| |
|
Spirit Trap
 |
Tytuł oryginalny: Spirit Trap
Reżyseria: David Smith
Scenariusz:
Phil O'Shea
Zdjęcia:
Nick Sawyer
Muzyka:
Guy Fletcher
Produkcja: Wielka Brytania
Gatunek: Horror
Data premiery (Świat): 12.08.2005
Data premiery (Polska): brak
Czas trwania: 91 minut
Obsada: Dougray Scott, J.D. Kelleher, Billie Piper, Jimmy
Roussounis, Luke Mably, Emilia Fox, Emma Catherwood, Sam Troughton,
Robert Goodman
|
Jeśli
spytasz mnie o ulubiony gatunek do zaistnieją dwie opcje. Albo odpowiem, że
przestałem się szufladkować, albo wspomnę na horror. O ile wariant numer jeden
jest w porządku, to przy tym drugim małym druczkiem widnieje coś w stylu „nie
dotyczy kiczu z nawiedzonym obiektem w tle”. Tak jest, takich właśnie ‘perełek’
namnożyło się nam od groma. Nie masz pomysłu na film? Zleć jakiemuś dzieciakowi
napisanie o duchach, nadprzyrodzonych zjawiskach i psychopatach, którzy
powybijali się kilka dekad temu, nie zapomnij też o nastolatkach
pielgrzymujących do takich miejsc niczym owce które dobrowolnie idą na rzeź i tu
rzecz się kończy, podstawa ku temu by było ‘scary’. Trochę wyolbrzymiam, nieraz
filmowcom udawało się zapewnić przerażającą rozrywkę z tego nurtu na naprawdę
dobrym poziomie, ale zwykle, szczególnie ostatnimi czasy, jest to tylko jechanie
na starych schematach. Ba, ostatnio nawet sam oglądając dwie tego typu produkcje
przyłapałem się, że po zakończeniu tego skromnego maratonu nie jestem już w
stanie dopasować sceny do filmu. Skleroza? Nie, nie w moim wieku. Problem polega
na braku innowacyjnych pomysłów – szablonowa rozrywka bawi tylko przez określony
czas.
Zapewne wiesz co teraz będzie. Wyżyjemy się, zgnoimy i
zakopiemy żywcem. Nim jednak nadejdzie ten upragniony moment przybliżę Ci nieco
fabułę. Jeśli masz niezłą intuicję to od razu zabierz się za czytanie tego, co
przed chwilą zapowiedziałem.
Prezentuje się to pokrótce tak – pięciu studentów trafia na
całkiem niezłą ofertę wynajmu, której przedmiotem jest ogromny, opleciony bogatą
historią dom. Skoro stosunek ceny do jakości wygląda całkiem nieźle to wnioski,
iż biznes jest przynajmniej dobry nasuwają się im momentalnie. Kilka istotnych
spraw zostało jednak sprawnie zatuszowanych. W tym domu tkwi coś
nadprzyrodzonego. Zaczyna się od prostej historyjki z zegarem, a następnie
podczas swego rodzaju wieczorku zapoznawczego bohaterowie nawiązują kontakt ze
swoimi zmarłymi. Kolejnym etapem jest seria tajemniczych zdarzeń w stylu – ginie
walizka, która jakiś czas temu znalazła się w szafce, mało tego – pod kluczem.
Jest więc jak jest – tendencyjnie aż do bólu.
..Zaprawdę powiadam Wam – umiem pisać rozwlekle. Raz leję wodę,
czasem potrafię napisać dobrych kilka stron cały czas skupiając się na
właściwych płaszczyznach, nie wychodząc nawet przez chwilę poza ich granicę. Tu
jednak nie mam zbyt wielkiego pola do popisu. Opisywany przeze mnie film leży
pod każdym względem. Aktorstwo na wskroś tragiczne. Nawet jeśli całość lepiej
wyglądałaby pod względem fabularnym to tak żałośnie odegranym bohaterom z marszy
życzylibyśmy śmierci. Obsada zaserwowała nam więc pierwszorzędny pokaz, prawie
wszystkie kreacje
są amatorskie, drętwe, bez żadnej finezji, że aż z lubością wspomina się filmy
robione za jeszcze mniejsze pieniądze. Nadaje się to w sam raz do szkół
aktorskich na lekcję zatytułowaną – „Takich błędów nie popełniaj”. Dobrze, że
jest choć jeden wyjątek pod postacią Luke'a Mably'ego, niemniej filmem podobnie
jak wojną rządzą statystyki, jednostka niczego nie zmieni. Drugą sprawą
jest totalny brak napięcia. To czym raczą nas twórcy to jedynie stary zegar,
„korespondencja” z duchami i banalne historie z życia bohaterów pisane piórem
zupełnie pozbawionym atramentu. Historia strasznie nudzi, idę o zakład, że
przeciętny widz, który nie stara się podnieść listy obejrzanych filmów o jedną
pozycję po kilkunastu minutach weźmie się za coś innego, albo przyśnie. Marne
aktorstwo, żałosna opowieść, nuda wciągająca w swój wir niczym tornado to
oczywiście nie wszystko. Na dobicie otrzymujemy zakończenie. Poruszę tą kwestię
stroniąc od zdradzania fabuły – jedno z najmniej lubianych przeze mnie
rozwiązań, nie stosowane jakoś niebywale powszechnie, ale irytujące
niesłychanie.
Całkiem miło pisze się takie recenzje – coś dla wyjątkowo
leniwych. W zasadzie niewiele to wymaga, gdyż odchodzi dobrych kilka aspektów.
Nie muszę użalać się nad zmarnowanym pomysłem, odpada też współczucie aktorom za
to, że marnują swój talent. Po prostu to jeden z tych filmów, których oglądanie
zupełnie pozbawione jest sensu – nic Ci to do życia nie wniesie. Nie można
liczyć ani na pogłębienie wiedzy z dziedziny filmu, czy horroru, ani na
rozrywkę, ani na zabicie czasu... Jest to po prostu pozycja z najgorszej ze
wszystkich półek podpisanej „dla masochistów”.
Ocena: 1/10
Autor recenzji: Michał 'Dusqmad' Jaglarz

Skomentuj recenzję
|
|
|