|
|
Vinci
"- Chcesz wiedzieć, po co przyszedłem? W poprzednim miesiącu przy okazji recenzowania "Dnia świra" narzekałem na stan polskiej kinematografii w ostatnich latach. Chyba muszę zmienić zdanie o polskich filmach, gdyż jest to już druga dobra produkcja jaką oglądam w ostatnim czasie. Najpierw dobry "Dzień świra" (odsyłam do recenzji), a teraz kolejne miłe zaskoczenie - "Vinci". "- Zna się też pan na winach. Historia opowiada o gangsterze zwanym Cuma, odsiadującym
właśnie wyrok w więzieniu. Mimo tego, iż do zakończenia odsiadki pozostał mu
jeszcze rok, zostaje wypuszczony wcześniej ze względów zdrowotnych. Zwolnienie
załatwił mu jego zleceniodawca - Gruby. Okazuje się, że Gruby ma dla Cumy bardzo
ważne zadanie - ma ukraść pewien obraz. Jaki? „Damę z łasiczką” Leonarda da
Vinci! Cuma nie załamuje się mimo tego, że zadanie jest niewykonalne. Wybiera
się do starego znajomego - Juliana (vel Szerszeń), w celu uzyskania pomocy. Wraz
z nim wpada na pewien bardzo niekonwencjonalny pomysł. Postanawiają poszukać
pomocy u starego znajomego - Hagena. Człowiek ów jest jednym z najlepszych...
fałszerzy obrazów. Hagen wkręca do całej akcji swoją koleżankę po fachu - Magdę.
Jej zadaniem jest sfałszowanie „Damy z łasiczką”. Wraz z Hagenem knują oni
jednak swój plan... Do, i tak już zakręconej sytuacji dołącza się komisarz Wilk,
który bez przerwy patrzy Cumie na ręce. Historia to niebanalna, trzeba przyznać. Najważniejsze jest to, że intryguje i wręcz zmusza do obejrzenia filmu. Ja, gdybym nie wiedział, jak przedstawia się fabuła w "Vincim" pewnie w ogóle filmu bym nie obejrzał. Gdy jednak dowiedziałem się, że ktoś chce ukraść „Damę z łasiczką”... Przecież to musi być ciekawe! Nie pomyliłem się, gdyż to właśnie fabuła jest główną siłą filmu. W dalszej części rozkręca się ona jeszcze bardziej, mamy jeszcze więcej akcji oraz humoru. Wielki plus za tę historię! "- Wiesz dlaczego marynarze admirała Nelsona byli niezwyciężeni? Bo płacili im od zwycięstwa. Nie myśleli, że zginą, tylko co sobie później za to kupią." Kolejny aspekt, która mnie zachwycił, to aktorstwo. Stary, dobry Jan Machulski jak zwykle nie zawodzi (bo czy kiedyś zawiódł?). Swoją rolę świetnie spełniają również młodzi, dopiero początkujący aktorzy. Najbardziej spodobały mi się role Borysa Szyca i Kamili Baar. Ci aktorzy, przynajmniej według mnie, mają już zapewnioną przyszłość w kinie. Dobrze spisuje się też Robert Więckiewicz. Odniosłem dziwne wrażenie, że rola przebiegłego złodzieja dobrze do niego pasuje... Jeśli miałbym wymienić słabsze osoby z obsady, będą to Marcin
Dorociński i jego ekipa z posterunku. Ich życie bez wątpienia jest wątkiem
komediowym, jednak wydaje mi się, że ich role są troszeczkę 'sztuczne'. Mimo
wszystko zabójczo wyglądają w sportowych strojach (tę scenę po prostu trzeba
zobaczyć). "- Mmmm... Spagetti! Kolejna rzecz, czyli scenariusz. Tak w kilku słowach: błyskotliwy, inteligentny, z zaskakującą końcówką. I już wiecie wszystko :) A tak na serio, to, zaraz obok fabuły, jeden z lepszych elementów filmu. W niektórych momentach teksty bohaterów wręcz zwalają z nóg. Nie jest to przełom na miarę "Seksmisji", jednak śmiało można go określić epitetem 'bardzo dobry'. Niektóre osoby mogą nie zgodzić się z moją oceną. Ja nie sądzę, że jest zbyt wysoka, gdyż jest to jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat. Jak dla mnie przebija nawet "Dzień świra". Tam wszystko opierało się na bluzganiu, obelgach, wykorzystywaniu itp. Tutaj mamy trochę spokojniejszy humor, który jednak bardziej mi odpowiada. "- Czemu ty zawsze mówisz Vinci, a nie da Vinci? Stawiam dziewiątkę. Według mnie w pełni zasłużoną, gdyż jest to jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat. I pewnie długo pozostanie na tej pozycji... Ocena: 9/10
Autor recenzji:
Mateusz 'Koklet'
Łucyk |
|
|||||