|
|
Wehikuł czasu
Prawnuk wyreżyserował film na podstawie powieści swojego pradziadka. Muszę przyznać, że to dość chwytliwa reklama filmu. Takie podejście może rodzić zaufanie do reżysera, że nie wypaczy on idei swojego pradziadka, że ją zrozumie, a przez to powstanie film wierny literackiemu pierwowzorowi. Powstaje pytanie o to, czy zabieg ten się udał. Film pt. Wehikuł czasu jest adaptacją powieści H. G. Wellsa
pod tym samym tytułem. Fabuła filmu prezentuje się następująco. Młody naukowiec,
Alexander Hartdegen konstruuje wehikuł czasu, lecz osobista tragedia, jaką jest
śmierć jego narzeczonej, zmusza go do przyspieszenia. Chce się cofnąć się w
czasie i zapobiec śmierci swojej ukochanej. Nie udaje mu się to jednak. Chcąc to
wszystko zrozumieć, postanawia przenieść się w przyszłość. Wskutek pewnego
wypadku przenosi się ponad 800 tysięcy lat do przodu. Ludzkość cofnęła się w
rozwoju i podzieliła się na dwa obozy: Eloi i Morloków. Pierwsi są ofiarami, a
drudzy myśliwymi. Alexander postanawia nakłonić Eloitów do walki z Morlokami. Największym atutem filmu są kapitalne zdjęcia oraz muzyka. Wizualnie film wygląda nieco jak baśniowe produkcje Hallmarku. Jeśli chodzi o muzykę, to według mnie jest to jedna z najlepiej skomponowanych ścieżek dźwiękowych w historii kina. Miejscami muzyka przypomina pewne utwory skomponowane przez zespół Adiemus. Dobrze wypadły też efekty specjalne i sam wehikuł czasu. Minusem tego obrazu jest jego nijakość i wypaczenie idei Wellsa. Trudno powiedzieć, jaka jest jego główna idea. Jest on dobrą rozrywką i przypuszczam, że tylko po to został zrobiony. Rażą pewne rozwiązania, jak choćby wygląd Eloi. W książce są to niscy ludzie o bladej skórze, w filmie to normalni ludzie o ciemnej skórze. Nie widać też Wellsowskiego pesymizmu, który jest dość charakterystyczny, szkoda. Mimo to "Wehikuł czasu" uważam za kawałek dobrej rozrywki i tylko tak postrzegam ten obraz. Może to i dobrze, że prawnuk Wellsa nie pokusił się o zrobienie jakiegoś ambitnego dzieła. Czasami robienie jakiegoś ambitnego obrazu jest niczym innym, jak tylko męczeniem widza. Z drugiej jednak strony samo dzieło literackie Wellsa aż się prosi o wierność ideom autora. Podsumowując: co do tego dzieła mam mieszane uczucia. Z jednej strony przyjemnie się go ogląda, by z drugiej poczuć się lekko zniesmaczonym faktem, że prawnuk nie poradził sobie z dziełem swojego znanego przodka. Ocena: 4/10
Autor recenzji:
Paweł Głód |
|
|||||