|
|
Jabłka Adama
W świecie, gdy naokoło reklamowane są amerykańskie, najczęściej bardzo komercyjne produkcje, należy się troszkę natrudzić, aby znaleźć jakieś niesterotypowe dzieło. Chyba najłatwiejszą drogą ku temu jest porzucenie amerykańskich produkcji i udanie się w gościny do kina europejskiego. Duński obraz „Jabłka Adama” jest znakomitym przykładem dobrze zrealizowanego filmu, różniącego się znacznie od tych wszystkich widowiskowych spektakli. Neofaszysta, Adam, przyjeżdża do małego klasztoru w ramach resocjalizacji. Opiekunem tegoż miejsca jest mocno zdziwaczały pastor, Ivan, mający pod opieką jeszcze dwóch przestępców, poniekąd równie zdziwaczałych jak opiekun. Adam mocno wierzy w to, że nikt nie zdoła nawrócić go na stronę dobra, wiesza w pokoju portret Hitlera. Ivan pyta się go, co zamierza dobrego uczynić w czasie swojego pobytu w klasztorze. Adam na odczepnego mówi, że upiecze szarlotkę. Od tej chwili jest to jego zadanie, również od tego momentu film staje się bardzo dziwny. Wydawać by się mogło, iż chyba nie można napisać jeszcze banalniejszej fabuły, prostszej historyjki. Jednak w całej tej nieskomplikowanej przygodzie kryje się coś, co przyciaga do filmu i nie pozwala się od niego oderwać. Fakt, iż jest to obraz bardzo dziwny i niestereotypowy, tylko pogłębia jego urok. Przez cały czas trwania filmu dostajemy sporą porcję czarnego
humoru, różniącą sie znacznie od tego, który prezentują amerykańskie czy
angielskie produkcje. Ten duński humor jest świeży, do tej pory mi nieznany, ale
również niezwykle ciekawy. Nie jest to typ takiej rozrywki, przy której śmiejemy
się na cały głos, ale od początku do końca projekcji na twarzy widnieje
delikatny uśmiech. Mniej inteligentni widzowie pewnie nie dostrzegą w tej
produkcji niczego śmiesznego, ale nie trzeba się tym wcale przejmować, bowiem
film ma, poza swoim bardzo dobrym humorem, jakieś przesłanie. Wprawdzie prawdy,
które przed nami odkrywa, są dosyć oczywiste i nie zawierają w sobie jakiejś
oryginalności, ale sam sposób ich podania jest bardzo dobry, za co należy
pochwalić. Bardzo ładna jest sceneria - piękne krajobrazy, urokliwe dróżki, niezwykła zieleń - przyjemnie się na nią patrzy. Bardzo dobre ujęcia, godne polecenia zdjęcia. Operator, Sebastian Blenkov, dobrze wykonał swoją pracę i raczej nie należy mieć do niego większych zastrzeżeń, chociaż chwilami można było lepiej pokazać postacie. Niestety, słabo prezentuje się muzyka, bo poza kilkoma znanymi, starymi piosenkami, nie ma w filmie żadnych ciekawych dźwięków. W zasadzie jest tylko jeden motyw przewodni, który podczas oglądania zapada w ucho, ale zaraz po wyłączeniu ulatuje i już go nie pamiętamy. Akurat w „Jabłkach Adama” nie muzyka ma odgrywać najważniejszą rolę, ale na pewno przyjemnie by było, gdyby prezentowała się odrobinę lepiej. Najważniejsza kwestia - aktorstwo. Postacie są wyraziste i wzbudzają naszą sympatię, wykonawcy pokazali wielkie umiejętności i dobrze zagrali swoje role. Adam, grany przez Ulricha Thomsena, zachowaniem i mimiką naprawdę przypomina faszystę. Ukłony w stronę odtwórcy. Pozostali realizatorzy sprawdzają się równie dobrze. Myślę, że należy wyróżnić Paprikę Steen, grającą Sarah. Bardzo przyjemny obraz, ale chyba jednak na jeden raz. Przesiąknięty czarnym humorem, z dobrym, aczkolwiek nieoryginalnym przesłaniem oraz ciekawymi kreacjami aktorskimi. Jak na współczesne kino, jest to świetna produkcja, jednak w ogólnym rozrachunku wypada jedynie dobrze. Jak najwięcej takich filmów - niekomercyjnych, bez setek efektów specjalnych i wielkiej otoczki medialnej. Ocena: 7/10
Autor recenzji:
Mateusz 'BlackDog' Wolny |
|
|||||