|
|
Belle époque
Świat kobiet w Belle époque Epoka piękna… Z pięknem kojarzy się wiele. Dla jednych wystarczy zamknąć powieki i pobłądzić gdzieś na pograniczu jawy i snu, zagłębić się we wspomnienia, przywołać chwile, które wciąż pachną, smakują, dźwięczą. Inni piękno określą jako coś nieuchwytnego; doznania, które trwają zaledwie ułamek sekundy, lecz zapadają w pamięć tak głęboko, że nie sposób już nigdy o nich zapomnieć. Istoty piękna uchwycić się nie da, nie zamknie się jej w kilku wierszach, nie odczyta między słowami. Piękno to dla każdego coś innego, chwila wzruszenia, przeżycie czegoś wszystkimi możliwymi zmysłami; piękno jest światem, który nas otacza, a który kreujemy przecież sami, piękno to ludzie, których spotykamy i emocje, jakie współprzeżywamy. Dla Fernanda Trueby, epoka piękna nierozerwalnie związana jest z wplątanymi w nią losami kobiet, one bowiem (współ)tworzą świat, w którym czas zdaje się płynąć tak wolno, jak wolno sączy się napój w upalne popołudnie. La Belle Epoque ukazuje taki moment w historii, jaki zwykło się nazywać momentem przełomowym. Jest rok 1931, Hiszpania politycznie podzielona między rojalistów i republikanów, znajduje się na skraju wojny domowej. Należałoby się zatem spodziewać opowieści burzliwej, przesyconej wątkami patriotyczno – narodowymi. I rzeczywiście, burzliwą ona jest, lecz w zupełnie innym sensie. Oto bowiem (tuż po rozpoczęciu), naszym oczom ukazuje się młody, przystojny (wedle gustu) Fernando (Jorge Sanz), który jako dezerter poszukuje schronienia. Trafia do miejscowości, która zdaje się jakby znajdować poza czasem i przestrzenią. Czas bowiem płynie swoim rytmem, a wiadomości o politycznych zamieszkach docierają tam z opóźnieniem, niczym echo delikatnie odbite od starych murów wsi. W tym z lekka magicznym miejscu, bohater poznaje i zaprzyjaźnia się z Manolem ( Fernando Fernán Gómez). Wkrótce dowie się, że jego nowy kompan to zarazem ojciec czterech córek, z których każda - jak się potem okaże - ma coś, czego Fernando zapragnie. Tego, iż kobiety w kinematografii hiszpańskiej odgrywają
wyjątkowo ważną rolę, zakwestionować nie można. U Almodovara znajdują się w
centrum uwagi, bo jak twierdzi reżyser - są bardziej dramatyczne. U Trułby
kobiety ustalają porządek świata. Pozornie uległe i subtelne, w rzeczywistości
kierują wydarzeniami tak, aby wszystko działo się po ich myśli. Reżyser tworzy
niesamowity obraz czterech postaci, z których każda jest na tyle wyrazista i
odmienna, iż młody Fernando z czasem ulega wdziękom sióstr, nie umiejąc
zdecydować, którą darzy prawdziwym uczuciem. Przyznać należy, że to nie tylko
przyjaciel i gość Manola daje się zauroczyć siostrom, one również w pewien
sposób o niego zabiegają, lecz bliższe to siostrzanej rywalizacji niż
prawdziwemu uczuciu. Jako pierwsza swe sieci zarzuca urokliwa i ponętna Rocio (Maribel
Verdú), ni to przypadkiem, ni to celowo odsłaniając podwiązkę w trakcie
ścielenia łóżka, czy frywolnie poprawiając ramiączko wystające spod sukienki.
Rocio idealnie odgrywa wzorową pannę, która broni się przed zalotami Fernanda,
będąc przecież w pełni świadomą swego powabu. Właśnie poprzez wspomniane, ledwo
uchwytne dla mało uważnego widza drobiazgi w zachowaniu i wyglądzie Rocio, młody
bohater pada ofiarą zauroczenia wobec pierwszej z sióstr. Nie zdążywszy ochłonąć, Fernando ponownie zostaje wciągnięty w swego rodzaju grę ze strony Violety (Ariadna Gil). Ta to zupełne przeciwieństwo Rocio - już jako dziecko zdradzając objawy zagubienia emocjonalnego, połączonego z dezorientacją osobowości, teraz stanowi typowy w hiszpańskim kinie przykład postaci o odmiennych potrzebach seksualnych i nieważne, czy jest to homoseksualista, czy transwestyta. Istotnym jest fakt, że mimo iż Violeta uwodzi bohatera jako mężczyzna, to przecież w rzeczywistości wciąż pozostaje kobietą. Trueba po raz kolejny podkreśla, jak silne są kobiety w jego filmie, bo bez względu na to, jaką maskę przybiorą, i tak są zdolne omamić już dostatecznie zdezorientowanego Fernando. Clara … trzecia siostra, grana przez Miriam Díaz Aroca, jawi się początkowo jako wzór cnót i ideałów; to wdowa bolejąca po utracie męża, lecz zarazem tęskniąca za uczuciem. I ona daje się porwać namiętności, nie zważając na to, iż przecież nie tak dawno zginął jej mąż. Tragizmu jednak w tym zero, więcej przewrotności kobiecej natury, ukazania jej jako istoty uległej, lecz jednocześnie będącej ponad to. A może to tylko chęć udowodnienia pozostałym siostrom, że i ona jest w stanie owinąć sobie Fernanda wokół palca? Bo przecież bohater raz po raz ulega komu innemu - Rocio to kusząca „Femme Fatale”, Violeta fascynuje swą odmiennością i męskością, Clara zaś to eteryczna istota, najstarsza, co jednak nie znaczy najmniej spontaniczna. I wreszcie Luz (Penélope Cruz), najmłodsza i najmniej „ zepsuta” z sióstr, jeszcze nie kobieta, lecz już nie dziecko, trzpiotka dorastająca u boku starszego rodzeństwa. Luz jest niewinna, ale nie nieświadoma. Doskonale zdaje sobie sprawę ze skomplikowanego „romansu”, jaki siostry wiodą z Fernando, ubolewając nad tym, iż jako jedyna pozostaje niedostrzeżona. Do czasu… Na koniec trzeba wspomnieć o żonie Manola, którą ten
żartobliwie nazywa „wstrętnym babsztylem”. I ona stanowi przykład postaci na
tyle silnej, iż zdolnej kreować otaczającą rzeczywistość wedle własnych pragnień
i zachcianek. Polonia to dojrzała kobieta, która mimo wieku jest w stanie
podporządkować sobie mężczyzn, emanuje z niej jakaś kobieca siła ułatwiająca
realizowanie marzeń.
Autor recenzji:
Anna 'Nat' Kapelska |
|
|||||