|
|
Kawa i papierosy
Jim Jarmusch to dla mnie prawdziwy geniusz i jeden z najlepszych reżyserów,
których filmy miałem okazję oglądać. Podziwiam go głównie za to, że nawet
banalną historyjkę potrafi zmienić we wspaniały, błyskotliwy i zabawny film
(patrz chociażby "Poza prawem", czy "Noc na ziemi"). Robi to głównie dzięki
fantastycznym dialogom, wyśmienicie dobranemu aktorstwu oraz masie
fantastycznych pomysłów, które wplata do scenariusza. I właśnie to cała ta "Jarmuschowatość"
sprawia, że filmy spod jego ręki zawsze oglądam z wielką przyjemnością. W 2003
roku na ekrany kin wszedł nowy film pt. "Kawa i papierosy", który praktycznie
nie ma fabuły, za to ma to wszystko, co u Jarmuscha uwielbiam. Właściwie "Coffee i Cigarettes" nie jest filmem w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest to zbiór 11 scenek, które Jarmusch kręcił przez siedemnaście lat. Każda z nich trwa kilkanaście minut, a ich jedynym wspólnym motywem jest właśnie picie kawy i palenie papierosów przez główne postacie (zwykle 2-3 osoby).
"No dobra, siedzą sobie, piją, palą, ale co w tym takiego ciekawego?"- zapewne
zapytacie. Niby nic, ale główni bohaterowie robią coś jeszcze - rozmawiają. I
właśnie w ich rozmowach kryje się esencja filmu. Jarmusch stworzył film oparty
na dialogu, a jako, że jest mistrzem filmowego dialogu, to sami możecie się
domyśleć, jaki efekt wyszedł. Dialogi bohaterów są naprawdę świetne, pełne
humoru, interesujące i co najważniejsze - często dające do myślenia. Pozwolę
sobie wyróżnić trzy moje ulubione scenki: "Somewhere in California", "Champagne"
i "Delirium". Pierwszą ze względu na genialne aktorstwo, drugą ze względu na
fantastycznie uchwycony klimat melancholii , a trzecią za humor.
Mimo fantastycznie napisanego scenariusza film nie byłby tak dobry, gdyby nie
świetne aktorstwo, dzięki którym te dialogi zostają w pamięci widza jeszcze
długi czas po obejrzeniu filmu. Do współpracy Jarmusch zaprosił swoich kumpli:
Toma Waitsa, Iggy'ego Popa, Billa Murray'a, raperów GZA i RZA , Stevena Wrighta,
Roberta Benigniego itd. Cóż, doborowe to towarzystwo, logiczne więc, że musiało
świetnie zagrać. Aktorzy są bardzo naturalni, praktycznie nie widać, że grają,
widzowi może się wydawać, że Jarmusch po prostu zakradł się z kamerą i z ukrycia
filmował swoich kolegów. Może się wydawać, że te scenki nie wymagają wielkich
umiejętności aktorskich, ale tak nie jest, bo przecież, żeby przed kamerami
zachować pełną naturalność, trzeba być naprawdę niezłym. "Kawa i papierosy" to film niskobudżetowy, toteż Jarmusch nie silił się tutaj na Bóg na wie jakie niesamowite efekty, co wyszło filmowi zdecydowanie na dobre. Każda ze scenek została sfilmowana przy użyciu ok. 3-4 kamer. Jedna pokazuje cały stolik, dwie kolejne zaś pokazują twarze rozmówców. W kilku scenkach (np. "Somewhere in California", "Strange to meet you") czwarta kamera została zamontowana nad stolikiem i co jakiś czas (niezbyt często) pokazuje, co się na nim dzieje. Niby taki prosty zabieg, a wypada naprawdę świetnie.
Film jest czarno-biały, co mnie osobiście bardzo cieszy. Po pierwsze jest to
wspomnienie pierwszych filmów Jarmuscha ("Poza prawem" i "Inaczej niż w raju"),
które także były nakręcone na czarno-białej taśmie, a po drugie (i
najważniejsze) daje to ten wspaniały klimat starych filmów. Mogę się założyć (o
filiżankę cappucino), że "Kawy i papierosów" nie oglądałoby się tak przyjemnie,
gdyby nakręcono go w kolorze. Cała recenzja utrzymana jest w tonie "film jest genialny", więc dlaczego nie ma oceny 10/10? Otóż ja daję maks. ocenę jedynie filmom/książkom wybitnym, a "Kawa i papierosy" to nie jest dzieło wybitne. Jarmusch nie zawarł w nim jakiegoś większego przesłania (jak choćby w "Ghost Dogu"), owszem kilka razy dał do myślenia, ale to dla mnie za mało na dychę. To tak gwoli wyjaśnienia.
"Kawa i papierosy" to po prostu świetny, zabawny film pełen genialnych dialogów
i dobrego aktorstwa. Nie jest to film dla fanów ciągłego strzelania, wybuchów,
szybkich samochodów, kombinacji "ręka, noga, mózg na ścianie", tacy niech sobie
odpalą "Szybkich i wściekłych". Jeżeli jednak lubicie filmy inteligentne,
zabawne i chcecie się przed ekranem trochę zrelaksować, to naprawdę polecam. Jim
Jarmusch to dla mnie nadal prawdziwy geniusz. Ocena: 9/10
Autor recenzji:
Robert 'Solar' Szymczak |
|
|||||