|
|
Porozmawiaj z nią
Miłość w okopach Rozmowa. Wszyscy lubimy rozmawiać, ba, głównie plotkować. Mówimy: „kocham Cię”, „jak się masz?”, „co słychać?”, „zrobiłeś zakupy?”, „straszna pogoda”. Rozmawiamy dużo, często bezmyślnie i nawet nie przyjdzie nam nigdy do głowy zastanowić się, co by się stało gdyby nagle możliwość rozmowy (na przykład z ukochaną osobą) została nam odebrana. Taki los spotyka dwóch mężczyzn: młodego pielęgniarza Benigno, którego ukochana Alicia zapada w śpiączkę po wypadku samochodowym, oraz dziennikarza Marco, zakochanego w torreadorce Lydii, która uległa wypadkowi podczas walki. Zmaganie z tragedią zbliża obu mężczyzn, między którymi zaczyna rozwijać się szczera przyjaźń, połączona z oddaniem się opiece nad ukochanymi kobietami. O czym tak naprawdę jest jednak film Almodóvara? Odpowiedź
jest prosta: o wszystkim i o niczym. Brzmi paradoksalnie? Bynajmniej. I jest to
dużą wadą jednego z najgłośniejszych filmów reżysera. Oglądając film wydawało mi
się, że już przy pisaniu scenariusza Pedro nie mógł się zdecydować, o czym na
być ten obraz. O przyjaźni, o trudnej miłości, o pasji ? Oczywiście to wszystko
można połączyć, jednak w tym wypadku skupiając się na wszystkim, reżyserowi nie
udało się żadnego punktu doprowadzić do perfekcji. A przez to czuje się spory
niedosyt, bowiem kiedy jeden aspekt wydaje się interesujący, zostaje porzucony
na rzecz innego. Dla przykładu podam sam wątek przyjaźni głównych bohaterów:
rozmawiają ze sobą trzy czy cztery razy, wymieniając kilka zdań i nagle mamy
uwierzyć w ich głęboką przyjaźń? W filmie „Porozmawiaj z nią” zabrakło mi także emocji. Nie papierowych, bowiem tych film dostarcza w nadmiarze. Mam na myśli prawdziwe emocje, które by mnie wzruszyły, sprawiły, że opowiadana historia wydałaby mi się autentyczna. Właśnie takich emocji oczekiwałem po tym filmie. Nie mogę także chwalić aktorów, bo ów brak emocji w filmie to w dużej mierze ich wina. Jedynie Darío Grandinetti potrafił w swoją postać tchnąć niekłamany realizm i życie. Oglądanie go sprawiło mi naprawdę dużą przyjemność. Co więcej, uwierzyłem w jego interpretację do tego stopnia, że jestem głęboko przekonany, że Marco to materiał na prawdziwego przyjaciela. Niezła jest także Rosario Flores w roli ukochanej dziennikarza. Szkoda, że scenariusz nie pozwolił bardziej rozwinąć jej skrzydeł. Z mieszanymi uczuciami pozostawił mnie natomiast Javier Cámara. Z jednej strony Benigno powinien właśnie taki być: trochę zakręcony, nieśmiały. Z drugiej jednak, w tej kreacji zabrakło odrobiny autentyczności. Niewiele można powiedzieć o talencie Leonor Watling, która przez prawie cały film leży (naga) na stole. Teraz przyszedł czas, aby trochę film pochwalić. Bez
wątpienia kilka elementów naprawdę zasługuje na uwagę. Przede wszystkim muzyka
Alberto Iglesiasa. Dzięki niej na chwilę naprawdę przeniosłem się do Hiszpanii,
poczułem gorące, iberyjskie powietrze. Wystarczy wspomnieć chociażby o genialnym
gitarowym „Raquel", utworze, który zwrócił moją uwagę na ten film, kiedy pewnego
dnia zobaczyłem do niego teledysk w telewizji. Tego nie da się opisać, to trzeba
usłyszeć! Nie mogę zapomnieć również o samym reżyserze. Mimo nie do końca udanego zespolenia historii w scenariuszu, dzięki talentowi Hiszpana film ma ciekawy klimat, którego próżno szukać w kinie amerykańskim. Tu wszystko dzieje się spokojnie, nie ma kiczu, czy przytłaczającego przepychu w jakiejkolwiek formie. Jest także kilka wspaniałych scen: Marco i Lydia po wieczorze muzycznym, walka z bykiem (i samo wypuszczenie zwierzęcia wspaniale skamerowane!), wprowadzenie czarno-białego filmu będącego częścią historii, scena z mężczyzną płynącym w basenie, czy w końcu sceny tańca. Oglądając takie perełki wybacza się wprowadzenie scen zgoła niepotrzebnych, jak chociażby krytyka misjonarzy, która przecież nic do filmu nie wnosi. Mógłbym w tej recenzji więcej miejsca poświęcić tematyce
filmu, jego problemom, ludzkiej i bardzo ważnej stronie bólu i samotności w
filmie. Ale o tym możecie przeczytać w innych recenzjach. Ja chciałem wykazać,
że w moim odczuciu nie jest to film zasługujący na taki rozgłos i uznanie, z
jakim się spotkał. Recenzenci pisali, że to film pełen emocji, ja takowych nie
znalazłem. Almodóvar miał już lepsze filmy i był za nie nagradzany.
Autor recenzji:
Czarek 'Ovë'
Czartoryjski |
|
|||||