| |
|
Kawaler
 |
Tytuł oryginalny: The Bachelor
Reżyseria: Gary Sinyor
Scenariusz:
Steve Cohen
Zdjęcia:
Simon Archer
Muzyka:
David Byrne, David A. Hughes, John Murphy
Produkcja: USA
Gatunek: Komedia romantyczna
Data premiery (Świat): 03.11.1999
Data premiery (Polska): 07.06.2000
Czas trwania: 101 minut
Obsada: Chris O'Donnell, Renee Zellweger, Peter Ustinov, Mariah
Carey
|
Komedie romantyczne mają to do siebie, że często wyróżniają
się słabą fabułą, przez którą można zapomnieć o solidnej dawce humoru, a co za
tym idzie trudno jest przy nich odreagować. Widz nie ma wielkich wymagań.
Dokładnie ilustrują je dwa wspomniane wcześniej słowa. Szokujące jest to, że w
wielu przypadkach twórcy nie są w stanie sprostać nawet tak skromnym
oczekiwaniom. I tu nasunie się Wam pytanie - jak jest tym razem?
Jimmie
Shannon to zakochany w swoim stanie cywilnym kawaler. Przesiąknięty stereotypami
o małżeństwie wciąż chce być na wolności. Nie ma zamiaru codziennie czuć się jak
"spętany mustang". Okazuje się jednak, że pod wpływem 100 mln dolarów cała ta
skomplikowana filozofia może ulec zmianie. Oto bowiem prawnik pokazuje mu
nagranie z zapisem ostatniej woli jego dziadka. Zgadnijcie - jak brzmi? Nie ma
to jak dostać wybór - albo potężna suma i ślub, albo nic. Oczywiście nasz
bohater jest człowiekiem, a to sprawia, że ma słabość do zielonych banknotów. Od
teraz zrobi wszystko aby w przeciągu ustalonego terminu stanąć na ślubnym
kobiercu. Jak daleko jest się w stanie posunąć?
..„Kawaler” podobnie jak sporo komedii romantycznych jest filmem słabym. W tym
przypadku warto jednak poprzedzić wyraz 'słaby' przysłówkiem 'bardzo'. Przede
wszystkim obraz ten szalenie irytuje pod względem aktorstwa. Wcielający się w
postać głównego bohatera Chris O'Donnell zasłużył sobie na nagrodę. Tak, winien
mu ją wręczyć specjalista od wszystkiego co drewniane, który zwie się Pinokio.
Aktor jest drętwy i atakuje całą serią głupawych, trącących sztucznością min.
Zastrzeżenia, choć nie da się ukryć mniejsze, mam również do Renee Zellweger,
której kreacja jest mocno przesadzona. Podobnie, jak jej ekranowy partner nie
potrafi zachować się naturalnie, bo o rozbawieniu widza już nie wspomnę. Ten
element omawianej komedii jest tak słaby, że kładzie już praktycznie całość na
łopatki. I w tym momencie na twarzy reżysera pojawia się szatański uśmiech
mówiący: „to jeszcze nie koniec”.
Cały film jest po prostu szalenie nudny i banalny. Począwszy do słabej fabuły,
kończąc na wołających o pomstę do nieba dialogach. Nie ma tu sensu niczego
przytaczać. Już w pierwszych kilkunastu minutach zostaniecie przytłoczeni ich
niewiarygodną infantylnością. Sama historia też nie powala na kolana. O ile
początkowy motyw z mustangiem zapowiadał całość całkiem obiecująco to już chwile
później mamy do czynienia z prawdziwym koszmarem. Jak nie zapomniano zaznaczyć w
samym filmie pomysł w dużej mierze opiera się na „Milionach Brewstera”. Z tą
tylko różnicą, że tym razem przekształcono fabułę na potrzeby komedii
romantycznej. Dla tego, kto oglądał wspomniany film, który swoją premierę miał
dobrych kilka lat wcześniej, „Kawaler” będzie jeszcze bardziej traumatycznym
przeżyciem. Scenarzysta nie przyłożył się zbytnio do swojej pracy. Bardzo
irytuje postać Shannona-kawalera, który jest zupełnie nijaki. Nie ma w sobie
jakiejkolwiek energii, bądź czegoś co w najmniejszym stopniu zwróciłoby na niego
uwagę widza. Podobnie jak jego odtwórca jest zupełnie nijaki. Te wszystkie
czynniki wpływają na to, że mamy do czynienia z produkcją „zegarkową”. Podczas
seansu liczy się każdą minutę, każdą sekundę, a sam widz będzie mocno znudzony i
podenerwowany. Nie jest to też raczej obraz dla dwojga, gdyż jedną z płci może
utwierdzić się w przekonaniu, że faceci to palanci.
Jedyna
rzecz na którą warto zwrócić uwagę to dość interesująca teoria o miłości, którą
serwuje nam dziadek Jimmie'go (niezły w porównaniu z reszta obsady Peter Ustinov).
Otóż w jego mniemaniu nie ma czegoś takiego, jak miłość. Jest to tylko
skomplikowana reakcja chemiczna, która trwa zaledwie pięć lat. Czemu więc ma
służyć związek, do którego wręcz zmusza 29 letniego Shannona? Ano chodzi o
potomstwo, które pozwoliłoby przetrwać genom. Po ujęciu całej tej kwestii dla
zwykłego normalnego na ciele i umyśle widza kończy się cała zabawa.
Mów do mnie jeszcze, Czytelniku. Nie ukrywam, że nie jestem sympatykiem komedii
romantycznych, ale nie stąd bierze się moja ocena. W tym gatunku, podobnie jak w
każdym znajdzie się wiele perełek. O przypadku „Kawalera” nie ma wiele do
powiedzenia – film denny pod praktycznie każdym względem.
Zanim weźmiecie w ręce płytę DVD, czy też kasetę z tym filmem pomyślcie nad tym,
co można zrobić przez niecałe dwie godziny.
Ocena: 2/10
Autor recenzji: Michał 'Dusqmad' Jaglarz

Skomentuj recenzję
|
|
|