|
|
Świt żywych trupów
Strach - uczucie znajome ludziom... Wywołuje dreszczyk emocji, gęsią skórkę na plecach lub drżenie rąk tak, że trudno jest zrobić cokolwiek. Strach to nierozerwalny element naszego życia. Jeśli nie doświadczamy go na ulicy, w szkole, pracy czy w jakimkolwiek innym miejscu, musimy sięgnąć po coś, co wzbogaci nas o tenże stan psychiczny. Musimy odwołać się wówczas do pomocy speców filmowych od horrorów. To właśnie one przeznaczone są dla tych, którzy chcieliby doświadczyć efektu "bania się". Dlatego wielu z nas posiada listę swoich ulubionych pozycji filmowych, przy których ze strachu obgryza paznokcie. Nie tak dawno na ekrany polskich kin wszedł "Świt Żywych Trupów". Jest to remake filmu o tym samym tytule z 1978 roku. Akcja rozgrywa się kilka dni po wydarzeniach znanych wielu
widzom z „Nocy Żywych Trupów”. Pewnego spokojnego, słonecznego dnia pielęgniarka
Ana wraca z pracy do domu. Tam zastaje kochającego męża oglądającego telewizję.
Nadchodzi noc. Nagle Ana się budzi i widzi w drzwiach swojej sypialni
dziewczynkę z sąsiedztwa, która jest cała zakrwawiona. Kobieta budzi swojego
męża i dzwoni po pomoc. Niestety, mała słodka istotka zaczyna zachowywać się
niczym nieokiełznane zwierzę i gryzie męża pielęgniarki. Niebawem i on
przeistacza się w to samo - zombie. Ana nie ma wyjścia, musi uciekać i
pozostawić wszystko, co ma. Wychodząc na zewnątrz, widzi, że w okolicy panuje
panika. Wszyscy do wszystkich strzelają, a połowa osób zachowuje się jak jej
mąż. Dziewczyna ucieka stamtąd najszybciej jak może. Media nie wiedzą, co się stało. Ana, słuchając radia, dowiaduje się, że może to być jakiś wirus, który atakując ciało człowieka, powoduje u niego zanik funkcji mózgu. Zarażone istoty można zabić tylko w jeden sposób - strzelając im w głowę. Samotna pielęgniarka nie wie już, co robić. Nie ma pojęcia, kto może być chodzącym trupem, a kto normalnie żyjącym człowiekiem. Kiedy jej samochód rozbija się, na swojej drodze spotyka grupkę ludzi, którzy przeżyli plagę i nie zostali zaatakowani. Razem kierują się w stronę opustoszałego centrum handlowego, w którym mogą znaleźć jedyne bezpieczne miejsce. Czy aby na pewno? Pierwszą rzeczą, na którą zwracamy uwagę, są z pewnością efekty specjalne. Szczerze powiedziawszy, twórcy się nie popisali. Całość nie prezentuje się okazale, jest po prostu normalnie. Zombie pokazane są w sposób niezbyt oryginalny jako okrwawieni ludzie z sińcami, chętni ugryźć każdą żywą istotę. Nie robi to już takiego wrażenia jak kiedyś. Plusem jest natomiast fakt, iż „nieumarli” wyglądają tutaj znacznie lepiej niż w „Resident Evil”. Poza wyglądem nieżywych do efektów specjalnych należy również cała gama innych rzeczy. Eksplozje, śmierć ludzi itd. zostały tu należycie pokazane i chociaż nie prezentują wysokiego poziomu, to zadowolą tych widzów, którzy nie potrafią oglądać filmów z lat 70-tych. "Świt Żywych Trupów" zawiera to, co typowy horror mieć
powinien. Jest masa potworów, które niosą spustoszenie w miejscu, gdzie znajdują
się bohaterowie oraz wartka akcja: wiele strzałów, bieganin i walk o życie.
Dodatkowo film posiada momenty, sprawiające, iż widz może nieraz podskoczyć w
fotelu. Szkoda tylko, że owe chwile są bardzo przewidywalne. Typowy horror
posiada również elementy humorystyczne. Tutaj z pewnością ich nie zabrakło.
Niektóre dialogi wywołują chichot, co idzie w parze z rozluźnieniem napiętych
nerwów. Są również sceny tak skonstruowane przez twórców, aby powodowały
niekontrolowane wybuchy śmiechu i wyprowadzały nas z odpowiedniego klimatu. Film posiada bardzo schematyczne zakończenie, które mi osobiście nie przypadło do gustu. Oto po raz kolejny dowiadujemy się, iż jeden bohater musi się poświęcić dla dobra pozostałych. Nie ma elementu zaskoczenia ani wzruszenia. Wątek miłosny nie zaistniał w tym filmie w ogóle. O jakimkolwiek uczuciu dowiadujemy się dopiero na końcu. Takie dalekie odejście od tematu powoduje, że gubimy własne myśli w całej tej przygodzie, a tak być nie powinno. „Świt Żywych Trupów” to typowy horror. Nie wnosi żadnych nowości do gatunku ani nie wzbudza wielkiego entuzjazmu. Ale film zdecydowanie zły nie jest. Da się go oglądać, można się pośmiać, przestraszyć, a chwilami nawet mocno wbić swoje paznokcie w fotel, co spowodowane jest odpowiednim klimatem i wspomnianymi momentami, które, mimo, iż przewidywalne, to jednak zaskakują. Szkoda tylko, że "trupy" ukazane w tym filmie jakoś specjalnie nas nie straszą. Jako remake film również przedstawia się dobrze. Efekty specjalne prezentują się nieźle, a aktorzy, choć bez żadnych rewelacji, zostali odpowiednio dobrani. Film ten nie będzie jakoś wyjątkowo wspominany. Po obejrzeniu można porozmawiać z kumplami na temat fabuły, akcji, ale następnego dnia wrażenia nie będą już takie ekscytujące. "Świt Żywych Trupów" jest po prostu filmem na jeden chłodny, jesienny wieczór.
Autor recenzji:
Michał 'Miguel' Kurowski |
|
|||||