|
|
Spacer po linie
Zawsze w jakiś sposób lubiłem twórczość Johnny'ego Cash'a - uznawałem ją za bardzo dobrą (chyba najlepszą) country na świecie. Nie mogłem wobec tego odstawić gdzieś na bok takiego filmu jakim jest "Spacer po linie". Jesteśmy „stworzeniami boskimi”, które w nieoczekiwany i niekiedy także bardzo przejmujący sposób docierają na szczyt popularności, stają się obiektem pożądania i niewysłowionych pochwał. Johnny Cash, zwany przez rodzinę J.R. od wczesnego dzieciństwa był zmuszany do ciężkiej pracy na polu i znoszenia humorów ojca, który uważał go za gorszego syna. Johnny’ego zafascynowało zarówno tworzenie jak i słuchanie muzyki, jednak jego ojciec uznawał to za okropne hobby i rzecz, którą jak najprędzej należy wykorzenić z umysłu dziecka. Jednak nie udało mu się sprzedać pianina, ponieważ kategorycznie zabroniła mu tego żona. Śmierć brata J.R. jeszcze bardziej pogorszyła stosunki z ojcem. W późniejszym życiu Johnny bardzo szybko dochodzi do wielkiej
sławy i pieniędzy, z czasem pojawiają się narkotyki, druga kobieta oraz
niemiłosierne pasmo nieszczęść i niepowodzeń. Tak jak to bardzo często bywa w
przypadku gwiazd estrady. Szesnaście lat z życia Cash'a - początki jego kariery można traktować jako niewielką część całości dziejów tego jakże wielkiego muzyka, piewcy country. Z całą pewnością dokonania na scenie muzycznej pana Johna są porównywalne do tego, co dla muzyki zrobili tacy twórcy jak Presley, czy The Beatles. Ogromne, widowiskowe trasy koncertowe, tłumy rozwrzeszczanych i wpędzonych w stan euforii fanów pod sceną oraz setki przychodzących listów zdają się potwierdzać tę tezę. Przejdźmy jednak do obrazu James'a Mangold'a, który postanowił podjąć się tego trudnego zadania i zrealizować film opowiadający wczesne życie Johnny'ego Cash'a. Otóż, chciałbym powiedzieć, iż zdecydowanie najmocniejszym punktem tej produkcji jest strona muzyczna i wykonanie wszystkich piosenek z repertuaru gwiazdora. Musicie bowiem wiedzieć, iż wszystkie utwory śpiewane są przez odtwórców głównych ról - Joaquin'a Phoenix'a i Reese Witherspoon, którzy przed rolą w filmie uczestniczyli w półrocznym kursie śpiewu. Muszę przyznać, iż to, co pokazali w "Spacerze po linie" zasługuje na ogromne słowa uznania i na pewno można śmiało powiedzieć, że nieźli z nich śpiewacy. Realizacja filmu nie jest do końca zadowalająca, właściwie niekiedy obraz jest przeraźliwie nudny i bardzo się dłuży. Myślę również, iż niekoniecznie trzeba było ograniczać się do szesnastu lat z życia Johnny'ego - można było nieco rozbudować historię, jednocześnie skracając trochę co poniektóre momenty z lat młodości. Kolejna sprawa - praca kamery jest dobra, choć na pewno nie
powiedziałbym, że wybitna, bo jednak operator nie wykazał się geniuszem, a
jedynie umiejętnością dobrego nagrywania. Bardzo dobrze przedstawiają się sceny
koncertów, ukazanie twarzy bohatera podczas śpiewu i reakcji publiczności. Mocną stroną filmu są zdecydowanie dialogi, które zawierają w sobie wiele mądrości życiowych i na pewno skłaniają potencjalnego (rozumnego) odbiorcę do refleksji. Mi szczególnie spodobały się wnioski, które wysuwa Johnny w trakcie swojej metamorfozy, w chwili, gdy odwraca swoje życie do góry nogami i wraca na właściwą drogę, zmierzającą ku szczęściu. Cały film jest przesiąknięty dobrymi, solidnymi dialogami. Wróćmy może do najważniejszej kwestii dzieła, a mianowicie gry aktorskiej. Sformułowanie "aktorzy zagrali dobrze" byłoby tu kompletnie nie na miejscu, ponieważ nie oddałoby w pełni tego, co można powiedzieć o wykonawcach ról w "Spacerze po linie". Muszę powiedzieć, iż całość dotycząca zaprezentowania się aktorów w filmie jest wyśmienita i dostrzec w niej jakieś wady jest niezwykle trudno, czego czynić nie zamierzam. Nie tylko wspomniani wcześniej odtwórcy głównych ról, ale również całe zaplecze postaci zachwyca barwnością, realistycznością i monumentalnością. Wcale nie przesadzam! "Spacer po linie" to kino bardzo ciekawe, jednak z pewnymi przestojami wywołującymi znużenie, ale wszystkie wady nadrabiane są urzekającym wykonaniem piosenek Casha przez Phoenix'a oraz bardzo dobrą grą wszystkich występujących w filmie aktorów. Denerwujący jest fakt, że zabrakło tu późniejszych lat z życia piosenkarza, ale i tak film jest dobrą produkcją, którą z pełną odpowiedzialnością mogę polecić fanom wymagającego kina, których nie znudzi niekiedy zbyt dłużąca się akcja.
Autor recenzji:
Mateusz 'BlackDog' Wolny |
|
|||||