|
|
Strażnik
Teraz, gdy trochę czasu minęło od obejrzenia przeze mnie tego filmu, nie jestem w stanie powiedzieć, co mnie do niego przyciągnęło najbardziej. Może było to nazwisko Douglasa na ulotce i ono wzbudziło chęć obejrzenia tego obrazu. A może najbardziej zadziałała fabuła, która z opisu wydawała mi się ciekawa. Okazało się, że wcale nie jest interesująca. Doświadczony agent Tajnych Służb, Pete Garrison, wygłasza teorię, że wśród pracowników Białego Domu znajduje się zdrajca, który ma na celu doprowadzenie do zamachu na prezydenta. Jednak musi zrezygnować ze śledztwa, bo pojawia się szantażysta, który grozi ujawnieniem jego romansu z prezydentową. W efekcie dochodzi do oskarżenia Garrisona o romans i zamach na życie prezydenta. Pete ucieka, starając się samemu odnaleźć prawdziwego zdrajcę. Idąc na seans oczekiwałem dużo lepszej produkcji niż obejrzałem, jednak nie można mieć wszystkiego. Aktorstwo w tym filmie zasługuje na wielką naganę, bo wszyscy grają sztywno i nieprzekonująco, co jest już wielką wadą tego obrazu i definitywnie go skreśla. Z takiej fabuły można było zrobić coś lepszego, bardziej porywającego i ciekawego. Tymczasem otrzymujemy rzecz przeciętną, nudną i w ogóle nieciekawą. Scenariusz kuleje, dialogi są koszmarnie nudne. Jeszcze dałoby się to przeboleć, gdyby były jakieś wyjątki, ale nawet takowych nie ma. Przez cały film nie usłyszałem żadnego ciekawego tekstu do śmiechu czy do płaczu - po prostu wszystko jest banalne i zasługuje na naganę. Do połowy filmu zupełnie nic się nie dzieje, można odnieść wrażenie, jakby twórcy robili go ,,na odwal.’’ Później nieco zaczyna przyspieszać, robi się ciekawiej, ale jest to góra dwadzieścia minut filmu, bo sama końcówka jest koszmarna i niezwykle przewidywalna. W zasadzie jest to wszystko nazbyt przekombinowane, lepiej by było zrobić z tego prościutki film do obejrzenia na jeden raz, a tak pozostaje nam spore odczucie niedosytu i niewykorzystanego potencjału. Całość ratuje muzyka, dobra, lecz tylko tyle. ,,Strażnik’’ to produkcja dla zapaleńców, czyli fanów Douglasa, Sutherlanda. Reszta może sobie darować, bo scenariusza nie ma dobrego ani aktorzy dobrze nie grają, a sama Longoria jest po prostu bardzo kiepską aktorką, dlatego też nie rozumiem, w jakim celu oni ją w tym filmie tak pokazują. Zrobienie z niej gwiazdy jest raczej niemożliwe, bo na świecie znajdziemy wiele ładniejszych i zdolniejszych pań. Jak więc mówiłem - można sobie odpuścić. Wiele się nie straci. Ocena: 2/10
Autor recenzji:
Mateusz 'BlackDog' Wolny |
|
|||||