|
|
Od zmierzchu do świtu
Od zawsze uwielbiałem filmy Roberta Rodrigueza. Zaznaczam, że nie chodzi mi tutaj o "Małych agentów" czy inne niewypały. "Desperado", "Cztery pokoje" czy chociażby ostatnio "Sin City" to w niektórych kręgach kultowe już pozycje. Ale co zrobiłby Rodriguez bez pomocy Quentina Tarantino? Któż nie pamięta genialnej sceny z "Desperado", w której Tarantino opowiadał dowcip? Do dziś, gdy wspominam ten moment, uśmiech sam ciśnie mi się na usta. Wkład Tarantino do "Od zmierzchu do świtu" jest ogromny. Nie dość, że napisał świetny scenariusz i namówił swoich przyjaciół do zagrania w filmie, to jeszcze zagrał jedną z głównych ról. Trzeba przyznać, że duetu Rodriguez - Tarantino długo nie zapomnimy. "Od zmierzchu do świtu" opowiada historię dwóch braci (Seth i
Richie) - gangsterów, którzy okradli bank, zabili kilkanaście osób, a poza tym
wzięli trzy zakładniczki. Nic więc dziwnego, że ścigają ich całe Stany. Aby
wyjść z tej sytuacji cało, Seth i Richie postanawiają przeprawić się przez
granicę prosto do Meksyku. Tam, umówieni w barze Titty Twister, mają przeczekać
do świtu na ich partnera - Carlosa, który ma zapewnić im bezpieczny transport do
Meksyku. Porywają więc ojca z dwójką nastoletnich dzieci, aby w ich samochodzie
przejechać przez granicę. Gdy im się to udaje, spędzają noc w Titty Twisterze.
Ale jaką noc! (Uwaga!, jeśli nie widziałeś filmu radzę nie czytać dalej -
stracisz element zaskoczenia!) Po wstępnych oględzinach okazuje się, że bar jest
siedliskiem wampirów, które żądne są ich krwi! Nasi bohaterowie nie mają wyjścia
- muszą z nimi walczyć... Film można podzielić na dwie części. Pierwsza - do przyjazdu do Titty Twister - to genialny czarny kryminał, zaś druga - po odwiedzeniu Titty Twister - to horror, w dodatku z lekkim przymrużeniem oka. Która Ci się bardziej spodoba? Musisz ocenić sam, gdyż to zależy w głównej mierze od gustu. Mi akurat bardziej spodobała się część pierwsza. Ostre strzelaniny, porwania, wymuszenia i gwałty to to, co tygrysy lubią najbardziej. W drugiej części można za to znaleźć wampiry, ostre jatki z powyższymi, przebijanie ciał kołkami, czy dramatyczną końcówkę. Jedną z największych zalet filmu jest scenariusz. W końcu
napisał go sam Tarantino, więc musiał być dobry. Film można oglądać wiele razy,
lecz scenariusz za każdym razem bawi równie dobrze, jak wcześniej. Weźmy takie
teksty jak: Następną rzeczą wartą wyróżnienia jest aktorstwo. Na początku wspomnieć muszę, że większość aktorów to osoby występujące w "Desperado" (prócz Banderasa). Oczywiście dodano kilka nowych twarzy, min. George'a Clooneya, Harveya Keitela, czy Juliette Lewis. Większość obsady zagrała znakomicie. Zdesperowany Clooney; psychopatyczny Tarantino; czy ojciec, który wdepnął w niezłe bagno i nie jest zbytnio zadowolony, czyli Harvey Kietel. Nie mógłbym nie wspomnieć o przepięknej Salmie Hayek, której słynny taniec z wężem przeszedł już chyba do historii kina. Muzyka jak zwykle w filmach pod znakiem Rodrigueza i Tarantino jest świetna. Przygrywają nam bardzo klimatyczne, bluesowe kawałki, świetnie budujące atmosferę filmu. Najlepszą reklamą może być fakt, że z chęcią posłuchałbym soundtracku. Po doczytaniu do tego momentu zastanawiacie się zapewne, czy jest to film bez wad. Otóż nie. Najpoważniejszą z nich jest wygląd zombie. Wyglądają oni wręcz śmiesznie (a może takie miały być?). Jeśli zwykłe zombiaki można przecierpieć, nic nie usprawiedliwi wielkiego psa, który wskoczył na scenę pod koniec filmu. Jest po prostu żałosny... Ale cóż, po obejrzeniu "Obcego" wątpię, że jakieś inne stwory mogą mi się jeszcze spodobać. Jest to chyba jedyna wada, jaką zauważyłem. Podsumowując: jeśli jeszcze nie widziałeś tego filmu -
biegnij do wypożyczalni! Na pewno nie pożałujesz! Ocena: 8/10
Autor recenzji:
Mateusz 'Koklet'
Łucyk |
|
|||||