|
|
Godsend
Nigdy nie wiemy co się stanie. Nie będziemy mogli
dowiedzieć się, co nam się przydarzy jutro. Czy w ogóle będziemy żyć? Nic nam o
tym nie wiadomo. Z dnia na dzień możemy przechodzić przez różne stany
psychiczne, wywołujące nieraz depresję, a nieraz radość. Nieważne jakie chwile
naszego życia będziemy przeżywać, warto się czasami wybrać do kina. Gdy mamy zły
nastrój, wybieramy coś, co spowoduje, że poprawi nam się humor, a gdy jesteśmy
„cali w stokrotkach” warto zobaczyć film pełen głębi i skłaniający do solidnego
przemyślenia. Ostatnio na polskie ekrany zawitał "Godsend", zapowiadany jako
jedna z lepszych produkcji roku 2004. Już po przeczytaniu zalążka fabuły,
mogliśmy czekać na ten film z wielką niecierpliwością. Zapowiadał się na coś
niesamowitego i godnego obejrzenia. Ale czy właśnie nie mieliśmy takich samych
odczuć przy "Gothice"? Jak naprawdę "to" wyszło? Adam Duncan jest poczciwym i grzecznym syneczkiem państwa Duncan. Był dla nich wszystkim i nie mogli sobie wyobrazić życia bez niego. Niestety, dotąd nierozerwalny łańcuch rodzinnego szczęścia zostaje przerwany. Dzień po ósmych urodzinach Adama dochodzi do tragedii. W wyniku pewnego drobnego incydentu ulicznego, zostaje on potrącony przez samochód. Niestety ginie na miejscu. Rodzice nie mogą pogodzić się ze stratą dziecka i bardzo to przeżywają. Na tym się jednak historia nie kończy. Odwiedza ich, bowiem dr Wells, który pracuje w instytucie Godsend. Namawia, ogarniętych żałobą rodziców do zdecydowania się na sklonowanie ich syna. Oczywiście zawiadamia, że taki rzeczy są nielegalne, toteż musieliby zerwać kontakt z wszystkimi przyjaciółmi i przeprowadzić się do położonego niedaleko instytutu miasteczka, w którym dr Wells obiecał im nowy dom oraz pracę. Po chwilach zdenerwowania i wahań, decyzja zostaje podjęta. Powstaje nowe życie. Wszystko toczy się tak jak miało być.
Ogarnięta szczęściem rodzina, znowu ma swego syna, którego już raz straciła.
Nawet nie wyobrażacie sobie jak tryskają radością. Jednak wszystko co dobre,
szybko się kończy. Gdy Adam Duncan osiąga wiek, w którym zginął, zaczynają się
dziać dziwne rzeczy. Zaczyna mieć nocne koszmary i widzenia. To jeszcze nic.
Rodzice zaczynają się niepokoić o swojego syna, gdyż grzeczny dotąd i potulny
chłopczyk zaczyna emanować nienawiścią i chęcią zabijania. Co tak naprawdę
dzieje się z nowym Adamem Duncanem? Film Godsend był zapowiadany jako horror/thriller ukazujący
pewien dramat życia rodzinnego. W końcu rodzice tracą to, co dla nich
najważniejsze - jedynego syna. A z powodu komplikacji przy pierwszym porodzie,
Jessie Duncan nie może już mieć dzieci. Propozycja, która spłynęła do nich od dr
Wellsa, stała się jak kolejna szansa od Boga. Tak jakby ktoś się pomylił z tym
wypadkiem i zsyła Adama z powrotem na ziemię. Wkrótce jednak dowiedzą się, że
ani Bóg, ani nawet szatan nie maczał w tym palców. Pozostaje więc człowiek.
