|
|
Lejdis
Biedne kobietki Od komedii nie wymagam wiele. Ma mnie zabawić, rozśmieszyć, pozwolić przez dziewięćdziesiąt minut zapomnieć o szarej rzeczywistości. Liczę się z tym, że nie zostanę wbita w fotel, nie sądzę też, że po wyjściu z kina nie będę mogła zapomnieć o tym, czego właśnie doświadczyłam. Tego typu emocje i stany rezerwuję dla zgoła innych gatunków filmowych. Ale pomimo faktu, że komedie nigdy nie aspirowały do miana dzieł wybitnych (z pewnymi oczywiście wyjątkami od tej reguły), dlaczego mamy się godzić na oglądanie czegoś co jest pretensjonalne i tak typowe, że po chwili staje się nudne i nie do zniesienia? "Lejdis", kolejne po „Testosteronie” wspólne dziecko duetu
Konecki & Saramonowicz jest podobno żeńską odpowiedzią na typowo „męski” film,
„Testosteron” właśnie. Ale pomimo tego, że jestem kobietą, z pewnością nie jest
to moja odpowiedź. Film opowiada o przyjaźni czwórki głównych bohaterek, kobiet
po trzydziestce, z pewnym życiowym bagażem. A zatem mamy rozwódkę Łucję (Edyta
Olszówka), nauczycielkę samotnie wychowującą syna, która dla dobra dziecka
okazuje się być ślepa na wszelkie niedoskonałości partnera Marka (Więckiewicz).
I czy to oby na pewno przypadek, że nasza bohaterka jest ładną, tlenioną
blondynką? Korba (Anna Dereszowska) to kobieta szalona i wyzwolona. Sypia z kim
popadnie, na imprezach szaleje do upadłego, a wszelkie frustracje i życiowe
niepowodzenia rozładowuje waląc bez opamiętania w worek treningowy. Zresztą to
dość oczywiste, bo przecież dla wszystkich kobiet i naszych bohaterek również,
ekskluzywna sala fitness jest doskonałym miejscem na rozwiązywanie życiowych
problemów. Osobowość Korby została wypaczona przez trudne dzieciństwo – straciła
matkę, a ojciec ułożył sobie życie od nowa, tyle że bez córki, którą oddał do
internatu, prowadzonego oczywiście przez zakonnice. Typowe? Przerysowanie i
sztuczność sięgnęły tu szczytów. A gra Dereszowskiej i postać Korby niestety
drażni przez cały film. Trzecią lejdis jest Monia (Magdalena Różczka). O to już
jest lejdis z prawdziwego zdarzenia! Bogaty, przystojny mąż, piękny dom,
luksusowy samochód. By wynagrodzić żonie samotne godziny, mąż na pocieszenie
kupuje jej nie co innego, jak właśnie klub Fitness. Lecz nasza bohaterka,
bynajmniej, nie jest szczęśliwa - jej zmartwieniem jest fakt, że natura
obdarzyła ją zbyt małym biustem. Ale od czego są przecież lekarze – czarodzieje,
którzy za niewielką opłatę potrafią zdziałać cuda? Postać Moni, a przy okazji i
gra aktorska Różczki są w filmie najbardziej papierowe i nie do zniesienia. Bo
dlaczego kobieta w wieku lat trzydziestu nie chce dziecka – bo chce być piękna,
młoda i stale atrakcyjna dla swojego męża. A przy tym szaleńczo zazdrosna o jego
pasję nie zauważa, że sama nie ma swojej. Co więc może zaoferować swojemu
mężczyźnie – wielkie piersi!!! Na szczęście w finale, z przyczyn nikomu nie
znanych, kobieta przechodzi „prawdziwą” metamorfozę… Film jest bardzo nierówny. Nudny i przydługi w część pierwszej, nabiera trochę tempa pod koniec. „Lejdis” śmieszy momentami - niestety - tylko momentami. No chyba, że kogoś śmieszy już samo nadużywanie przekleństw, to znajdzie tych momentów trochę więcej niż ja. Bo szczerze przyznam, że te same przekleństwa wypowiadane przez Marka Konrada w „Dniu Świra” mnie osobiście bardzo śmieszyły, ale w wykonaniu Olszówki i całej reszty już nie. Trudną sytuację ratują trochę mężczyźni (Szyc, Kot), którzy nadal czują się jak na planie „Testosteronu” (te same teksty w innym nieco kontekście śmieszą po raz drugi). To raczej pewne, że niektóre partie dialogów filmu szybko zagoszczą w codziennym świecie nastolatków jako teksty „kultowe” (kiedyś kultowy był Rejs, czy teraz czas, by kultowy był „Lejdis”?) Z całej plejady naszych rodzimych gwiazd na pochwałę zasługuje obok wspomnianej Kuny jeszcze Piotr Adamczyk, głównie za odwagę - po rolach wielkich Polaków (papież, Chopin), nie boi się nowych wcieleń - w „Testosteronie” porzucony i wykorzystany pan młody, w „Lejdis” to on porzuca i bynajmniej nie dlatego, że nie układa mu się z żoną… Zakładam, że film miał być portretem współczesnych kobiet. Wyszła karykatura! Nie wiem jak dla innych pań, ale w moim świecie nie ma na szczęście miejsca na takie przyjaciółki – lejdis. A jak w waszym…?
Autor recenzji:
Karolina Zielonka |
|
|||||