|
|
Wierny ogrodnik
Imię róży Praktycznie codziennie prasa informuje nas o tragicznej sytuacji ludzi żyjących w krajach Trzeciego Świata”. Jesteśmy „karmieni” przerażającymi zdjęciami nagich, głodnych i chorych dzieci, pokazuje się nam jak bardzo nasze życie różni się od tego, które wiodą masy niedożywionych ludzi. Owszem, współczujemy im, czasem rzucimy drobne na składkę i wciąż mówimy sobie, „co ja mogę?”. Takie pytanie zadawał sobie także Justin Quayle, brytyjski dyplomata pracujący w Kenii. Do czasu. Pewnego dnia dowiaduje się, że jego zafascynowana akcjami pomocy Afryce żona Tessa oraz jej przyjaciel Arnold zostali zamordowani. Mężczyzna powoli zdaje sobie sprawę, że ukochana ukrywała przed nim coś bardzo niebezpiecznego. Justin zaczyna odkrywać tajemnicę, w którą wmieszana jest bardzo poważna firma farmaceutyczna... Najnowsze dzieło Fernando Meirellesa nie jest jednak, co może
wynikać z opisu, filmem akcji. Wręcz przeciwnie. W „Wiernym ogrodniku” wszystko
dzieje się bardzo powoli; każdy kadr, który przechodzi nam przed oczami od
początku do końca wykorzystuje czas dany mu przez reżysera. Bowiem to nie
historia jest najważniejszą częścią filmu, ale przekaz, który za jej
pośrednictwem dociera do widza. Nie mogę jednak zgodzić się z osobami
uważającymi ten film za nudny, ja podczas projekcji nie nudziłem się ani przez
chwilę. Głównie dlatego, że film nie jest opowiedziany do końca w tradycyjny
sposób, przedstawiane wydarzenia przeplatają się ze sobą zaprzeczając logice,
wcześniejsze kadry okazują się późniejszymi i na odwrót. Wszystko jednak
przedstawione jest tak, aby widz sam mógł szukać rozwiązania, szkieletu
konstrukcji. Dla osób, które niczym bohater podejmą takie wyzwanie, szukania
prawdy w filmie na własną rękę z pewnością wyjdą z seansu z poczuciem, że
zobaczyli coś bardzo ważnego i niebanalnego. Z drugiej strony Meirelles mógł
pokusić się o większy nacisk na sensacyjny ton filmu. Absolutnie nie mam na
myśli przemienienia filmu w tanią sensację, ale gdyby rozwinąć wątek
działalności Tess, dodać do niego trochę większą dawkę tajemniczości, film z
pewnością by na tym skorzystał. Połączenie klimatu filmu i trochę innego
podejścia do akcji byłoby zadaniem bardzo trudnym, jednak wykonalnym, a nadałoby
obrazowi naprawdę wyjątkową formę. Mimo to produkcję i tak możemy zaliczyć do pewnego rodzaju „unikatów”, a to dzięki niezwykłemu klimatowi, na który składają się znakomite, choć nierówne, zdjęcia Césara Charlone'a’a, idealnie dopasowane do realiów filmu. Ciekawy jest także montaż, chociaż miejscami miałem wrażenie jakby ktoś na siłę chciał go udziwnić, aby wydał się atrakcyjniejszy. Natomiast bez żadnych „ale” pochwalić mogę muzykę Alberto Iglesiasa, który po raz kolejny udowadnia, że może śmiało konkurować z najlepszymi amerykańskimi kompozytorami. Jego praca została nagrodzona nominacją do Oscara, moim zdaniem ze wszech miar zasłużoną. Bardzo dobrze spisali się także główni aktorzy filmu: Ralph
Fiennes i nagrodzona złotą statuetką Rachel Weisz. Fiennes wyjątkowo mnie nie
irytował, bo chociaż uznaję jego talent, to nie mogę się przekonać do jego
osoby. Tymczasem stworzona przez niego kreacja bardzo mi się spodobała, mało w
niej zgrzytów czy przesadzonych momentów (jak scena płaczu). Z nieukrywanym
zadowoleniem przyglądałem się także Rachel, którą dla odmiany bardzo lubię.
Aktorka pokazała, że jest nie tylko bardzo piękna, ale i utalentowana. Po
występach w niekoniecznie mądrych produkcjach jak „Mumia Powraca” czy „Constantine”
w końcu wybrała ciekawą rolę i wykorzystała ją do pokazania swych umiejętności.
Przed galą bardzo dużo się mówiło jak wiele pracy aktorka włożyła w kampanię
poprzedzającą rozdanie nagród. I jest w tym dużo prawdy, jednak to także działa
na korzyść Weisz, która zrozumiała swoją rolę i co więcej umiała ją „sprzedać”. Jednak to, co tak naprawdę powinno skłonić Was do zobaczenia filmu to jak już wspominałem przekaz, który poraża swoją brutalnością. Pokazuje nam bowiem, jak codziennie miliony ludzi są wykorzystywane dla zaspokojenia żądzy zysku. Film naprawdę daje do myślenia, w trakcie jego smakowania zastanawiałem się ile ja gotów byłbym zrobić, aby pomóc. Czy miałbym w sobie tyle siły i odwagi co Tessa? „Wierny ogrodnik” porusza temat, o którym większość z nas chciałaby zapomnieć; problem głodnych, poniżanych i wykorzystywanych dzieci, nastolatków i dorosłych. Obraz pokazuje do czego doprowadziła ignorancja i apatia bogatych krajów wobec biedy innych. Film obnaża zakłamanie wielkich korporacji, lekarzy oraz absolutny brak koordynacji w świadczeniu pomocy, pochłaniającej miliony dolarów, które zwyczajnie „rozpływają” się do kieszeni pewnych osób. Ale przedstawia także kilkoro zwykłych ludzi, którzy nie boją się podjąć odważnej i niebezpiecznej próby uratowania cierpiących obywateli państw „rozwijających się”, często oddając za to życie. Gorąco polecam „Wiernego ogrodnika” absolutnie każdemu,
bowiem takiego filmu za żadną cenę nie można przegapić. Bardzo ważny temat
został przedstawiony w naprawdę niebanalny i świadomy sposób. Będą osoby, które
po seansie skrytykują film pod wieloma względami, argumentując, że jest nudny,
naciągany, przesadzony. Lecz takie opinie świadczą o niedojrzałości filmowej
tych widzów. Ja oglądając „Wiernego ogrodnika” miałem wrażenie, że biorę udział
w czymś naprawdę ważnym i oby to wrażenie i wam się udzieliło.
Autor recenzji:
Czarek 'Ovë' Czartoryjski |
|
|||||