| |
|
Za drzwiami
sypialni
 |
Tytuł oryginalny: In the Bedroom
Reżyseria: Todd Field
Scenariusz:
Robert Festinger, Todd Field
Zdjęcia:
Antonio Calvache
Muzyka:
Thomas Newman
Produkcja: USA
Gatunek: Dramat/Obyczajowy
Data premiery (Świat): 19.01.2001
Data premiery (Polska): 20.09.2002
Czas trwania: 130 minut
Obsada: Tom Wilkinson, Sissy Spacek, Nick Stahl, Marisa Tomei,
William Wise, William Mapother
|
Samotność w wielkim
domu
Film ten pięknie ewoluuje. Początkowe sceny wskazują na to, że
będziemy mieć do czynienia z dramatem rodzinnym, a główna oś akcji będzie się
sprowadzać do nieakceptowanego przez rodziców związku syna ze starszą kobietą.
Po momencie kulminacyjnym, którym jest zabójstwo syna, nie mamy wątpliwości, że
to o bólu, cierpieniu i samotności rodziców, ich wielkiej bezradności, a także o
problemie winy i kary będzie mówił ten obraz. Film zaczynający się jak typowy,
wyświetlany co środa w cyklu ''Z życia wzięte'' dramat, przekształca się w
porażające studium człowieczeństwa, sprawiedliwości i miłości.
Kim są bohaterowie? Ruth i Matt Fowlerowie to jedna z wielu
amerykańskich średnio zamożnych rodzin, cieszących się szacunkiem w małym
miasteczku, w którym mieszkają. Ona- zasadnicza i odpowiedzialna nauczycielka
śpiewu, on- nie pozbawiony humoru i odrobinę infantylny lekarz, uwielbiający w
czasie lunchu łowić raki. ''Typowa'' amerykańska familia.
Prawdziwy dramat zaczyna się, gdy w wyniku zabójstwa (wypadku?) ginie ich jedyny
syn - Frank. Proszę zwrócić uwagę na dwie sceny tuż po pogrzebie chłopaka, dwa
parosekundowe, oderwane od reszty filmu epizody. W pierwszym widzimy wchodzącego
do pokoju Matta, który po chwili naleje żonie herbatę i usiądzie przez
telewizorem, w drugim zaś patrzącą na męża koszącego trawę Ruth. Film jest w
dużej mierze zbudowany z takich właśnie scen - krótkich, niemych epizodów
ukazujących parę głównych bohaterów przy domowych zajęciach, przy pracy, w
czasie lunchu. Jest w tych scenkach coś niepokojącego, coś niedefiniowalnego.
Dawno w kinie nie widziałem tak intensywnego podkreślenia alienacji bohaterów,
ich samotności w przezwyciężaniu bólu. Nikt- żaden najlepszy nawet przyjaciel,
żaden ksiądz, nie są w stanie pomóc w zmierzeniu się z tak wielkim ciężarem
jakim jest śmierć syna. Nikt - nawet współmałżonek, przeżywający przecież to
samo. Matt i Ruth nie odsuwają się od ludzi, pragną ich bliskości, chcą być może
wykrzyczeć im wszystko to o czym myślą, co czują. Ale mają także świadomość, że
to im wcale nie pomoże, wręcz przeciwnie- przerzucenie ciężaru cierpienia na
inną osobę sprawia, że jest nam o wiele trudniej, bo traktujemy je w rodzaju
pokuty, którą tylko MY musimy nosić.
Gorzką eksplozją napięcia od początku kumulującego się w
bohaterach jest scena kłótni między małżonkami, jest ona także świadomym
wyrzuceniem wszystkich skrywanych dotąd uczuć. Gdy Folwerowie uświadamiają
sobie, że wspólne oskarżanie się nie ma sensu, wtedy wydaje się, że zmieniają
optykę patrzenia na śmierć ukochanego Franka. Niczym w greckiej tragedii rozum
przezwycięża serce, będące tutaj synonimem działania opartego na emocjach.
Konsekwencją tego zwycięstwa będzie szczegółowo zaplanowana zemsta na mordercy
syna.
Jest w tym filmie też trzecia bardzo ważna postać - Natalie, sympatia Franka.
Starsza od niego, z dwójką dzieci z poprzedniego związku, od początku wzbudza
mieszane uczucia państwa Fowlerów. Wydaje mi się, że Field bardzo jasno określa
powód wyeksponowania tej postaci- ma ona być synonimem winy. Tak też myśli Ruth
Fowler, która nie okazuje żadnego współczucia, ani miłosierdzia przed kojąca się
dziewczyną. Czarę goryczy przelały zresztą zeznania dziewczyny (zauważmy, że
była to jedyna scena z sądu, podkreśla to niesamowitą wagę tego epizodu), które
mogą stać się przyczyną uniewinnienia mordercy. Natalie jest tutaj postacią
podobną do Heleny z ''Iliady'' Homera. To ona stała się zarzewiem konfliktu,
który doprowadził do tragedii, dlatego też w pewnym sensie nosi na sobie brzemię
winy.
Film Fielda ma niestety kilka wad. Są tu zupełnie
niepotrzebne sceny (z dziewczynką sprzedającą czekoladki), dialogi również nie
są najmocniejszą stroną tego obrazu (szczególnie rozmowy początkowe), zdjęcia są
jedynie poprawne. Jednak gdyby zrezygnować ze spojrzenia ''technicznego'',
należy uznać debiut Todda Fielda za film niezwykle udany, przemyślany i
doskonale skonstruowany, a także świetnie obsadzony - Sissy Spacek w genialnej
roli Ruth potwierdza, że jest jedną z najwspanialszych aktorek swojego
pokolenia, a w całej filmografii Toma Wilkinsona nie znalazłem lepszej roli niż
kreacja Matta Fowlera. Oboje zresztą (także Marisa Tomei za sugestywną role
Natalie) otrzymali nominacje do Oscara.
Autor recenzji:
Darek "DaKa" Kałan
Skomentuj recenzję
|
|
|