| |
|
Łowca androidów
 |
Tytuł oryginalny: Blade Runner
Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz:
Hampton Fancher, David Webb Peoples, Roland Kibbee
Zdjęcia:
Jordan Cronenweth
Muzyka:
Vangelis
Produkcja: USA
Gatunek: Science Fiction
Data premiery (Świat): 25.06.1982
Data premiery (Polska): 01.12.1990
Czas trwania: 117 minut
Obsada: obsada: Harrison Ford, Rutger Hauer, Sean Young, Edward
James Olmos, M. Emmet Walsh, Daryl Hannah
|
Są pewne filmy, o których się nie zapomina. Widzowie
oczarowani ich magią wciąż przywołują wspomnienia i nieustannie się nimi
zachwycają. Niewielu twórcom udaje się stworzyć produkcję, która po 5, 10, 15
czy też 20 latach pozostaje ludziom w pamięci. Pomyślmy sobie chociażby o ilu
współczesnych filmach będzie się mówiło w 2020 roku. Cóż wydaje mi się, że o
niewielu. Ale Riddley Scott należy do reżyserów, którzy mają ogromny talent i
potencjał. I tak już się przyjęło, że kilka jego filmów na trwale wpisało się do
historii kina. Wśród nich widnieje mający niemalże ćwierć wieku "Blade Runner",
będący doskonałym przykładem pieczołowicie wykonanego kina fantastyczno
naukowego.
"To
niezwykłe doświadczenie żyć w ciągłym strachu. Tak właśnie czuje się niewolnik"
Rok 2019. Na Ziemię przylatuje grupa replikantów na
której czele stoi Roy Batty, android nie posiadający ani krztyny litości dla
ludzi. Spotkanie z nim oznaczać może zwykle tylko jedno, śmierć. Dlaczego
wzniecił powstanie przeciw swoim stwórcom i walczy z ludźmi? Chce żyć dłużej niż
pozwolili mu na to twórcy. Chwyta dzień. Ceni sobie każdą jego sekundę. Przeraża
go wizja własnej śmierci, która w oka mgnieniu nadejdzie kończąc jego czas. Chce
czegoś więcej. Uważa, że androidy powinny być zrównane prawami z ludźmi, którzy
jednak nie chcą i boją się do tego dopuścić. Rick Deckard zajmujący się
likwidowaniem androidów, ma za zadanie stłumić cały ten bunt. Położyć temu kres.
"Myślę, więc jestem"
Niesamowicie dziwi mnie to jacy potrafili być
replikanci. Mieli, w sobie ogromną część człowieczeństwa. Nie to, co zwykły
robot. Oni byli znacznie wyżej w hierarchii. Potrafili tworzyć więzy przyjaźni
między sobą i kochać. A przecież to cechy, bez których człowiek nie jest
człowiekiem. Ale nie rodzili się. Zostali stworzeni przez swoich konstruktorów.
Przez co są tylko "zabawkami", tylko tworem, który powstał z czegoś. Ale
potrafią również myśleć. Nie mogą przez to znieść swojej niewoli. Tych małych
możliwości, które dał im człowiek, tego bólu i świadomości odejścia.
Scenariusz "Blade Runnera" powstał w oparciu o książkę "Czy Androidy śnią o
elektrycznych owcach?", autorstwa członka elity pisarzy science fiction, Philipa
K. Dicka. Po zapoznaniu się z nim trudno nie odnieść wrażenia, że jest świetny.
Bardzo mocną stroną tego widowiska jest również gra aktorska, a nazwiska
Harrison Ford i Rutger Hauer mówią chyba same, za siebie. Forda bardzo sobie
cenię. Kilka razy zagrał po prostu znakomicie kreując postacie, o których kino
nie zapomni jeszcze przez długi czas, a w 2004 roku został wybrany piątym ze stu
największych ludzi kina w telewizji Chanel 4. Kiedy przyjął propozycję wcielenia
się w Dackarda był już aktorem sławnym i ciągle znajdywał się w centrum uwagi.
Tym razem miał jednak zejść na drugi plan. "Blade Runnera" wykorzystał jako
szczebel do doskonalenia swoich umiejętności Rutger Hauer. Totalnie przyćmił
Forda będącego wielką gwiazdą tworząc kreację, którą dziś określa się mianem
jego życiowej. W roli przywódcy replikantów spisał się fenomenalnie. Po prostu
wczuł się w postać Roya. Jakby naprawdę zmienił osobowość i stał się kimś innym.
