Good bye, Lenin!

Tytuł oryginalny: Good, bye Lenin!
Reżyseria: Wolfgang Becker
Scenariusz: Wolfgang Becker, Bernd Lichtenberg
Zdjęcia:
Martin Kukula
Muzyka: Yann Tiersen
Produkcja: Niemcy
Gatunek: Komedia/dramat/obyczjaowy
Data premiery (Świat): 09.02.2003
Data premiery (Polska): 14.11.2003
Czas trwania: 121 minut
Obsada: Daniel Bruhl, Katrin Sass, Chulpan Khamatova, Maria Simon, Florbian Lukas, Alexander Beyer
 

Ciekawym zjawiskiem dzisiejszych czasów jest coraz powszechniejsza nostalgia za czasami wielkiego sierpa i młota, szczególnie rozpowszechniona w tzw. "krajach bloku wschodniego", czyli m.in. Polsce, Ukrainie czy też tej części Niemiec, która kiedyś nazywała się NRD. Cóż, nie ma się co dziwić, kapitalizm wkraczając do krajów, nad którymi kiedyś trzymała pieczę ekipa z Moskwy, pochłonął wiele ofiar, niektórych "towarzyszy" zostawił bez pracy i, co za tym idzie - w biedzie. Fantastycznie przedstawia ową nostalgię Wolfgang Becker w filmie z 2003 roku pt. "Good bye Lenin!"

Synku, chyba zaspałam...

Głównym bohaterem filmu jest Alex Kerner ok. 20-letni chłopak, syn komunistki, aktywistki. Kiedy podczas strajku kobieta widzi, że policjanci pałują jej syna, dostaje zawału i zapada w śpiączkę na kilka miesięcy. W tym czasie wszystko w Niemczech się zmienia: mur berliński zostaje zniszczony, RFN i NRD łączą się, zaś kapitalizm wypiera komunizm. Kiedy mama Alexa w końcu budzi się, nie wie, że kraj, jaki znała, i któremu się poświęciła, przestał istnieć. Lekarz ostrzega chłopca, że jego matka jest w bardzo ciężkim stanie i duży stres może spowodować kolejny zawał. Alex, w obawie o jej zdrowie, postanawia stworzyć dla niej iluzję NRD, w czym zaczynają mu pomagać sąsiedzi.
Osobiście uważam, że scenariusz filmu to naprawdę strzał w dziesiątkę. Za pomocą prostego pomysłu (naśladowanie NRD) udało się zawrzeć w filmie bardzo wiele, pokazano, jak bardzo przez te kilka miesięcy Niemcy (tak kraj, jak i społeczeństwo) bardzo się zmieniły, a życie wielu ludzi stało się nagle zupełnie inne ("przodownicy pracy byli wyrzucani na bruk"). Dzięki próbom naśladowania NRD przez Alexa, możemy oba kraje porównać. Naprawdę brawa dla reżysera.

 

Alex i spółka

Nie uświadczymy w obrazie Wolfganga Beckera twarzy aktorów znanych z czerwonych dywanów, jednak mało popularny, nie znaczy zły. Obsada filmu spisała się naprawdę na medal, odegrała swoje postacie bardzo naturalnie. Szczególne brawa należą Danielowi Bruhlowi, grającego Alexa, poradził sobie doskonale. Chociaż należy się zastanowić, na ile Bruhl grał, a na ile był po prostu sobą. Tak, czy siak powiodło mu się naprawdę świetnie.
Co najważniejsze film jest bardzo klimatyczny. Twórcom filmu udało się oddać nastrój panujący w NRD i w Niemczech demokratycznych, widz ma wrażenie jakby naprawdę się tam znalazł w roku 1991. Poza tym film ma przesłanie, pokazuje, że kłamstwo nie zawsze jest rozwiązaniem (vide końcowe sceny filmu) i jak wiele zmian dla zwykłych, szarych obywateli przyniosła zmiana ustroju.
Aha, i nie myślcie, że "Good bye, Lenin" jest filmem chwalącym komunizm, a krytykującym demokrację. Becker nie zawarł w scenariuszu swoich poglądów politycznych, on po prostu pokazał, co się wówczas działo, jak zmiany były odbierane przez mieszkańców NRD itp. To tak gwoli wyjaśnienia.

Technikalia

Film został również wspaniale nakręcony. Zawiera kilka scen (chociażby lecący pomnik Lenina, czy wieszanie plakatu Coca-coli), które na długo po obejrzeniu zostają w pamięci. Podobało mi się, że co jakiś czas pokazywano prawdziwe zdjęcia, wmontowano je tak zgrabnie w film, że na pierwszy rzut oka można nie zauważyć, że oglądamy rzeczywiste zdarzenia. Poza tym spodobało mi się kilka scen nakręconych kamerą amatorską (np. pobyt rodziny Kernerów na działce), dzięki czemu widz lepiej poznawał bohatera filmu i czuł z nim silniejszą więź.
Muzyka w filmie ma za zadanie budować klimat i ta w "Good bye, Lenin!" wywiązała się ze swojego zadania doskonale. Główny motyw jest naprawdę świetny, klimatyczny i ma to "coś", co przywodzi na myśl czasy komunizmu. Poza tym muzyka jest raczej rzadko spotykana w filmie, dzięki czemu nie przeszkadza w jego odbiorze, jednak kiedy się już pojawia, naprawdę zachwyca.

Good bye, film!

"Good bye, Lenin!" to jeden z najlepszych niemieckich filmów, jakie widziałem (dostał nagrodę dla najlepszego filmu europejskiego Berlin 2003). Naprawdę piękny, momentami wzruszający film, który jest bliższy nam, niż np. Anglikom, gdyż my także przeżyliśmy swego rodzaju NRD. Co prawda, na pewno dla Niemców jest on bardziej "swojski" i łatwiej przyswajalny, ale także widzom z kraju nad Wisłą powinien się spodobać.
 

Autor recenzji: Robert 'Solar' Szymczak

 

Skomentuj recenzję