| |
|
Królestwo
niebieskie
 |
Tytuł oryginalny: Kingdom of Heaven
Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz:
William Monahan
Zdjęcia:
John Mathieson
Muzyka:
Harry Gregson-Williams
Produkcja: Hiszpania/USA/Wielka Brytania/ Maroko
Gatunek: Historyczny
Data premiery (Świat): 02.05.2005
Data premiery (Polska): 06.05.2005
Czas trwania: 145 minut
Obsada: Orlando Bloom, Eva Green, Jeremy Irons, David Thewlis,
Liam Neeson, Edward Norton
|
"Królestwo niebieskie" należy do tych produkcji, na które
czkałem od dawna. Na to wyczekiwanie spory wpływ miał fakt, że reżyserem
wspomnianego filmu miał być Ridley Scott twórca "Gladiatora" i kilku równie
świetnych obrazów, które nie powinny być obce żadnemu miłośnikowi kina. Już
ponad rok temu docierały do nas liczne informacje z planu wraz z plotkami, które
tylko potęgowały nastrój oczekiwania. 2 maja 2005 roku film zagościł na ekranach
kin. Po "Gladiatorze" oczekiwania były wysokie. W końcu jego twórca udowodnił,
że obrazy historyczne to jego mocna strona. Czy więc tym razem stworzył film,
który z podobną siłą będzie oddziaływał na widza?
Akcja "Królestwa niebieskiego" toczy się w 1184 roku, w Jerozolimie. Są to czasy
wypraw krzyżowych, kiedy usilnie utrzymywany jest pokój między chrześcijanami,
którymi włada trędowaty król Baldwin IV, a wyznawcami islamu, dowodzonymi przez
Saladina. Mimo, że nad Ziemią Świętą rządy sprawuje ten pierwszy wszystko
wskazuje na to, że już wkrótce sprawa może przybrać nieco inny wymiar. W wojnach
żądzą bowiem statystyki, a jeśli los doprowadziłby do bitwy między dwoma
wyznaniami chrześcijanie liczbowo mieliby znacznie mniejsze szanse.
Kowal Balin stracił dziecko i żonę, która popełniła samobójstwo. Jego smutek nie
zna granic, a sens życia wydaje się być utracony. Pewnego dnia w jego skromnych
progach gości Godfrey z Ibelin, doświadczony krzyżowiec werbujący ochotników do
zasilenia rycerskich szeregów. Składa kowalowi kondolencje twierdząc, że jest
jego ojcem. Proponuje mu także aby wraz z nim i jego kompanami wyruszył na
krucjatę. Balin początkowo nie daje wiary jego słowom. Nie może uwierzyć w to,
co go spotkało. Po wyruszeniu ojca wraz z innymi krzyżowcami bohatera odwiedza
go
pewien chciwy ksiądz. Widząc na jego szyi łańcuszek swej zmarłej żony młody
kowal dźga go gorącą stalą i wrzuca w płomienie. Wie, że popełnił ciężki grzech.
Popełnił go pod wpływem impulsu. To zdarzenie staje się przyczyną, która
powoduje, że bohater dogania ojca i wyrusza na krucjatę do Ziemi Świętej. Liczy
na przebaczenie od Boga. Chce aby stwórca wybaczył grzechy jemu i jego żonie.
Scenariusz nowego filmu Ridleya Scotta oparty jest w dużej mierze na faktach
historycznych. Także postacie występujące w "Kingdom of Heaven" mają swoje
odbicie w okresie, który opisuje cała ta produkcja. Jednak oczywiście jak to w
filmach bywa scenarzysta trochę "zmodyfikował" ich losy. Dodał do ich życia
kilka nowych wątków, usunął inne tak aby całość nie dłużyła się w nieskończoność
i była bardziej strawna dla przeciętnego widza. Osobiście nie znam jakoś
szczegółowo historii XII wieku, więc fakt ten nie wpłynął na zmniejszenie
przyjemności, którą czerpałem z oglądania filmu. Myślę, że z wami będzie
podobnie.
