|
|
Sam
Filmy opowiadające o ludziach chorych, upośledzonych często są wzruszające, przykuwające uwagę, a aktorom wcielającym się w nich dają możliwości do ogromnych popisów aktorskich. W 1988 roku mogliśmy zobaczyć Dustina Hoffmana w „Rain Man”, gdzie grał człowieka chorego na autyzm. Za rolę zdobył Oscara. W 1994 roku przyszła kolei na ekranizację książki „Forrest Gump”, a Tom Hanks, który zagrał w niej główną rolę, również otrzymał statuetkę Oscara. Natomiast w 2001 roku powstał film „Jestem Sam” w reżyserii Jessie Nelson, w którym główną rolę zagrał Sean Penn. Film opowiada o opóźnionym w rozwoju Samie Dawsonie (Sean Penn). Jego umysł zatrzymał się na poziomie 7 – latka. Utrzymuje się z pracy w barze. Ma kilku zaufanych przyjaciół, też upośledzonych, tak jak on. Z krótkiego związku z bezdomną kobietą rodzi mu się córeczka - Lucy (Dakota Fanning), którą wychowuje samotnie. Staje się ona dla niego całym życiem. Mimo swojej choroby opiekuje się nią, jak potrafi najlepiej. Lucy, by nie być mądrzejszą od taty, specjalnie przestaje się uczyć. To bardzo martwi Sama. Dodatkowo po pewnym czasie opieka społeczna stwierdza, że Sam nie jest w stanie wychowywać swojego dziecka, ponieważ córka mając 7 lat przewyższa go intelektualnie. Samowi pomóc może prawniczka Rita Harrison (Michelle Pfeiffer). Fabuła filmu posiada sporo uproszczeń, a czasami niektóre
momenty układają się zaskakująco dobrze. Najdroższa prawniczka Harrison
postanawia za darmo bronić Sama! Wszystko dlatego, że koleżanki po fachu się z
niej podśmiewają. Dopiero potem zaangażuje w sprawę bardziej i naprawdę będzie
ją obchodził los Sama. Takie zbiegi okoliczności nie wpływają jednak w żadnym
wypadku na zły odbiór filmu, który nie raz potrafi wzruszyć. Za Sama trzyma się
kciuki do samego końca, bo nie wiadomo, czy wszystko potoczy się po jego myśli.
Problemów będzie wiele i dużo osób wystąpi przeciwko głównemu bohaterowi. Najmocniejszą stroną filmu jest aktorstwo. Szczególnie wybija
się tutaj Sean Penn w roli głównej. Śmiało mogę powiedzieć, że stworzył on jedną
z najlepszych kreacji aktorskich, jakie kiedykolwiek widziałem! Zaskakujący jest
fakt, że Penn dostał tylko nominację do Oscara, a nie samą statuetkę. Lepszy
według Akademii okazał się wtedy Denzel Washington za „Dzień próby”, co jest dla
mnie trochę dziwne, bo Washington w „Dniu próby”, choć świetny, nie pokazał
takich umiejętności, jak Penn. Sean w „Jestem Sam”. Jest wspaniały. Robi z
widzem co chce. Rozśmiesza, wzrusza, co wrażliwszym wyciska łzy z oczu. Gdy się
pojawia, nie można od niego oderwać wzroku. Rewelacyjna jest jego mimika, gesty.
Zagrał Sama perfekcyjnie, jego gra była bezbłędna! „Jestem Sam” ogląda się wspaniale. Film jest niezwykle
pozytywny. Rozbawia, kiedy trzeba (np. w scenach gdy Sam jest w sklepie), ale
potrafi także wzruszyć, np. wtedy gdy widzimy Sama radośnie czytającego prostą
książkę, a potem próbującego przeczytać coś, za co musi się zabrać jego córka.
Sam nie może sobie z tym poradzić i stwierdza ze smutną miną, że strasznie
trudne książki każą czytać Lucy w szkole. Takie sceny naprawdę chwytają za serce.
Wspaniale przedstawiona jest tutaj również przyjaźń między Samem, a jego
znajomymi. Mimo że upośledzeni, są podobni do innych. Spotykają się, oglądają
filmy, pomagają sobie nawzajem. Na sali sądowej podczas rozpraw przyjaciele
zawsze wspierają Sama. Trudno stwierdzić, czy „Jestem Sam” jest lepszy od „Rain Mana”,
albo „Forresta Gumpa”. Możliwe, że pod niektórymi względami jest słabszy, ale
jeśli miałbym wybierać, czyja gra najbardziej mi się podobała: Hoffmana, Hanksa
czy Penna, odpowiedziałbym, że wszystkie były wspaniałe, ale Penna najlepsza i
to mimo braku Oscara. Ocena: 8/10
Autor recenzji:
Piotr Mudzo |
|
|||||