|
|
Pacyfikator
Ci, którzy przeczytali sam krótki wstęp do mojej recenzji
zapewne już po części wiedzą jak będzie się prezentować sprawa fabuły. Co
ciekawe sam początek nie ilustruje jeszcze późniejszych wydarzeń. To w nim
poznajemy Shane'a Wolfe'a komandosa sił specjalnych. Nie jest to żaden
nieudacznik, lecz typowy profesjonalista, w którego słowniku brakuje wyrazu
'niepowodzenie'. Do czasu oczywiście, bowiem misja ochrony profesora Plummera
okazuje się czarną plamą dla całych statystyk. Kolejna będzie jednak najbardziej
absurdalną w jego dotychczasowej karierze. Oto bowiem ma za zadanie opiekować
się dość licznym i rozpuszczonym potomstwem wspomnianego naukowca. Jak nietrudno
się domyśleć wojskowe umiejętności w tym przypadku raczej nie zdadzą egzaminu. W
świecie dzieci nie istnieje dyscyplina, nie uświadczysz tu nawet niedosłyszalnej
nutki posłuszeństwa. Pomijając zarzuty, które stawiam filmowi za scenariusz nie mam zamiaru zrównać go doszczętnie z ziemią. Mimo swojej przewidywalności obfituje bowiem w całą masę komicznych sytuacji. Świetnie przemyślano między innymi sprawę z dialogami. Udało się zadbać, aby relacje między dziećmi wyglądały dość ciekawie i w wielu przypadkach umiały bawić widza. Cieszę się, ze twórcy dostrzegli wszystkie możliwości scenariusza i z ukończonego skryptu wyciągnęli praktycznie wszystko, co było do wyciagnięcia. Zaletę stanowią również bohaterowie drugiego planu, jak chociażby zabawny trener zapasów, czy też niania, która szybko dochodzi do wniosku, że należy brać taryfę i zakończyć karierę. Mocno kipi od nich pastiszem i satyrą społeczną. Bardzo interesowało mnie to, jak Diesel po raz pierwszy
poradzi sobie w roli komediowej. Dotąd miewał jakieś tam przebłyski, miewał też
role zupełnie nijakie, ale wydawało mi się, że sam scenariusz powinien otworzyć
drogę jego możliwością. I co się okazuje? Udało mu się stworzyć bardzo
sympatyczną kreację. Przemiana, która zajść miała w bohaterze zaszła również w
nim. Dobrze przechodził przez wszystkie jej etapy. Począwszy od bycia
bezlitosnym stróżem dyscypliny do czasu wykazywania uczuć godnych ojca. Czyżby
więc spełniło się jego największe marzenie? Czyżby w przyszłości mógł liczyć na
więcej ofert zagrania w komediach? Zapewne tak, choć nie jest to sprawa zbyt
pewna. Jak się w tym przypadku okazało wcale nie jest to tylko i wyłącznie heros
kina akcji, ale również nienajgorszy aktor komediowy. Dzięki niemu lepiej
patrzymy na całe to filmowe przedsięwzięcie. Ku wielkiemu, osobistemu zaskoczeniu musze przyznać, że film zdecydowanie nie zalicza się do najgorszych. Bardzo prawdopodobne, iż krytykuję kino familijne właśnie za bycie kinem familijnym. W wielu takich przypadkach sztampowość scenariusza to coś, co należy do porządku dziennego. Mimo wszystko oklepany pomysł i typowe jak na filmy ze stajni Disneya zakończenie rewelacyjnie broni kilka dobrych aspektów. Solidna szczypta komicznych gagów, niespodzianka w postaci Vina Diesla i kilka innych elementów sprawia, że jest do całkiem dobre i obiecujące kino. W sam raz na niedzielę, w sam raz dla całej rodziny. Ocena: 5/10 Autor recenzji: Michał 'Dusqmad' Jaglarz |
|
|||||