Lubię kiedy aktorzy są wiarygodni. W tym gronie jednak tylko niektórzy dają z
siebie wszystko. Hauer w tym filmie zaskoczył mnie umiejętnościami, które w nim
drzemały. Rozbudził je. Szkoda tylko, że po "Łowcy Androidów" już nigdy więcej
nie pokazał takiej klasy. Aczkolwiek ta jedna rola sprawiła w stopniu większym
niż wszystkie pozostałe razem wzięte, że widzowie o nim pamiętają. Kto widział
recenzowany przeze mnie film dobrze wie, że trudno jest zapomnieć.
Pasowało by także coś napomnieć o muzyce. Nie jestem w stanie powiedzieć nic
ponadto, że była rewelacyjna. Czasem spokojna, momentami niepokojąca, ale przez
cały czas klimatyczna. Budowała w filmie bardzo ważny nastrój. Czasem dźwięk
również jest bardzo ważnym elementem, bez którego całość mogłaby stracić na
wartości. Ze skomponowania ścieżki dźwiękowej do "Blade Runnera" zasłynął
Vangelis, którego muzykę z innych obrazów zapewnie zna niejeden miłośnik kina. Z
chęcią siadłbym teraz w ciszy i zagłębił się w te pełne klimatu dźwięki. Szkoda
tylko, że jak na razie soundtrack z "Blade Runnera" nie jest możliwy do nabycia.
Znów muszę pisać o zaletach filmu, ale w tym przypadku o krytykę bardzo trudno.
Zwłaszcza jeśli nie chce się skłamać. Mi podoba się zahaczanie reżysera o
filozofię. Zadaje on pytania i prowokuje widza aby poszukał odpowiedzi.
Niektórzy mogą uznać, że ten element nudzi, spowalnia tempo akcji, ale jest on
nieodzowny. "Blade Runner" jest bowiem obrazem stawiającym na przemyślenia to
powoduje, że trudno nie zaliczyć go do ambitnych. W gatunku science fiction
niewiele dostajemy powodów do głębokiego zastanowienia i myślenia. "Łowca
Androidów" jednak należy do grona dzieł obalających ten stereotyp. Poza tym
wyróżnia się niezwykłym wykonaniem, które cechuje rozmach typowy dla wszystkich
filmów Scotta. Scenografia, zdjęcia, muzyka, ciekawe ujęcia kamery, efekty
specjalne. Wszystkie te elementy po prostu oszałamiają. Cały świat z 2019 roku
jest przepiękny. Wokół ciągle panuje mrok i ciemność. Odwiedzamy wielką i
potężną metropolię. Wydaje się ona coś ukrywać, posiadać wiele nie odkrytych
dotąd tajemnic. Wzbudza podziw.
Dla mnie niezrozumiały pozostaje fakt, że w 1982 roku "Łowca Androidów" nie
zjednał sobie wielkiej sympatii publiczności i przychylnych opinii. Zarzuty nie
powinny być wtedy kierowane do reżysera. Namolni hollywoodzcy producenci nie
pozwalali bowiem Scottowi na zakończenie innego typu niż "happy end". Protesty
twórcy "Obcego" nie potrafiły zmienić postaci rzeczy. W tym przypadku musiał
zrezygnować ze swojej wizji. Nacisku nie udało się odeprzeć. Tymczasem mijały
lata, aż w końcu premiery na DVD doczekała się wersja reżyserska "Blade Runnera"
stając się niespodziewanie produktem bardzo chętnie nabywanym. Oczywiście film
miał już zakończenie będące wizją Scotta. Nie usiane kwiatami i szczęściem. Aż
dziwne, że obraz dawniej niedoceniany stał się jednym z najważniejszych dla
gatunku science fiction i całego kina. Przypadek ten jest doskonałym przykładem
na to, że zdarza się iż film może zostać "beatyfikowany" wiele lat po premierze,
a widzowie wolą smutny koniec niż piękny "happy end" wprowadzony na siłę bez
większego polotu.
Film na liczniku ma już 23 lata, ale jest niedościgniony. Oszałamia wizualnie.
Dziś kino staje się skąpe. Nie da nam już tego, co dawniej. A dawniej dało z
siebie wszystko. Popatrzcie, że koniec XX wieku i początek nowego już niczym
prawie niczym nie potrafią zaskoczyć. Wysokie budżety wybitni twórcy, a jednak
często c z e g o ś wyraźnie brakuje. To c o ś ma właśnie "Blade Runner".
Ocena: 10/10
Autor recenzji: Michał 'Dusqmad' Jaglarz

Skomentuj recenzję
|
|
|