|
|
Królowa Potępionych
Zanim sięgnęłam po pierwszą część „Kronik wampirów” Anne Rice, myślałam o tych krwiopijcach stereotypowo. Gdyby wtedy ktoś mnie o nie zapytał, odpowiedziałabym, że przesypiają dnie w trumnach, a w nocy żywią się ludzką krwią. Kilka dni temu przeprowadziłam mały wywiad wśród znajomych, których podzieliłam na dwie grupy. Pierwsza miała takie samo zdanie, jak ja kiedyś. Natomiast od drugiej usłyszałam opinię bardziej wyczerpującą i opartą na postaciach wykreowanych przez Anne Rice. Bo to właśnie ta pisarka przedstawiła wampiry w innym świetle, a dzięki publikacji „Wywiadu z wampirem” zyskała rzesze fanów. Nic dziwnego, że po tak wielkim sukcesie książki powstała jej adaptacja. W filmie Neila Jordana zagrali tacy aktorzy jak Brad Pitt, Tom Cruise czy Antonio Banderas. Już same ich nazwiska przyciągnęły do kin miliony ludzi na całym świecie. Świetna gra aktorska to jeden z wielu atutów tego obrazu. Jordan podniósł naprawdę wysoko poprzeczkę dla reżyserów następnych części „Kronik wampirów”. Jest mi przykro, ale Michaelowi Rymerowie nie udało się nawet w połowie osiągnąć jego poziomu. Geneza powstania filmu przedstawia się następująco: wytwórnia
Warner Bros posiadała prawa do sfilmowania trzech części kronik już tylko na rok.
Po upływie tego czasu prawa wróciłyby do autorki, która mogłaby sprzedać je
innej wytwórni. Tak więc postanowiono połączyć fabuły „Wampira Lestata” oraz „Królowej
potępionych” w jeden film, który otrzymał nazwę drugiej z nich. Każdy, kto
obejrzał ten obraz, wie, że pośpiech bynajmniej nie opłacił się producentom. Lestat de Lioncourt budzi się z wieloletniego snu, zafascynowany muzyką rockową. Ma dosyć życia w ukryciu, chce wreszcie zaistnieć. Postanawia założyć rockowy zespół, nie kryjąc, że jest wampirem. Szybko zdobywa sławę. Jest kontrowersyjnym muzykiem, który wyjawia w swoich piosenkach tajemnice istot takich jak on. Wszystkie wampiry są zagniewane odkryciem ich istnienia i zdradzaniem tajemnic śmiertelnikom. Muzyka Lestata budzi ze snu matkę wszystkich wampirów, Akashę, która ma podstępne zamiary wobec niego. Tymczasem śmiertelniczka, Jessie, zakochuje się w Lestacie... Jak widać, fabuła oryginalnością nie grzeszy. Filmów o wampirach jest sporo, zarówno tych dobrych, jak i z dolnej półki. Żeby kolejny mógł się wybić, potrzebuje przede wszystkim dobrego scenariusza. Już przy adaptacji jednej obszernej powieści wiadomo, że wiele wątków trzeba ominąć, żeby film zmieścił się w dwóch czy trzech godzinach. A co dopiero przy filmowaniu dwóch tomów! „Królowej potępionych” nie czytałam, więc wypowiem się tylko na temat „Wampira Lestata”. Wątki zaczerpnięte z tej książki można policzyć na palcach jednej ręki. Historia króla i królowej jest na tyle ciekawa i długa, że spokojnie można by było nakręcić film na podstawie drugiej części „Kronik wampirów”. A tak, mamy tylko zalążek tego wątku i schematyczny wątek miłości – nie mogą być razem, bo... Jak w każdej adaptacji dzieła literackiego, tak i tutaj można
znaleźć nieścisłości. Dwoma najbardziej rzucającymi się w oczy są kolory włosów
Lestata i Mariusa. Pierwszy z nich w książce miał blond, a drugi białe. Nie będę
wypisywała wszystkiego, ale chciałabym zwrócić uwagę na dość istotną dla mnie
sprawę. Marius to jeden z potężniejszych wampirów, posiadający dar unicestwiania
innych za pomocą ognia. Dlaczego nie posłużył się nim do obrony, tylko razem z
Lestatem walczy w sposób przypominający karate? Dla osoby takiej jak ja, która
przeczytała kilka części kronik, jest to po prostu śmieszne. Sądzę jednak, że
również innym ta scena wyda się żenująca. Pora przejść do plusów, jakie ma ten film. Urzekły mnie
zdjęcia miasta nocą – mnóstwo światełek, które tworzą autostradę, ciąg jadących
samochodów, migoczące witryny wystaw sklepowych, zapalone światła w domach...
Stwarza to jedyny w swoim rodzaju klimat. Szkoda, że tylko w niektórych chwilach
mogłam go poczuć. Wspomnę jeszcze o scenie, w której Marius rozmawia z Lestatem
w dość nietypowym miejscu. Podczas oglądania „Królowej potępionych” na pewno
będziecie wiedzieli, że o ten właśnie moment mi chodziło. Niesamowity klimat... Muzyka to kluczowa sprawa filmu. W końcu Lestat jest
piosenkarzem... i to nie byle jakim. Ocenę gry aktorskiej zostawiłam na koniec. Zacznę od postaci
Mariusa, w którą wciela się Vincent Perez. Jestem zdania, że całkiem dobrze
poradził sobie z rolą. Mam nawet wrażenie, że wypadł najlepiej ze wszystkich
drugoplanowych aktorów. Po filmie „Wywiad z wampirem” nie mogę zaakceptować innego aktora wcielającego się w Lestata, niż Tom Cruise. Uważam, że zagrał świetnie i idealnie pasuje na odtwórcę tego demonicznego wampira. Natomiast w „Królowej potępionych” jego miejsce zajmuje Stuart Townsend, nieznany mi i pewnie większości widzów aktor. Z pewnością pozostawał pod ogromną presją, żeby wypaść jak najlepiej, a nie gorzej od Toma Cruise'a. I to mu się udało. Zagrał dobrze, trafnie oddając oddając charakter Lestata. W tym filmie jest zdecydowanie najlepszym aktorem. Nie nazwę „Kólowej potępionych” dobrym filmem. Zdecydowanie jego najmocniejszą stroną jest muzyka, a słabiej wypada fabuła i gra aktorska Moreau. Dla fanów „Kronik wampirów” ten obraz może być dużym rozczarowaniem, ale zwykłemu widzowi może przypaść do gustu.
Autor recenzji:
Iza 'Issa' Lemke |
|
|||||