|
|
Pulp Fiction
Co jakiś czas powstają filmy, które wprowadzają zmiany w tym,
co dotąd znaliśmy, doprowadzają do filmowej rewolucji. Pokazują to, czego
jeszcze nie widzieliśmy, zaskakują oryginalnością, mają w sobie coś, co wzbudza
zachwyt. Takie dzieła zaczynają dyktować późniejsze kierunki w robieniu nowych
filmów. Jeśli miałbym wymienić jedno z nich, to byłby to „Pulp Fiction.” Film,
który bez wątpienia zmienił kino, wybił reżysera Quentina Tarantino na wyżyny
sławy i zaczął dyktować nowy styl, który chętnie jest powielany. Tymi słowami, tłumaczącymi znaczenie słowa ,,Pulp, ” zaczyna się film, który jest połączeniem kilku prostych historii zaczerpniętych jakby ze starego czasopisma z brukowymi opowiastkami. Akcja nie dzieje się chronologicznie, wątki są pomieszane, ale wszystko łączy się w spójną całość. Mimo iż zabawy z chronologią mogliśmy zobaczyć już wcześniej, to tak naprawdę dopiero po filmie Tarantino stały się one bardziej popularne. Niczego w „Pulp Fiction” nie uświadczymy po kolei. Dla przykładu fragment, który widzimy na początku, ma swój finał dopiero pod koniec filmu. Pomysł reżysera na pomieszanie tego, co oglądamy, sprawdził się wyśmienicie i bez wątpienia dodaje on uroku jego dziełu. Jakie wątki mamy w „Pulp Fiction”? Pierwszy z nich (a może
raczej pierwszy, który widzimy w filmie) to napad na restaurację przez parę
kochanków. Następny dotyczy dwóch płatnych zabójców, którymi są Jules Winnfield
(Samuel L. Jackson) i Vincent Vega (John Travolta), którzy dostają zlecenie od
bossa mafii Marsellusa Wallace’a (Ving Rhames). Muszą odzyskać należącą do niego
walizkę. Co ciekawe do końca nie dowiadujemy się, co w niej jest. Powstało
jednak wiele domysłów na ten temat, a że szyfr do niej to 666, czyli liczba
Szatana, niektórzy twierdzą, że w walizce może być zamknięta dusza Wallace’a.
Teoria ciekawa, ale to jedynie domysły, a samo pytanie i tak zostaje bez
odpowiedzi. Kolejnym wątkiem jest następne zadanie, które przypada Vincentowi.
Musi on przez jeden wieczór opiekować się żoną Marsellusa, którą jest Mia (Uma
Thurman). Film opowiada także o bokserze Butchu (Bruce Willis), który ma za
pieniądze przegrać walkę, obstawioną przez Wallace’a. Butch jednak nie wywiązuje
się ze zlecenia i ma poważne problemy z gangsterami. Są to ogólnie opisane główne wydarzenia. Jednak w filmie dzieje się o wiele więcej. Wymienić należy chociażby świetny epizod z Christopherem Walkenem czy problemy, jakie spotykają Julesa i Vincenta. Wszystkie te wątki, mniejsze i większe, to dosyć proste
historyjki. Opowiedziane zostały jednak w taki sposób, że aż trudno nie być nimi
zachwyconym. Z prostych opowiastek powstało coś, co robi wielkie wrażenie. To
zasługa reżysera, który zna się na rzeczy. Główni bohaterowie rozmawiają w „Pulp Fiction” o przeróżnych głupotach. Co jest w tym takiego rewelacyjnego? Same teksty potrafią rozbawić, ale największe wrażenie robią, gdy słyszymy je w momentach zupełnie na nie nieodpowiednich. Dla przykładu Jules i Vincent mają odzyskać walizkę szefa. Przed drzwiami do mieszkania, gdzie znajduje się ów przedmiot, stwierdzają, że jest trochę za wcześnie i zaczynają paplaninę o… masażu stóp. Takich nic nie znaczących konwersacji jest o wiele więcej. Słyszymy tu rozmowy o systemie metrycznym, jedzeniu i tym podobnych sprawach. „Pulp Fiction” to także znane już cytaty, jak np. „To nie motor, to Harley” czy „Zed zszedł, kochanie, Zed zszedł.” Scenariusz został jak najbardziej zasłużenie nagrodzony Oscarem. Ogromnym plusem „Pulp Fiction” jest to, że każda z postaci w
filmie jest barwna, ciekawa i interesująca. Niezależnie od tego czy wciela się w
nią aktor lepszy, o większych zdolnościach czy też trochę gorszy, posiadający
mniejszy warsztat, to i tak bohaterów dzieła Tarantino ogląda się z ogromną
przyjemnością. Wszyscy bowiem są tak świetnie zarysowani, że aż trudno na kogoś
nie zwrócić uwagi. Świetnie ma się także sprawa, jeśli chodzi o aktorstwo. Rola
Julesa to jedna z najlepszych kreacji Samuela L. Jacksona w jego karierze. John
Travolta dzięki temu filmowi powrócił na ekrany i znów stał się rozchwytywaną
gwiazdą. Pokazał, że jest bardzo dobrym aktorem. Rewelacyjnie zagrał płatnego
zabójcę, stworzył postać, która zapada w pamięci. Scena, w której Vincent tańczy
z Mią jest już jedną z najbardziej znanych z „Pulp Fiction.” W „Pulp Fiction” jest także polski akcent. Za zdjęcia odpowiedzialny jest Polak. Andrzej Sekuła spisał się bardzo dobrze i nic nie można mu zarzucić. Wszystko, co do niego należało, zrobił bardzo starannie. Film posiada także wyróżniającą się muzykę, z kilkoma piosenkami na czele i głównym tematem muzycznym. Ścieżka dźwiękowa świetnie oddaje nastrój. W przypadku „Pulp Fiction” mamy do czynienia z jednym z najważniejszych filmów w historii kina. Spokojnie dzieło Tarantino można nazwać kamieniem milowym. Przede wszystkim z uwagi na genialny scenariusz, a także i ogólne wykonanie z bardzo udanym pomieszaniem wątków. W „Pulp Fiction” wszystko zostało dopracowane jak należy, żaden aspekt filmu nie odbiega specjalnie wykonaniem od reszty. Aktorstwo na wysokim poziomie, świetne zdjęcia, rewelacyjna reżyseria, bardzo dobra ścieżka dźwiękowa. Złota Palma w Cannes mówi sama za siebie. Jeśli jeszcze nie widziałeś „Pulp Fiction,” nie masz na co czekać. Ten film po prostu trzeba zobaczyć. Ocena: 10/10
Autor recenzji:
Piotr Mudzo |
|
|||||