Człowiek, który bawi się ludzkim życiem, tworząc je na nowo. Co jednak kryje się
pod tytułową tajemnicą? Co tak naprawdę widzi sklonowany syn państwa Duncanów i
czy to dotyczy przeszłości pierwszego Adama? Godsend, ma klimat. To trzeba przyznać. Koszmarne sny ujawnione w postaci przekształconych obrazów z niewyraźnymi dźwiękami. Widzenia natomiast są tak realne, że sami praktycznie nie wiemy, czy to prawda czy też reżyserski fałsz. Niekiedy możemy się solidnie zdziwić. A zaczęło się tak niewinnie. Uroczyście obchodzone ósme urodziny Adama, niczego nie sygnalizują. Wszyscy są szczęśliwi i niczego więcej nie potrzebują. Rodzina jest razem i to jest najważniejsze. W późniejszych fragmentach filmu ukazana jest desperacka walka o szczęście rodzinne i próby dowiedzenie się za wszelką cenę, dlaczego tak się naprawdę dzieje. Klimat filmu wywołuje przechodzące co jakiś czas po plecach ciarki. Można by nawet powiedzieć, że wyłączamy funkcje mózgowe, gdyż strach nas ogarnia i nie jesteśmy w stanie się zastanawiać nad zakończeniem i rozwiązaniem całej zagadki. ... ale cudze koszmary. Cała warstwa fabularna filmu osnuta jest wokół aspektów szczęścia rodzinnego oraz... klonowania. Horror, który zarazem daje do myślenia. Co może się stać, jeśli klonowanie stanie się chlebem powszednim, a ilość klinik robiących to zawodowo, znacznie wzrośnie? Nigdy nic nie wiadomo, nie jesteśmy w stanie określić przyszłości. Jeśli chodzi o oryginalność, to może tylko ze względu na fabułę. Prawdę mówiąc, jeśli spojrzymy na ten film z troszkę innej strony, zauważymy w nim wiele podobieństw do klasyków horroru oraz thrillerów. Zacząwszy od "Omena" przechodząc poprzez "Lśnienie" Kubricka , na "Szóstym Zmyśle" skończywszy. Można się również się doczepić do pewnego elementu wspólnego z filmem "Co kryje prawda?" z Michelle Pfeifer i Harrisonem Fordem. Czasami mamy nawet wrażenie, że jest to czysta kalka tychże filmów, połączona w jedno, o nazwie Godsend, ale to tylko złudzenie. Jedynie niektóre elementy spośród całego obrazu są tylko ?nieco? podobne do ww. tytułów. Tak naprawdę, bowiem Godsend żyje własnym życiem i wprowadza w stan wzruszenia oraz strachu, a chyba właśnie o to chodziło reżyserowi. Obsada została dobrana naprawdę bardzo dobrze. Rodziców grają
Greg Kinnear oraz Rebecca Romijn-Stamos, Adama - Cameron Bright, a dr Wella
jeden z lepszych aktorów - Robert DeNiro. Nie mógł jednak zbyt wiele pokazać,
gdyż mało go widujemy. Jego mina była niemalże niezmienna, a zarazem pełna
tajemniczości, tak jakby ukrywał w sobie jakąś tajemnicę. Bardziej skupiono się
na rolach rodziców oraz Adama. Kinnear oraz Romijn-Stamos zagrali w porządku-
jako kochające się filmowe małżeństwo. Można by powiedzieć, że ich role
wzajemnie się dopełniały. Zaś rola młodego Adama została odegrana bez żadnych
zastrzeżeń. Nie dość, grał opętanego przez "coś", to jeszcze opowiadając swoim
rodzicielom rzeczy, które mu się przyśniły, wywoływał u samych widzów lęk,
zaniepokojenie, a niekiedy nawet gęsią skórkę. Zakończenie filmu to kolejny, jeden, wielki niepokój. Powoduje ono również takie emocje, że generalnie można by się domyślać, że pomysł na drugą część reżyser już ma. A tu jednak błąd. Mnie koniec filmu podobał się najbardziej, gdyż pozostawia wiele do przemyślenia i zmusza do zastanowienia się co by było dalej? Widz powinien sam sobie stworzyć wizerunek własnego Godsend 2. Kolejna zagadka, kolejne pytania bez odpowiedzi, kolejne elementy strachu na naszym umyśle. W sumie tego typu końcówka pozwala nie zapomnieć o tej produkcji 5 minut po napisach końcowych. Godsend, pomimo iż bardzo słabo oceniany przez krytyków (Magazyn FILM 09/2004 - jedna gwiazdka), oraz czytelników najpopularniejszego zagranicznego portalu rozrywkowego Rottentomatoes.com (otrzymał jedynie 3%), uważam go za jeden z najbardziej niedocenionych filmu roku 2004. Nie dość, że ma swój klimat, że niesamowicie straszy, to może się pochwalić dobrą obsadą (która jednak, pomimo dużych umiejętności aktorskich, nie spisała się na medal) oraz jedyną w swoim rodzaju fabułą. I można nawet pominąć pewne elementy ściągnięte z filmów takich jak "Omen" czy "Szósty Zmysł". To nie jest marna kopia tych produkcji, a jedynie godne nawiązanie do nich, w świetle eksperymentów z klonowaniem. I oczywiście nie zajmie on szczególnego miejsca w historii gatunku, ale z pewnością będzie przez was mile wspominany. Zresztą, czy zaistnieje jeszcze film grozy, który w tak późnym okresie wstąpi do grona klasyków? Podsumowując: na Godsend warto się wybrać, jest to produkcja, która sprowadzi wszelkie wasze stany psychiczne do jednego - strachu, a to w horrorze jest najważniejsze.
Autor recenzji:
Michał 'Miguel' Kurowski |
|
|||||