|
|
Feed
Świat ludzkich fantazji jest bardzo zróżnicowany: jest dosłownie taki, jacy bywają ludzie. Niektóre fantazje bywają niewinne, a niektóre wręcz zabójcze. Problem jednak tkwi nie w tym, że istnieją te drugie, ale w tym, że wiele osób godzi się na to, aby móc je spełniać, będąc tak na dobrą sprawę ich ofiarami. I o tym problemie traktuje film Bretta Leonarda o dość sugestywnym tytule: „Feed” (Pokarm). Nie od dziś wiadomo, że internet jest globalnym śmietnikiem,
na którym można znaleźć praktycznie wszystko. Phillip Jackson jest tym, który
grzebie w najbardziej ohydnych rejonach tego „wysypiska”: jest policjantem z
Sydney, który poluje na cybernetycznych zboczeńców: pedofilów, kanibali,
nekrofilów etc. Pewnego dnia wraz ze swoim współpracownikiem odkrywa istnienie
strony, na której prezentowane są filmy zawierające sceny pornograficzne z
udziałem monstrualnie otyłych kobiet. Autorem strony okazuje się być tajemniczy
Michael, który specjalnie tuczy kobiety, aby te, osiągnąwszy wagę 300 kg, nie
mogły się poruszać, a w konsekwencji były całkowicie uzależnione od swojego „dokarmiacza”.
Co więcej, rzeczone kobiety tak naprawdę nie uważają, że ich „opiekun” je
krzywdzi, wręcz przeciwnie. Sądzą one, że on dba i troszczy się o nie i
spełniają z nim swoje fantazje seksualne. Z czasem jednak okazuje się, że
tuczenie nie jest jedyną czynnością, którą zajmuje się Michael. Phillip odkrywa,
że „dokarmiacz” przyjmuje zakłady dotyczące swoich ofiar, a konkretnie czasu
zgonu przekarmionej kobiety. Policjant odkrywa, że psychopata działa w Ohio.
Mimo sprzeciwu swojego szefa jedzie on do USA i postanawia złapać przestępcę. Współczesne kino w bardzo wielu miejscach próbuje przełamać różne tabu, ukazując coraz to mroczniejszą stronę ludzkiej natury. Korowód tego typu obrazów jest dość imponujący. Dość znaczącymi kamieniami milowymi były słynne już filmy takie jak: „Człowiek pogryzł psa”, „Milczenie owiec”, „Siedem” czy też „Urodzeni mordercy”. To otworzyło drogę do takich filmów jak: „Piła” czy „Hostel”. „Feed” Leonarda wpisuje się w ten właśnie trend. Po raz kolejny widz zostaje poddany dość brutalnemu testowi poprzez specyficzną pracę kamery. Ujęcia kamery sprawiają, że widz jest niejako zmuszony do perwersyjnego podglądactwa (ujęcia z kąta, z ukrytej kamery). Kamera testuje widza nie tyle pod względem jego wytrzymałości na konsekwencje przejadania się ofiary, ile na niemożność udzielenia pomocy ofierze, która na własne życzenie nią się staje. Można zaryzykować stwierdzenie, że twórcy zmuszają widza do gniewnego krzyku i walenia pięścią w ekran, żeby przerwano tę perwersyjną grę. Ale scenarzysta, reżyser i operator tak skutecznie manipulują widzem, że ten zostaje zmuszony do obejrzenia całego spektaklu do samego końca, a trzeba przyznać, że sama końcówka jest dość emocjonująca. W recenzjach, które czytałem na temat obrazu twórcy „Kosiarza
umysłów”, przewija się temat konstrukcji psychiki głównych bohaterów. W „Feed”
trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Phillip jest pozytywnym bohaterem. Michael
jest osobą, która wyciąga z policjanta to, co najgorsze. Wydaje się, że nie ma
tu miejsca na jakąkolwiek sympatię dla gliniarza. O ile z początku jeszcze można
