|
|
Podziemny krąg
Wiele słyszałem o "Podziemnym kręgu". Najbardziej dziwne było to, że nigdy nie spotkałem się ze złą opinią dotyczącą tej produkcji. Zawsze wypowiadano się o niej w samych superlatywach. Było to bardzo intrygujące, a więc oczywiste stało się, że muszę sięgnąć po ten film i uważnie go obejrzeć. Tak też zrobiłem, chyba głównie ze względu na to, iż chciałem zobaczyć, co pokazał Brad Pitt. Trzydziestoletni Jack (Edward Norton) jest szarym i zmęczonym życiem człowiekiem, muszącym, z powodu bezsenności, uczęszczać na spotkania grup wsparcia. Poznaje tam Marlę (Helena Bonham Carter), która później odegra wielką rolę w jego życiu. Pewnego dnia spotyka w samolocie Tylera (Brad Pitt), mężczyznę w podobnym wieku, ale przystojniejszego, odważniejszego i pewniejszego siebie. Jack nie zdaje sobie sprawy, jak to spotkanie zmieni jego dotychczasowe życie. Fabuła jest mocną stroną filmu, zaskakująca, szybka i
niezwykle „pokręcona”. Jednak nie przeszkadza to w odbiorze "Fight Clubu", bo
wszystko z wraz z rozwojem akcji zaczyna układać się w logiczną całość. Widz
otrzymuje odpowiedzi na dręczące go pytania, dzięki czemu obraz staje się dla
niego jasny, a zarazem przejmujący i fascynujący. Ta zagadkowość i
nieprzewidywalność jest bardzo urzekająca i daje widzowi sporą satysfakcję z
oglądania. Kolejną rzeczą, która na pewno zasługuje na słowa uznania jest znakomita gra aktorów, a w szczególności odtwórcy głównej roli - Edwarda Nortona. Wykreowana przez niego postać jest tak przekonywująca i barwna, że trudno jej nie polubić. Wspominając o Nortonie nie można także zapomnieć o Pitt'cie, który z filmu na film pokazuje, że nie jest takim „szmirowatym” aktorem, na jakiego kreują go media. W "Fight Clubie" pokazał duże możliwości swego talentu i choć nie jest to tak znakomita rola jak w "12 małpach", ale na pewno zasługuje na oklaski. Pisząc o "Podziemnym kręgu" wręcz grzechem byłoby nie
wspomnieć o scenariuszu, który przez wielu fachowców (a także zwykłych widzów)
uznawany jest za motor napędowy tego obrazu, powodujący, że film jest tak
ciekawy i wciągający. Bardzo intrygujący jest także sposób przedstawienia
wydarzeń – Jack opowiada całą historię w sposób wyjątkowo dobry i zacny. Nigdy
bym nie pomyślał, że to może być tak interesujące. A jednak! Dodatkowo
otrzymujemy świetne dialogi - szczególnie kwestie wypowiadane przez Tylera.
Opisując scenariusz "Fight Clubu" można wpaść w cielęcy zachwyt, ponieważ
naprawdę nie jest możliwe zaobserwowanie jakiś słabszych momentów. Warto tu
wspomnieć osobę za to odpowiedzialną -twórcą tego niezwykłego scenariusza jest
Jim Uhls. Muzyka autorstwa Rolfe Kent'a pozostawia przyjemne wrażenie, jednak nie można powiedzieć, że jest jakoś szczególnie wybitna, czy - mówiąc potocznie - wystrzałowa. I chociaż wstawki dźwiękowe bardzo dobrze obrazują klimat filmu, jednak nie jest to pełnia tego, czego oczekuje się od kompozytora. Pozwolę sobie wysunąć własną propozycję, że chyba lepszym twórcą muzyki do "Fight Clubu" byłby Hans Zimmer, który jest - według mojej opinii - mistrzem takich mrocznych, klimatycznych ścieżek. Całość filmu rozgrywa się w dosyć ciemnych sceneriach, co nadaje obrazowi pewien swoisty klimat. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o pracy kamery. Operator za bardzo skupiał się na postaciach, trochę zapominając o otoczeniu i chociaż nie jest to wada znacznie utrudniająca odbiór filmu, niekiedy może denerwować. Za jedno chciałbym pochwalić, a mianowicie za efektowne i przerażające sceny walki, a już szczególnie potyczki Jacka ze samym sobą. Co do efektów specjalnych, to jakoś szczególnie dużo ich nie było, a te które się pojawiły nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia. Reasumując: "Podziemny krąg" to obraz, który na długo
pozostanie w pamięci każdego widza. Znakomita gra aktorska, barwne i ciekawe
dialogi, porządna muzyka i wspaniała scenografia składają się na bardzo dobre
dzieło. Z pełną odpowiedzialnością mogę polecić ten film wszystkim fanom
kinematografii, bowiem każdy na pewno znajdzie w nim coś dla siebie. Ocena: 8/10
Autor recenzji:
Mateusz 'BlackDog' Wolny |
|
|||||