|
|
Rzeka życia
Gdy kończy się młodzieńczy wiek, a zaczyna dorosłość niektórzy potrafią się pogubić, zboczyć na złą drogę i zaprzepaścić wszystko, co wcześniej osiągnęli. Dlatego też trzeba się zastanowić, czy wszystko, co robimy prowadzi do osiągnięcia szczęścia. Nie ma uniwersalnej drogi ku temu. Każdemu szczęście wyda się czymś innym, jakimś swoistym przekonaniem. Niestety, niekiedy życie pokazuje, że obraliśmy złą drogę i, że raczej trzeba było pójść inną ścieżką, bo ta wybrana przez nas okazała się drogą ku śmierci. "Rzeka życia" to opowieść o dwóch braciach wychowujących się
w małej miejscowości w stanie Montana w USA. Norman, spokojniejszy wyrasta na
nieśmiałego, za to niezwykle uzdolnionego artystycznie człowieka, natomiast Paul
woli wesołe i lekkie życie bez krzty odpowiedzialności. Są również bardzo do
siebie przywiązani, a to głównie dzięki temu, że kultywują razem wiekową
rodzinną tradycję łapania ryb, którą zakorzenił w ich umysłach ojciec. Bardzo żywa i ciekawa akcja, która rozgrywa się w ładnych sceneriach oraz ciekawe dialogi. Nie ma co, scenariusz i scenografia "Rzeki życia" to sprawa w miarę dobra i taka kwestia, której raczej nikt do wad nie zaliczy. Można byłoby się doszukiwać w pewnych momentach jakiejś infantylności czy uproszczenia niektórych spraw, ale według mnie jest to bezsensowne. Wielką bowiem radość sprawia mi oglądanie tak dobrze zorganizowanego i uporządkowanego filmu. Jest to na pewno jeden z niewielu przypadków, gdy dzieło z gatunku dramatu tak bardzo przykuło moją uwagę. Chwała mu za to. Co do aktorów, to chciałbym nadmienić, że nie mieli jakiś
specjalnie trudnych ról do zagrania, ale i tak spisali się bardzo dobrze i
pozostawili po sobie nie najgorsze wrażenie. Zastanawiające jest dla mnie to, że
Brad Pitt, który według mnie nie pokazał w tym filmie nawet jednej trzeciej
swojego talentu, zapadł mi w pamięć najbardziej. W trakcie oglądania bardzo
wiele myślałem o dobrej roli Craiga Sheffera, jakoś specjalnie nie zwracając
uwagi na to, co pokazuje Pitt - ale po obejrzeniu postać Normana wypadła mi z
pamięci, a pozostał w niej jedynie Paul, którego wykreował właśnie Pitt. Muszę
przyznać, iż sam nie wiem dlaczego tak się stało. Aktorzy drugoplanowi, oprócz
Brend'y Blethyn, której rola mi się wybitnie nie spodobała, zaprezentowali się
jak już wcześniej powiedziałem dosyć dobrze i nie nastręczali mi jakiś
nieprzyjemności płynących z patrzenia na nich. Zawsze recenzując film zwracam uwagę na muzykę, która została w nim zawarta, tak też zrobię w przypadku "Rzeki życia". Otóż, chciałbym powiedzieć, iż ścieżka dźwiękowa jest odpowiednia do filmu, ale brakuje jej szaleństwa czy charakterystycznego, rozpoznawalnego brzmienia. Jest dobrze, ale jakby się postarano, to pewnie wyszło by lepiej. Łowienie ryb jako element łączenia się z rodziną? Czemu nie. Historia wyreżyserowana przez Redforda pokazuje, że to bardzo dobry pomysł na zacieśnienie stosunków rodzinnych. Sceny pokazujące jak bracia łowią ryby są urzekające i wzruszające. Jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, że są bardzo ludzko przedstawione, bez odrobiny sztuczności, którą niekiedy widuje się w filmach. "Rzeka życia" to ciekawe i wzruszające kino, które warto obejrzeć ze względu na przesłanie jakie ze sobą niesie. Jeżeli komuś to nie wystarcza prosimy oddalić się o dwieście metrów i uciec na wschód (najlepiej do Białorusi).
Autor recenzji:
Mateusz 'BlackDog' Wolny |
|
|||||