|
|
Fantomas
“- Adieu - skłonił się nam pan Gaspard. - Dziękuję
za otwarcie przede mną galerii. Dziękuję również za obraz Renoira. Mam nadzieję,
że kopia, którą zostawiłem, jest starannie wykonana. Nim Ian Fleming wymyślił agenta 007, dwóch paryskich dziennikarzy, Marcel Allain i Pierre Souvestri, zaczęło pisać brukowy kryminał w odcinkach. Jego głównym bohaterem był niebezpieczny przestępca Fantomas, którego prawdziwej tożsamości nikt nigdy nie poznał. Z pierwszych linijek powieści dowiadujemy się, że Fantomas jest niczym i wszystkim, a jego jedyny cel to sianie terroru. Tropem zbrodniarza podążali zawsze nieustępliwy policjant Juve (w końcu okazywało się, że jest on bratem ściganego, a sam wcześniej oskarżał się o bycie Fantomasem na zasadzie dr Jekylla i Mr Hyde’a) i reporter Fandor, zakochany w ślicznej, acz zdemoralizowanej Helenie, córce złoczyńcy. W sumie Allain i Souvestri napisali 32 powieści o Fantomasie, zaś potem Allain dopisał ich jeszcze 11 (ostatnia- „Fantomas Mene le Bal” ukazała się w roku 1963). Historie o zamaskowanym łotrze poruszyły cenionego reżysera, Louisa Feuillade, który nakręcił o nim pięć niemych filmów oraz bazującą na powieściach Allaina i Souvestriego serię filmów „Les Vampires”. Potem historię Fantomasa przedstawiali tak Francuzi, jak i Amerykanie (serial Edwarda Sedgwick’a z Edwardem Roseman’em w roli głównej). W roku 1948 powstał film „Fantomas contre Fantomas” i temat uznano za wyeksploatowany. Sytuacja zmieniła się, gdy nad Loarą zrobiło się głośno o Bondzie. Producenci szukali postaci, która mogła być przeciwwagą dla przystojnego Brytyjczyka i przypomnieli sobie o nieuchwytnym łotrze. Decyzja zapadła: trzeba zrobić kolorowy pełnometrażowy film o Fantomasie. Fabuła bardzo luźno nawiązuje do oryginalnych powieści.
Francję nawiedza fala zuchwałych kradzieży i ataków terrorystycznych. Media
przypisują dokonywanie widowiskowych zbrodni niejakiemu Fantomasowi. Jeden z
paryskich dziennikarzy, Jerome Fandor, w istnienie zbira nie wierzy, jednak
także postanawia na nim zarobić. Z pomocą pięknej narzeczonej, fotoreporterki
Heleny, fabrykuje zaprawiony ironią wywiad z Fantomasem. Problem w tym, że
Fantomas... istnieje naprawdę. Uprowadza Fandora i zmusza go do przeprosin na
łamach gazety. Niestety, redakcja przekręca słowa żurnalisty i w rezultacie
powstaje bardzo obelżywy dla mistrza zła artykuł. Wobec tego Fantomas decyduje
się ośmieszyć publicznie Jerome’a, a następnie użyć go jako królika
doświadczalnego w jednym ze swych eksperymentów. Jego drugi cel to
zdyskredytowanie przeszkadzającego mu szefa stołecznej policji, gamoniowatego
komisarza Juve’a, od którego nawet kapitan Harris z „Akademii policyjnej” mógłby
się wiele nauczyć... Film, mimo ww. składników, oszałamiającego sukcesu nie odniósł. Powód? Do kin wszedł równolegle z innym filmem De Funes’a, „Żandarm z Saint-Tropez”, i to właśnie perypetie sierżanta Cruchota zdobyły większą widownię. Poza tym część krytyków odniosła się do „Fantomasa” chłodno. Jeden z cenionych redaktorów pisał, że klęska filmu leży w przejściu z gotyckiego kryminału w lekką komedię, Maraisa oskarżał o zrobienie z Imperatora Zbrodni eleganckiego żartownisia, a o grze Mylene Demongeot wyraził się, iż może podziałać jedynie na chłopców w wieku szkolnym. Hunabelle nie był jednak tym zrażony i do końca lat 60. zrealizował jeszcze dwa sequele. W 1965 roku „Powrót Fantomasa” (znany także pod tytułem „Fantomas powraca”), ze słynnym latającym Citroenem, który był chyba inspiracją dla podobnego rozwiązania w jednym z późniejszych Bondów, zaś w 1966 „Fantomas kontra Scotland Yard”, najsłabsze ogniwo trylogii, w którym akcja przenosiła się do szkockiego zamczyska. Acz zakończenie tego filmu dawało furtkę do realizacji kolejnych części, następny „Fantomas” już nie powstał. Grzechem byłoby nazwać pochodzącą sprzed czterdziestu lat serię ramotką - do dziś ogląda się ją bardzo dobrze, efekty specjalne się nie zestarzały, no i miło patrzy się na nieśmiertelnych Maraisa i De Funesa, którzy stworzyli tu jedne z najlepszych ról w karierze.
Autor recenzji:
Maciej Gaździcki |
|
|||||