|
|
Testosteron
Ich siedmiu. Siedmiu wspaniałych. Spotykają się na ślubie, który „prawnie i sakramentalnie” nie doszedł do skutku. No ale to nie jest przecież powód, żeby odwoływać tak nieźle zapowiadającą się imprezę. Co to to nie! A towarzystwo mamy wręcz doborowe: pan młody- „papież polskiej ornitologii”, jego przyrodni brat sztywny jakby połknął kij od miotły, ojciec ociekający hormonem, specjalista od spraw damsko-męskich w osobie kelnera, znajomy panny młodej - gitarzysta popularnego zespołu, nieśmiały naukowiec i początkujący dziennikarz, który przypadkiem stał się ofiarą całego zamieszania. Spotykają się, żeby, jak to faceci, obić parę mord, wypić hektolitry wódy i pogadać o kobietach. Albo, żeby pozostać bliżej stylistyki filmu - o dupach. Swoją drogą, to te wesela coś bardzo często stają się u nas zapowiedzią wydarzeń i rozmów, które normalnie pewnie by się nie wydarzyły. Skoro bohaterami są faceci i gadają o dupach, to wiadomo, że
tylko w jednym aspekcie, toż im się wszystko z jednym kojarzy (i bardzo dobrze).
Tak więc manifestu z enumeratywnym wyliczeniem skarg i zażaleń na płeć piękną
nie będzie, zresztą gdyby był, to już dawno wiedzielibyśmy o tym od wojujących
feministek pikietujących pod kinem, co nie zmienia faktu, że film ogląda się
bardzo, bardzo przyjemnie. Każdy z nich ma za sobą co najmniej jedno życiowe
niepowodzenie związane z kobietami, częstokroć bardzo poważne i bolesne, o
którym prędzej czy później zacznie opowiadać współtowarzyszom. Ciekawe, czy to
wynik naprawdę mocno zranionych uczuć, urażonej dumy, czy potwierdzi się teza,
że mężczyźni gorzej znoszą cierpienie, jeśli nie stoi za nimi podniesiony poziom
adrenaliny. Powoli uda im się przełamać pewną barierę, która dla kobiet
przeważnie jest nie do zrozumienia, a wynika z dużych różnic w wychowaniu
polegających na braku umiejętności rozmawiania o emocjach. Oni, nawet jeśli
przyznają, że kochali i zostali oszukani w bardzo perfidny sposób, zupełnie nie
pasujący do tego delikatnego, wrażliwego stereotypu kobiety, to szybko sprowadzą
temat na seks, który da im większy dystans i zejdzie z bardzo ciężkiego i
niewygodnego tematu. Bardzo wymowna scena, kiedy Fistach opowiada, jak okłamała
go i zostawiła ukochana kobieta, jak pozbawiła go wszelkich złudzeń, jak bardzo
interesownie potraktowała jego poważne plany, to jedyny komentarz, który pada po
chwili milczenia, też dotyczy seksu, bo o tym mówić im łatwiej. Ciężko ocenić, na ile ten film przypomina rzeczywiste Polaków
o Polkach rozmowy, w każdym bądź razie, jeśli prawdziwe męskie imprezy tak
wyglądają, to ja chcę na jedną pojechać. „Testosteron” nie jest filmem wybitnym, kultowym, bardzo prawdopodobne, że nie znajdzie się w historii kinematografii polskiej na czołowym miejscu, ale zapewnia naprawdę bardzo fajną rozrywkę. Uciekającą co prawda w bardzo proste myślenie i takową niewyszukaną tematykę, ale jak widać po reakcjach ludzi w kinie - to się przyjmuje. Rzeczywiście, w kinie polskim trochę brak nam alternatywy, mamy albo kiczowate romantyczne opowiastki, albo filmy, co prawda na wysokim poziomie, które przeciętnego widza pchają powoli ku decyzji o rychłym odebraniu sobie życia. Dwie są sceny, które rewelacyjnie oddają cały film. Sama
sekwencja początkowa z czołówką i potem ponoć rzeźbą ponoć artysty, za to na
pewno ustawiona niebezpiecznie blisko kibla i sikająca farbami: pokręcona,
zwariowana, nienormalna. I aż chce się więcej. Nawet pomimo tego, że obiektywnie
patrząc, fabuła tutaj jest w ilościach śladowych, co nie zmienia w żadnym
stopniu tego, że z ekranu aż cieknie od pozytywnych emocji, fajnych doznań,
błyskotliwych chwytów, a to wszystko okraszone wpadającą w ucho muzyką, której
pewnie słuchać bez podkładu wizualnego nie będzie się chciało, ale w połączeniu
z nim dodaje energetycznego polotu i niesie dalej.
Autor recenzji:
Anna 'Ocky' Muzyka |
|
|||||