|
|
Good bye, Lenin!
Ciekawym zjawiskiem dzisiejszych czasów jest coraz
powszechniejsza nostalgia za czasami wielkiego sierpa i młota, szczególnie
rozpowszechniona w tzw. "krajach bloku wschodniego", czyli m.in. Polsce,
Ukrainie czy też tej części Niemiec, która kiedyś nazywała się NRD. Cóż, nie ma
się co dziwić, kapitalizm wkraczając do krajów, nad którymi kiedyś trzymała
pieczę ekipa z Moskwy, pochłonął wiele ofiar, niektórych "towarzyszy" zostawił
bez pracy i, co za tym idzie - w biedzie. Fantastycznie przedstawia ową
nostalgię Wolfgang Becker w filmie z 2003 roku pt. "Good bye Lenin!" Głównym bohaterem filmu jest Alex Kerner ok. 20-letni chłopak,
syn komunistki, aktywistki. Kiedy podczas strajku kobieta widzi, że policjanci
pałują jej syna, dostaje zawału i zapada w śpiączkę na kilka miesięcy. W tym
czasie wszystko w Niemczech się zmienia: mur berliński zostaje zniszczony, RFN i
NRD łączą się, zaś kapitalizm wypiera komunizm. Kiedy mama Alexa w końcu budzi
się, nie wie, że kraj, jaki znała, i któremu się poświęciła, przestał istnieć.
Lekarz ostrzega chłopca, że jego matka jest w bardzo ciężkim stanie i duży stres
może spowodować kolejny zawał. Alex, w obawie o jej zdrowie, postanawia stworzyć
dla niej iluzję NRD, w czym zaczynają mu pomagać sąsiedzi. Nie uświadczymy w obrazie Wolfganga Beckera twarzy aktorów
znanych z czerwonych dywanów, jednak mało popularny, nie znaczy zły. Obsada
filmu spisała się naprawdę na medal, odegrała swoje postacie bardzo naturalnie.
Szczególne brawa należą Danielowi Bruhlowi, grającego Alexa, poradził sobie
doskonale. Chociaż należy się zastanowić, na ile Bruhl grał, a na ile był po
prostu sobą. Tak, czy siak powiodło mu się naprawdę świetnie. Film został również wspaniale nakręcony. Zawiera kilka scen (chociażby
lecący pomnik Lenina, czy wieszanie plakatu Coca-coli), które na długo po
obejrzeniu zostają w pamięci. Podobało mi się, że co jakiś czas pokazywano
prawdziwe zdjęcia, wmontowano je tak zgrabnie w film, że na pierwszy rzut oka
można nie zauważyć, że oglądamy rzeczywiste zdarzenia. Poza tym spodobało mi się
kilka scen nakręconych kamerą amatorską (np. pobyt rodziny Kernerów na działce),
dzięki czemu widz lepiej poznawał bohatera filmu i czuł z nim silniejszą więź. "Good bye, Lenin!" to jeden z najlepszych niemieckich filmów,
jakie widziałem (dostał nagrodę dla najlepszego filmu europejskiego Berlin
2003). Naprawdę piękny, momentami wzruszający film, który jest bliższy nam, niż
np. Anglikom, gdyż my także przeżyliśmy swego rodzaju NRD. Co prawda, na pewno
dla Niemców jest on bardziej "swojski" i łatwiej przyswajalny, ale także widzom
z kraju nad Wisłą powinien się spodobać.
Autor recenzji:
Robert 'Solar' Szymczak |
|
|||||