Pachnidło

Tytuł oryginalny: Perfume: The Story of a Murderer
Reżyseria: Tom Tykwer
Scenariusz: Andrew Birkin, Bernd Eichinger
Muzyka: Reinhold Heil, Johnny Klimek, Tom Tykwer
Zdjęcia: Frank Griebe
Produkcja: Hiszpania/Niemcy/Francja
Gatunek: Dramat
Data premiery (Świat): 07.05.2006
Data premiery (Polska): 12.01.2007
Czas trwania: 147 minut
Obsada: Ben Whishaw, Alan Rickman, Rachel Hurd-Wood, Dustin Hoffman, Alvaro Roque, Michael Smiley

 Nie pożądaj zapachu bliźniego swego

Żądza. Każdy z nas czegoś pożąda. Pragniemy najczęściej tego, co jest poza naszym zasięgiem. Pieniędzy, urody, zdrowia, odwzajemnionej miłości. Pożądamy siebie nawzajem, naszych ciał, oddania się rozkoszy zmysłów. Bardzo często nie możemy oprzeć się pożądaniu, jest ono czynnikiem determinującym nasze działania. Mimo wszystko zawsze mamy granicę, linię, której nie przekroczymy. Do czego może jednak dojść, gdy ta granica się zatraca, gdy nasze zmysły zniewolone pożądaniem pewnej rzeczy nie dają niczym się zaspokoić. Nikt i nic nie może nas powstrzymać, oddajemy się szaleńczej pogoni za celem, po trupach, byleby go osiągnąć. Tą drogą rodzą się geniusze zła, gotowi na wszystko, oddani tylko jednemu pragnieniu.

Bez wątpienia jednym z tych geniuszy jest Jan Baptyst Grenouille, bohater bestsellerowej powieści Patricka Süskinda. Urodzony przez handlarkę ryb, trafia do sierocińca. Wszyscy zauważają, że mały Jan nie jest podobny do swych rówieśników. Tym, co go wyróżnia jest nadnaturalny zmysł powonienia. Chłopiec, sprzedany przez opiekunkę, zostaje zatrudniony przy obróbce skór. Pewnego dnia poznaje młodą i niezwykle piękną sprzedawczynię owoców. Jej zapach wywołuje u Jana zupełnie nieznane emocje, staje się jego obsesją. Postanawia stworzyć zapach idealny, rozpoczyna więc nauki u Giuseppe Baldiniego. Następnie rusza w świat, w poszukiwaniu składników perfekcyjnej mikstury, co pociągnie za sobą niejedną zbrodnię.

 

O prawa do ekranizacji sprzedanej w kilkunastu milionów egzemplarzy powieści niemieckiego autora starano się już od lat. Wśród potencjalnych reżyserów wymieniano: Ridleya Scotta, Martina Scorsese’a, Milosa Formana, a nawet Tima Bartona. Ostatecznie to Tom Tykwer, reżyser głośnych filmów „Biegnij, Lola, biegnij”, „Księżniczka i wojownik” czy „Niebo”, stanął za kamerą tej kosztownej jak na europejskie warunki produkcji.

Tykwer niczym znawca i wielbiciel zapachów prowadzi nas przez swoją historię o żądzy, geniuszu, ale przede wszystkim poszukiwaniu własnej tożsamości (czy zapachu) i miłości. Jan Baptysta Grenouille to fascynująca postać, człowiek obdarzony darem prowadzącym go do zniewolenia i zniszczenia. Zapach jest dla niego jak powietrze, niezbędny do życia. Jest wartością nadrzędną, jawi się niczym Oblubienica, która staje się słońcem dla swego kochanka. Jan bez wątpienia jest potworem, którego możemy postawić na jednej półce z Hannibalem Lesterem i innymi geniuszami zła występującymi w literaturze i filmie. W tym wszystkim, w niemalże całkowitym braku człowieczeństwa, jest również ofiarą własnego daru. Osobą zasługującą na współczucie. Ne zabija dla samej satysfakcji, żądzy krwi, robi to kierowany instynktem, siłą, nad którą nie może zapanować. Obiera drogę do rzeczy doskonałej nie widząc, że wcześniej tę ścieżkę przecina przepaść.