..Pod
względem aktorstwa całość prezentuje się naprawdę dobrze, choć byłem pełen obaw
co do tego jak poradzą sobie młodsi i mniej doświadczeni aktorzy. Pierwsze
skrzypce gra Orlando Bloom (Władca Pierścieni, Troja, Piraci z Karaibów). Mi
dotąd kojarzył się on jako aktor drugoplanowy, nie posiadający jeszcze bogatej
filmografii. Ale muszę przyznać, że nie zawiódł. Widać znaczne postępy w jego
warsztacie. Ridley Scott nie popełnił błędu powierzając mu rolę, która wbrew
pozorom wcale nie należy do najłatwiejszych. Postać ekranowego ojca Blooma
odgrywa słynny i wielokrotnie nagradzany Liam Neeson. Tu muszę przyznać, że
oczekiwałem znacznie więcej. Liam jak na swoje możliwości zbytnio się nie
popisał. Uważam, że stać go na znacznie więcej. Największe wrażenie zrobił na
mnie mimo wszystko Edward Norton. Dla niego złota maska zasłaniająca twarz nie
stanowiła przeszkody, aby zagrać w imponującym stylu. Przecież sztuką, która nie
udaje się każdemu jest odegrać postać jedynie za pomocą gestów i głosu
rezygnując z mimiki twarzy.
Wrażenie sprawiają także postacie. Prawie każda z nich ma w sobie coś
niezwykłego, czego nie widzimy w ludziach codziennie. Mi najbardziej spodobał
się charakter Baldwina IV, trędowatego króla, który swoją mądrością i istotą
budził niemały szacunek. Człowiek któremu życie sprawiło wielki ból potrafił
dobrze rządzić, utrzymać pokój i cieszyć się autorytetem nawet u wyznawców
islamu. Podczas oglądania filmu byłem pełen podziwu dla tego chrześcijańskiego
króla. W podobnym stopniu zaintrygowały mnie także inne niezwykle wyraziste
postacie, jak choćby Balin i Godfrey.
"Królestwo
niebieskie" od strony wizualnej prezentuje się po prostu wyśmienicie. Mocną
stroną filmu są sceny batalistyczne. Kino XXI wieku doprowadza to zagadnięcie do
perfekcji. "Kingdom of Heaven" jest już kolejnym filmem, który podnosi
poprzeczkę w tej dziedzinie coraz wyżej. Epickie sceny bitew ogląda się po
prostu z zapartym tchem. Tego się nie zapomina! Podobnie jak w wielu powstałych
ostatnio historycznych superprodukcjach tak i w tej możemy podziwiać przepiękną
scenografię i ciekawe kostiumy aktorów oraz zbroje, które z niezwykłą
dokładnością wykonała firma Petera Jacksona Weta Workshop. Replika
średniowiecznej twierdzy, ogrody i dekoracje są po prostu imponujące. To
sprawia, że film wydaje się prawie doskonały pod względem realizacji. Prawie bo
jeśli postawimy "Kingdom of Haven" na jednej półce wraz z "Gladiatorem" okaże
się, że widać różnicę klas i nie mamy do czynienia z filmem doskonałym. Poza tym
trwa strasznie krótko. Nie zaspokoi całej ciekawości widza. Trwa zaledwie 140
minut i mimo, że widz nie będzie miał czasu się nudzić to jednak wyjdzie z kina
z uczuciem niedosytu. Będzie miał wrażenie, że coś go ominęło, że nie przebrnął
szczegółowo przez wszystkie wątki.
Podsumowując muszę przyznać jednak, że film jest niezwykle udany i nie zawiodłem
swoich oczekiwań. Riddley Scott po raz utwierdził publiczność w przekonaniu, że
jego reżyseria nie może widza rozczarować. Widać, że tematy, które porusza jego
najnowszy film nie są mu obce i leżą na granicy pasji. Dobrze by było aby twórca nie poprzestał na tworzeniu wielkich, kipiących rozmachem widowisk
historycznych, bo radzi sobie z tym wyśmienicie. Z czystym sumieniem można
odnieść wrażenie, że budżet wynoszący około 130 milionów dolarów został
wykorzystany, aby stworzyć coś więcej niż przeciętną amerykańską szmirę, która
nie posiada żadnych wartości. Więc mam nadzieję, że już wkrótce razem z Riddleyem Scottem wyruszycie na krucjatę. Krucjatę niecodzienną aczkolwiek
fascynującą, która przyniesie wiele niezapomnianych wrażeń.
Ocena: 9/10
Autor recenzji: Michał 'Dusqmad' Jaglarz

Skomentuj recenzję
|
|
|