coś pozytywnego czuć w stosunku do Phillipa, o tyle w dalszych partiach obrazu
ta pewność staje się coraz bardziej wątpliwa. W pewnej recenzji na temat tego
obrazu autor pisze o tym, że w końcu powstaje pytanie o to, kto jest w końcu
gorszy: psychopata czy policjant?. Ja takiej wątpliwości nie miałem, ponieważ
postać psychopaty była oparta na psychoanalizie dla ubogich i była, bądź co bądź,
nie do końca dopracowana. Dlaczego tak myślę? Podstawowym powodem takiej mojej
oceny jest powtarzający się do znudzenia motyw jakiegoś tam zranienia w
dzieciństwie. Naprawdę jest to już tak oklepany i nudny element, że w końcu robi
się to nieco irytujące. Niedopracowana jest także wiedza i inteligencja
Michaela. Jakimś cudem jest on praktycznie wszechwiedzący, jak zdecydowana
większość filmowych psychopatów. Nie ma tu miejsca na jakiś mały cień niewiedzy
czy wątpliwości. Poza tym jakoś nie dowiedziałem się (i tu jest największa
słabość tej postaci), w jaki sposób przekonywał swoje ofiary do przejadania się,
jakich argumentów używał. A myślę, że to byłby dość istotny element fabuły.
Szkoda, że film na przykład nie pokazywał, w jaki sposób czarny charakter
znajdował swoje ofiary i jakie sztuczki psychologiczne stosował do uzależniania
ich od siebie. Scenarzysta poszedł tu na łatwiznę, wrzucając widza już w zastaną
sytuację ostatniego stadium całego przedsięwzięcia. Przez to wszystko postać
Michaela wydaje się być kulawa i niedopracowana. Przypuszczam jednak, że ta wada
była spowodowana czasem, w jakim miał się zmieścić cały film. Niemniej jednak
jakiś niedosyt tutaj pozostaje. Bardzo dobrze poprowadzoną postacią jest Deidre grana przez Gabby Millgate. Trudność zagrania tej postaci tkwiła zarówno w fizycznym, jak i psychologicznym wymiarze tej postaci. Millgate zagrała bowiem ofiarę psychopatycznego „dokarmiacza”. Jako monstrualnie otyła kobieta wyglądała rzeczywiście przekonująco. Ale najlepszą część swojej roli zagrała pod koniec filmu, gdzie z jednej strony postać przez nią grana była świadoma pewnego zagrożenia, a z drugiej strony nie pozwalała sobie uświadomić tego, że Michael ją krzywdzi. Wyżej trochę wspomniałem o zdjęciach w filmie. Poza wspomnianym przeze mnie aspektem, warto jeszcze nadmienić inny wymiar tego zagadnienia. Obraz Leonarda został miejscami zrealizowany na zasadzie teledysku. Dużo w nim urywanych ujęć, zastosowania filtrów na kamerze, co powoduje pewną atrakcyjność i – nomen omen - „strawność” produkcji. Z drugiej strony ciekawie zostało sfilmowane jedzenie. Stosując różne filtry i zbliżenia autor zdjęć – Steve Arnold – pokazał bardzo mroczną stronę pokarmu. Pożywienie w „Feed” jest niestrawne, obrzydliwe, potworne. Sceny produkcji hamburgerów czy frytek ociekających sosem i tłuszczem mogą przyprawić o niemiłe odczucia. I tu należą się brawa. Podobne brawa należą się specjalistom od charakteryzacji i efektów specjalnych. Postać Deidre jest bardzo realistyczna i nie widać w jej charakteryzacji sztuczności. Mimo pewnych niedociągnięć w kreacji postaci Michaela, muszę
przyznać, że „Feed” jest filmem interesującym i zmuszającym do myślenia. Zmusza
on widza do postawienia sobie pewnych pytań. Mi osobiście nasunęły się dwa:
Autor recenzji:
Paweł Głód |
|
|||||