|
|
Oliver Twist
Kiedyś, w niewiadomych okolicznościach (zresztą do dzisiaj nieznanych) na mej półce pojawiła się płyta, na której znajdywały się trzy filmy. Jednym z nich był obraz Romana Polańskiego "Oliver Twist". Niestety, w jakiś dziwny sposób fakt ten uciekł z mojej pamięci i perspektywa obejrzenia "Olivera..." oddaliła się. Na szczęście - grzebiąc w płytach odnalazłem film i od razu postanowiłem się "za niego zabrać". Myślę, że większość osób bardzo dobrze zna historię tego
słynnego chłopca, bo powieść Karola Dickensa jest jedną z bardziej znanych
książek na świecie. Jednak wypada powiedzieć co nieco o fabule filmu. Rzecz
dzieje się około 1830 roku. Oliver Twist przebywa w angielskim zakładzie dla
sierot, którego szefem jest wstrętny i okrutny pan Bumble. Chłopiec za karę
zostaje sprzedany właścicielowi zakładu pogrzebowego, u którego wdaje się w
bójkę z pomocnikiem grabarza, przez co jest zmuszony uciekać do Londynu. Tam
wpada w ręce nieletnich złodziei kieszonkowych, mieszkających w melinie u Fagina,
który jest jednocześnie ich pracodawcą. Po niesłusznym oskarżeniu o kradzież
chłopiec trafia do pana Brownlow'a, który okazuje się być mu przyjaznym. Jednak
Fagin o nim nie zapomniał... Muszę przyznać, że nie miałem przyjemności czytać książki, a więc nie mogę powiedzieć, czy historia przedstawiona przez Polańskiego jest w pełni zgodna z treścią powieści. Na pewno jednak należy nadmienić, iż całość prezentuje się interesująco i nie ma w niej słabszych momentów, ponieważ bezustannie obserwujemy dosyć szybką i zwrotną akcję z bardzo ciekawymi dialogami i przeplatającymi się historiami występujących w filmie bohaterów. Wszystko zasługuje na słowa pochwały. Jednak niektórych widzów może zniesmaczyć fakt, że przygody Oliver'a nie są zbyt oryginalne i bazują na starych, utartych schematach. Choćbyśmy bardzo chcieli, nie dostrzeżemy w tej produkcji jakiejś nieszablonowości, czy niekonwencjonalnego rozwiązania. W sumie nie jest to, aż tak denerwujące, ale oglądając film chcę doświadczyć czegoś nowego, zakosztować odkrywczego spojrzenia czy prekursorskiego sposobu przedstawienia historii. Zaskakujące są kreacje aktorskie, wszystkie utrzymane w podobnym klimacie, nie odznaczające się szczególnie i przez to trochę szarawe. W zasadzie z całej obsady mogę z czystym sercem wyróżnić jedynie Jamie'go Foreman'a, który wcielił się w postać Bill'a. Reszta nie pokazała nic szczególnego, choć przez jednolitą, podobną grę wszystkich aktorów film staje się dosyć przyjemny i odczuwamy jego klimat. Wszystkie powyższe zagadnienia składają się na dobrą
produkcję, ale żeby wyszedł pełnowartościowy obraz trzeba czegoś jeszcze, a tego
niestety w "Oliverze Twiscie" nie uświadczymy. Choćby muzyka - nudna, powolna i
sztampowa, chociaż chwilami zaskakująca. Do pracy kamery też należy się
przyczepić, bo niektóre sceny są zdecydowanie za mało wyraźnie nagrane i trzeba
dopatrywać się niektórych szczegółów, co wymaga wielkiego skupienia. Nie myślcie
sobie, że jestem typem takiego widza, który czeka na błahą, nieinteligentną
rozrywkę. Kino wymagające jest według mnie największym skarbem kinematografii,
ale w pewnym momencie może zostać przekroczona granica i zaczyna się ono stawać
męczące. Tak niestety chwilami dzieje się w filmie Polańskiego. Piękna jest sceneria, w której rzecz się dzieje. Stary, szary Londyn na pewno spodoba się wielu widzom. Nie usatysfakcjonowała mnie natomiast melina Fagin'a, która jest straszliwie ciemna i nijaka. I chociaż stanowi ważny element filmu, bo rozgrywa się tam sporo scen, to jest niestety najsłabszym fragmentem scenografii. Myślę, że można było wyciągnąć trochę więcej z tej historii, udynamicznić wydarzenia, co w efekcie dałoby obraz odrobinę ciekawszy. Gdyby także, któryś z aktorów, poza Foreman'em, postarał się o barwniejsze przedstawienie swojego bohatera, to film byłby produkcją bardzo dobrą. Jednak nie spełnienie tych warunków oraz kiepski operator i muzyka doprowadziło do sytuacji, że nakręcono rzecz dobrą, jedynie dobrą - a szkoda. Ocena: 6/10
Autor recenzji:
Mateusz 'BlackDog' Wolny |
|
|||||