Dzieło Tykwera jest jak dzieło sztuki, olśniewa, pociąga nas jego badanie, interpretacja, a przede wszystkim piękno. „Pachnidło” to film nieskończenie zmysłowy, czarujący, zniewalający. Zapachy, klimat są wręcz namacalne. Kiedy Jan przyrządza perfumy czy podąża śladem swych ofiar zupełnie go rozgrzeszamy, bo sami jesteśmy zafascynowani zapachem, który jest jego obsesją. „Pachnidło” ma swój własny, niepowtarzalny klimat, znajdziemy tu i Burtona, i Gilliama (zwłaszcza strona techniczna przypominała mi „Nieustraszonych braci Grimm”), lecz przede wszystkim Tykwera, który jest jak składnik utrwalający to wszystko na taśmie. Reżyser umiał nadać filmowi jego własne „ja”, „osobowość”, klimat. Nie czytałem pierwowzoru literackiego, ale intuicja podpowiada mi, że przynajmniej część ducha powieści została w filmie zawarta. Niemiec stworzył film na wskroś europejski, łącząc przerażający naturalizm (osoby o słabym sercu mogą nie raz zakrywać oczy) z finezyjną nutą piękna. Unika usprawiedliwiania (tak nachalnego w produkcjach zza oceanu), upraszczania, przedstawia nam historię, która porywa swą unikatowością. Wcale się nie dziwię, że w USA film wzbudził bardzo mieszane odczucia, szczególnie po obejrzeniu amerykańskiej wersji ekranizacji bestselleru pod tytułem „Wyznania gejszy” (swoją drogą powieść jest fantastyczna). Brawa na stojąco dla pana Toma. Jego wizja porywa.

„Pachnidło” to techniczny majstersztyk. Rewelacyjna scenografia i dekoracja wnętrz (gabinet mikstur – cudo) budują klimat opowieści stając się jego integralną częścią. Francuskie miasta, ulice, plenery każdego miłośnika kreślarskiego fachu przyprawią o szybsze bicie serca. Wspaniałe są też zdjęcia podkreślające rolę kolorów. Znakomicie wyszły ujęcia ciemnych uliczek, z których niepostrzeżenie wyłania się Jan tropiąc swe ofiary, odpowiednie oświetlenie świetnie buduje nastrój. W niejednym aspekcie obraz Tykwera mógłby śmiało konkurować z filmami nominowanymi do Oscara (na marginesie nominacje m.in. za scenografię się filmowi należały). Całości dopełnia bardzo dobra muzyka i doskonały montaż (w kilku scenach, jak chociażby kadry z Janem – niemowlęciem, ociera się o najwyższą klasę). Chciałoby się wspomnieć jeszcze o zapachu, który jest w każdym kadrze, przebijając się do widza. Jednak o jego roli najlepiej przekonać się samemu – w kinie.

 

Postać Jana jest tak bardzo fascynująca głównie dzięki Benowi Whishawowi, który w niezwykle udany sposób wciela się w swojego bohatera, a Jan wcale nie jest łatwą rolą. Nie mamy do czynienia z popisową kreacją szaleńca. W kreowaniu tej postaci bardziej liczy się oszczędność gestów, wyczucie, a nawet specyficzny rodzaj urody, jakim aktor dysponuje (jest to bardziej typ francuski niż angielski czy amerykański). Interpretacja Bena bardo przypadła mi do gustu i kiedy znów zobaczę nazwisko aktora na liście płac z pewnością postaram się go zobaczyć w innej roli.

Świetną rolę drugoplanową stworzył Dustin Hoffman. Dawno nie widziałem go w tak dobrej formie i bardzo cieszę się, że ten utalentowany aktor wciąż ma do zaoferowania widzom niejedną rzecz. Jego rola to bardzo smakowity kąsek. Podobnie jak nieprzyzwoicie zmysłowa Karoline Herfurth, która płomiennymi włosami, (aż mi tęskno do włosów Kate Winslet z okresu „Titanica”, mniam) pełnymi ustami i namiętnym spojrzeniem przykuwa wzrok w taki sposób, że nawet nie mrugałem, aby móc w pełni pochłaniać jej urodę. Jeżeli jakikolwiek mężczyzna przejdzie obok jej piękna obojętnie, to powinien się nad sobą porządnie zastanowić. Kasztanowy kolor włosów znajdziemy również u innych aktorek w filmie i niejedna z nich wzbudzi zainteresowanie swą urodą (nie nastawiajmy się jednak na silikonowe lale rodem z okładek czasopism dla panów).

Te zachwycające aspekty całkowicie rekompensują kilka niedociągnięć obrazu jak, bądź, co bądź, rozczarowujące zakończenie (czyżby brak pomysłu jak rozwiązać intrygę?) i temat, który delikatnie mówiąc, już nie raz był w kinie podjęty oraz to, że „Pachnidło” w kilku momentach jest za długie (widać, że mamy do czynienia z adaptacją powieści).

Nie przystoi jednak narzekać, gdy do czynienia mamy z tak zmysłowym tworem jak „Pachnidło”. Wielu osobom film się nie spodoba, ale znajdzie się też niejeden, który wyjdzie z kina pragnąc następnego seansu. Takie obrazy nie wchodzą na ekrany kin codziennie, ba, nawet co roku. Ja do tego niezwykłego świata zapachów nie raz jeszcze wrócę, bo piękno niejedno ma imię.

Autor recenzji: Czarek 'Ovë' Czartoryjski

 

Skomentuj recenzję