by nie powiedzieć pusty. Role i dialogi sprawiają wrażenie, jakby pisane były na kolanie, i choć Pacino i De Niro nie schodzą poniżej swojego poziomu (mamy tu i klasyczną mimikę De Niro i czarujący głos Pacino), to nie przekonują jak dawniej. Przy czym, skłaniam się do wniosku, iż to wątpliwa zasługa reżysera i scenarzysty (strasznie statyczne role), a nie wina wypalenia aktorów. Trudno się zgodzić z powszechnie szanowanym recenzentem ,,Gazety Wyborczej”, iż Pacino i De Niro już ,,nic nie muszą”. Przeciwnie, jeśli uchodzą – a w rzeczy samej tak jest – za najwybitniejszych aktorów ostatnich dekad, to cały czas ,,muszą”. Taka rola mistrzów. Może zatem warto cierpliwie poczekać na obrazy w którym Pacino wcieli się w Salvadora Dalego, a De Niro zagra Frankie Machine, niż pochopnie odsyłać ich na emeryturę. Zresztą, jak na swój wiek, Pacino (68 lat) jak i De Niro (65 lat) prezentują się nad wyraz dobrze. III. Pomimo tego, iż Al Pacino słynie z niechęci do udzielania wywiadów, to kilka szczegółów z jego życia przedarło się do wiadomości szerszej publiczności. Jednym z niewielu dziennikarzy, który – parafrazując tytuł film – znalazł ,,sposób na Pacino”, jest Lawrence Grobel. W wydanej rok temu fascynującej książce, prezentującej rozmowy Grobela z Pacino z przeciągu 25 lat (wstęp Ernest Bryll!), dowiadujemy się, iż aktor od dawna przyjaźni się z – jak mówi – Bobbym De Niro. ,,Jest moim przyjacielem – powiada Pacino o De Niro – Mieliśmy podobne przeżycia. Był taki okres w moim życiu, gdy potrzebowałem spotkania z kimś podobnym do siebie”. Piszę o tym, gdyż, co znów zaskakujące, w ,,Zawodowcach” odnosi się wrażenie, jakby w ogóle nie było jakiejkolwiek więzi pomiędzy aktorami. A przecież tu też wcielają się w przyjaciół, nie tylko z pracy. Dziwi to i zastanawia, szczególnie, gdy porównuje się ,,Zawodowców” z doznaniami pozostałymi po ich relacjach w ,,Gorączce”. Tam mieliśmy intrygującą i pasjonującą więź między przeciwnikami, tu mamy próżnię w której zawieszono parę bliskich sobie (?!) – lecz jak się okazuje – papierowych detektywów. Tam zaledwie jedna wspólna scena De Niro z Pacino wzbudziła zachwyt i wieczną pamięć, tu grają razem przez cały czas, a po filmie w głowie nie zostaje ani jeden moment. Aż serce boli gdy się na to patrzy… ,,Zawodowcy”, to miało być filmowe wydarzenie roku. To miało być spotkanie dwóch gigantów aktorstwa. To miał być obraz porównywalny ze świetną ,,Gorączką” Michaela Manna. To miała być filmowa uczta dla widzów. To miało być coś! A wyszedł niedorobiony ,,podwójny cheeseburger”, do którego nie chce się wracać pamięcią. I na dokładkę raper 50 Cent w amatorskiej roli… Niesmaczne. Ok, dosyć katowania się tym filmem. Mam przecież kilkanaście znacznie lepszych obrazów z Alem Pacino. O tam – na stojaku…
Autor recenzji: Krzysztof Chaczko |
|
|||||