|
|
Zaplata
Akcja filmu toczy się w przyszłości, tym razem motywem głównym jest wnikanie do ludzkiej pamięci, panowanie nad umysłem i usuwanie wszelakich zawodowych wspomnień, które mogłyby się przyczynić do zdradzania firmowych tajemnic. Na pierwszym planie mamy postać Michaela Jenningsa – geniusza w dziedzinie elektroniki, który ciągle poszerza jej horyzonty. Po wykonaniu każdego zadania jest poddawany wyczyszczaniu pamięci. Zwykle nie poświęca zbyt długiego okresu czasu danemu projektowi. Tym razem otrzymuje jednak dużo inną propozycję – trzy lata i gruba kasa. Oczywiście wchodzi w to. Jednak gdy po wyczyszczeniu pamięci ma odebrać zapłatę okazuje się, że sam się jej zrzekł, a zamiast tego otrzymuje kopertę, w której znajdują się osobiste przedmioty. Co tu jest grane?
Mimo to, że film jest ekranizacją opowiadania Dicka raczej brakuje tu świeżych i
ciekawych tematów do przemyśleń. Sam pomysł na ingerowanie w ludzką pamięć to
nic nowego. W końcu tematyka poruszana była już dobrych kilka razy. Może nie
jest jakoś strasznie wyeksploatowana, ale wpływa to na fakt, że film nawet w
najlepszym wydaniu nie mógłby być czymś na miarę „Blade Runnera”, czymś co
stanowiłoby również posiłek dla umysłu. Właściwie spotkałem się z wieloma takimi
porównaniami, które bynajmniej nie mają w tym przypadku sensu. Jak to wszystko prezentuje się pod względem aktorstwa? – takie pytanie może zadawać praktycznie każdy, kto ujrzy w obsadzie nazwisko Bena Afflecka. Odtwórca głównej roli spisuje się jednak o wiele lepiej, niż w kilku poprzednich filmach ze swoim udziałem. Mniej, niż zazwyczaj irytuje swoją grą, choć miewa tu lepsze i gorsze momenty. Ponoć pierwotnie w tej roli miał wystąpić Matt Damon, jednak zrezygnował, gdyż film jest dość podobny do "Tożsamości Bourne'a". Z całej obsady najlepiej spisuje się Uma Thurman, która wcielając się w Rachel jest naturalna w relacjach, a jednocześnie świetnie się spisuje w scenach pościgów i strzelanin.
Bez wątpienia „Zapłata” należy do filmów, które nie ustrzegły się kilku
grzechów. Jak wpływają one na całość? Znikomo. Najbardziej zadziwiające jest tu
to, że John Woo pomimo, że nie stworzył jakiegoś rewelacyjnego dzieła oczarował
widza. Po seanse bardzo miło wspomina się film, który tak naprawdę jest kolejnym
solidnym rzemiosłem mistrza kina akcji. Oglądać, czy nie? Jeśli go pominiecie
nie stracicie wiele, jeśli zaś zdecydujecie się oglądnąć czeka Was naprawdę
przednia zabawa. Rozumiecie więc zapewne o co mi chodzi – średnia rzecz, a
jednak cieszy. Ocena: 7/10 Autor recenzji: Michał 'Dusqmad' Jaglarz |
|
|||||