|
|
12 małp
Terry Gilliam - gość od ,,Brothers Grimm’’ i ,,Brazil’’ - wprost cudownie, że można oglądnąć film będący jednym z największych osiągnięć tegoż reżysera. ,,Dwanaście małp’’ to wspaniały obraz, który na pewno na długo pozostanie w pamięci, skłoni do wielu skomplikowanych i niezwykle dla nas ważnych przemyśleń. Co jest takiego niesamowitego w tym filmie, że już na
początku go wychwalam, nie czekam na dalsze kilobajty z przelaniem mych
podziękowań dla twórców? Nie wiem, po prostu ,,Dwanaście małp’’ ma w sobie coś
takiego, dzięki czemu potrafię doznać wspaniałego uczucia wielkiego szczęścia i
zadowolenia z realizowanej czynności. Przez ani minutę nie odczuwam znudzenia,
zażenowania czy zniesmaczenia. Jestem cały czas szczęśliwy, zapatrzony jak
zakochany na swą pannę i zaczarowany, niezmiernie zaczarowany. Teraz chciałbym napisać co nieco o zaletach tego filmu, o tym, ile ich posiada i jakże są urzekające. Po pierwsze - gra aktorska. Dzieło Gilliama jest najlepszym dowodem na to, że Pitt nie jest wcale takim złym aktorem i że ta jego niezbyt dobra opinia to tylko i wyłącznie wina mediów. Jeffrey Goines, w którego wciela się Brad, to zdecydowanie najlepsza postać, poza tym nie można zapomnieć o Willisie, Stowe, Sedzie i całej reszcie - wszyscy aktorzy się spisali i pokazali, że stać ich na wiele. Gra aktorska tego obrazu to zakrawa do mistrzostwa. Na pewno w niewielu filmach możemy zaobserwować tak wspaniały popis odtwórców ról (według mnie ,,Dwanaście małp’’ przebija tylko ,,Brothers Grimm’’ i… znowu Gilliam). Druga sprawa to niezwykłe efekty specjalne, które na stałe zagoszczą w historii kinematografii. Może teraz już tak nie zachwycają, ale pamiętajmy, że minęło jedenaście lat od premiery. Wiele jest obrazów z dobrymi efektami, ale nie zawsze cieszą me oko, a w tym filmie ich zastosowanie było, nazwijmy to delikatnie, rewelacyjne. Wypadałoby w końcu wypowiedzieć się troszkę o fabule, a jest
naprawdę nietuzinkowa. Nieznany nikomu wirus niszczy 99% ludności świata,
ocalony procent musi skryć się pod ziemią. Planetę ponownie opanowują zwierzęta.
James Cole zostaje wysłany z roku 2035 w przeszłość, trafia przypadkowo do roku
1990, gdzie natychmiast aresztuje go policja. Po badaniach okazuje się, że Cole
musi iść do szpitala psychiatrycznego, oczywiście nikt nie wie o tym, że James
nie jest szaleńcem. W ,,wariatkowie’’ bohater filmu spotyka Jeffreya oraz
lekarkę Kathryn Railly, a obydwoje odegrają później ważną rolę w jego życiu. Zaskakujące zwroty akcji i zupełnie nieprzewidywalne wydarzenia powodują, że oglądając film odczuwałem w pewnym momencie niezłe zagubienie. Moje domysły nie okazywały się prawdziwe, myliłem się co do wielu kwestii. Słyszałem opinie, że ,,Dwanaście małp’’ to film trudny, pozwolę sobie nie zgodzić się z tym. Ja twierdzę, że obraz Gilliama to rzecz zaskakująca i tylko tyle, zrozumienie nie powinno sprawić nam wielkich problemów. Po prostu czasem możemy odczuć wielkie zdziwienie. Fabuła jest niezwykle urokliwa i nie zawiera słabych momentów. Jest istotną zaletą filmu. Kiedy dodamy prześwietne zdjęcia i klimatyczną muzykę, dostajemy dzieło pozbawione wad. Naprawdę szukałem jakichś niedociągnięć fabuły, złej pracy kamery czy czegoś podobnego, ale mimo tego, że bardzo się starałem, nie znalazłem. Nie jestem, mimo wszystko, zadowolony, bo nie mam zbyt wiarygodnego powodu wyjaśniającego ocenę, którą wystawię. Uważam, że film jest niemalże genialny, prawie arcydziełem, ale nie wciągnął mnie tak jak, np. ,,Jeździec bez głowy.’’ Dziwne jest to, bo wad w ,,Dwunastu małpach’’ nie dostrzegłem. Chyba po prostu wolę fantasy. Ocena: 9/10
Autor recenzji:
Mateusz 'BlackDog' Wolny |
|
|||||