Kawa i papierosy

Tytuł oryginalny: Coffee and cigarettes
Reżyseria: Jim Jarmush
Scenariusz: Jim Jarmush
Zdjęcia:
Tom DiCillo, Frederick Elmes, Ellen Kuras, Robby Müller
Muzyka: Henry Purcell
Produkcja: USA/Japonia/Włochy
Gatunek: Komediodramat
Data premiery (Świat): 07.08.2003
Data premiery (Polska): 01.10.2004
Czas trwania: 241 minut
Obsada: Roberto Benigni, Steven Wright, Iggy Pop, Tom Waits, Gza, Rza, Alfred Molina, Bill Murray, Cate Blanchett, Joie Lee, Cinque Lee, Steve Buscemi, Jack White, Meg White

Jim Jarmusch to dla mnie prawdziwy geniusz i jeden z najlepszych reżyserów, których filmy miałem okazję oglądać. Podziwiam go głównie za to, że nawet banalną historyjkę potrafi zmienić we wspaniały, błyskotliwy i zabawny film (patrz chociażby "Poza prawem", czy "Noc na ziemi"). Robi to głównie dzięki fantastycznym dialogom, wyśmienicie dobranemu aktorstwu oraz masie fantastycznych pomysłów, które wplata do scenariusza. I właśnie to cała ta "Jarmuschowatość" sprawia, że filmy spod jego ręki zawsze oglądam z wielką przyjemnością. W 2003 roku na ekrany kin wszedł nowy film pt. "Kawa i papierosy", który praktycznie nie ma fabuły, za to ma to wszystko, co u Jarmuscha uwielbiam.

Z kamerą wśród kawy

Właściwie "Coffee i Cigarettes" nie jest filmem w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest to zbiór 11 scenek, które Jarmusch kręcił przez siedemnaście lat. Każda z nich trwa kilkanaście minut, a ich jedynym wspólnym motywem jest właśnie picie kawy i palenie papierosów przez główne postacie (zwykle 2-3 osoby).

"No dobra, siedzą sobie, piją, palą, ale co w tym takiego ciekawego?"- zapewne zapytacie. Niby nic, ale główni bohaterowie robią coś jeszcze - rozmawiają. I właśnie w ich rozmowach kryje się esencja filmu. Jarmusch stworzył film oparty na dialogu, a jako, że jest mistrzem filmowego dialogu, to sami możecie się domyśleć, jaki efekt wyszedł. Dialogi bohaterów są naprawdę świetne, pełne humoru, interesujące i co najważniejsze - często dające do myślenia. Pozwolę sobie wyróżnić trzy moje ulubione scenki: "Somewhere in California", "Champagne" i "Delirium". Pierwszą ze względu na genialne aktorstwo, drugą ze względu na fantastycznie uchwycony klimat melancholii , a trzecią za humor.

 

"Dobra stary, wypijmy po filiżance"

Mimo fantastycznie napisanego scenariusza film nie byłby tak dobry, gdyby nie świetne aktorstwo, dzięki którym te dialogi zostają w pamięci widza jeszcze długi czas po obejrzeniu filmu. Do współpracy Jarmusch zaprosił swoich kumpli: Toma Waitsa, Iggy'ego Popa, Billa Murray'a, raperów GZA i RZA , Stevena Wrighta, Roberta Benigniego itd. Cóż, doborowe to towarzystwo, logiczne więc, że musiało świetnie zagrać. Aktorzy są bardzo naturalni, praktycznie nie widać, że grają, widzowi może się wydawać, że Jarmusch po prostu zakradł się z kamerą i z ukrycia filmował swoich kolegów. Może się wydawać, że te scenki nie wymagają wielkich umiejętności aktorskich, ale tak nie jest, bo przecież, żeby przed kamerami zachować pełną naturalność, trzeba być naprawdę niezłym.

"Naprawdę nie ma żadnego problemu!"

"Kawa i papierosy" to film niskobudżetowy, toteż Jarmusch nie silił się tutaj na Bóg na wie jakie niesamowite efekty, co wyszło filmowi zdecydowanie na dobre. Każda ze scenek została sfilmowana przy użyciu ok. 3-4 kamer. Jedna pokazuje cały stolik, dwie kolejne zaś pokazują twarze rozmówców. W kilku scenkach (np. "Somewhere in California", "Strange to meet you") czwarta kamera została zamontowana nad stolikiem i co jakiś czas (niezbyt często) pokazuje, co się na nim dzieje. Niby taki prosty zabieg, a wypada naprawdę świetnie.

Film jest czarno-biały, co mnie osobiście bardzo cieszy. Po pierwsze jest to wspomnienie pierwszych filmów Jarmuscha ("Poza prawem" i "Inaczej niż w raju"), które także były nakręcone na czarno-białej taśmie, a po drugie (i najważniejsze) daje to ten wspaniały klimat starych filmów. Mogę się założyć (o filiżankę cappucino), że "Kawy i papierosów" nie oglądałoby się tak przyjemnie, gdyby nakręcono go w kolorze.

 

"Nie chińskie? Japońskie?! Na jedno wychodzi..."

Muzyki w filmie właściwie nie uświadczymy (poza nielicznymi dźwiękami), nie licząc piosenki na wejście. Warto jednak o niej wspomnieć, ponieważ jest to naprawdę genialny kawałek. Muzyka jest bardzo dynamiczna, rytmiczna i przede wszystkim radosna. Do tego dochodzi świetny głos wokalisty i już mamy hit!

"Wyobraź sobie, że ta kawa to szampan."

Cała recenzja utrzymana jest w tonie "film jest genialny", więc dlaczego nie ma oceny 10/10? Otóż ja daję maks. ocenę jedynie filmom/książkom wybitnym, a "Kawa i papierosy" to nie jest dzieło wybitne. Jarmusch nie zawarł w nim jakiegoś większego przesłania (jak choćby w "Ghost Dogu"), owszem kilka razy dał do myślenia, ale to dla mnie za mało na dychę. To tak gwoli wyjaśnienia.

"Kawa i papierosy" to po prostu świetny, zabawny film pełen genialnych dialogów i dobrego aktorstwa. Nie jest to film dla fanów ciągłego strzelania, wybuchów, szybkich samochodów, kombinacji "ręka, noga, mózg na ścianie", tacy niech sobie odpalą "Szybkich i wściekłych". Jeżeli jednak lubicie filmy inteligentne, zabawne i chcecie się przed ekranem trochę zrelaksować, to naprawdę polecam. Jim Jarmusch to dla mnie nadal prawdziwy geniusz.
 

Ocena: 9/10  

Autor recenzji: Robert 'Solar' Szymczak

 

Skomentuj recenzję