|
|
Dariusz 'Kevin Lomax' Borawski Moja przygoda z filmem Trochę się zbierałem z napisaniem tego artykułu... Wydaje mi
się to logiczne, gdyż co jak co, jest to jakieś podsumowanie. Od dzieciństwa
siedziało się przed telewizorem... Mój dziadek uwielbiał po powrocie do domu usiąść wygodnie w fotelu, zapalić jakiegoś taniego papierosa i ze szklanką kawy w ręku spytać: "Darek! Co dziś w telewizji?" Nigdy nie kupował programu telewizyjnego... Zawsze miał mnie, a ja byłem w zastępstwie telegazety. Pierwsze filmy oglądałem właśnie w towarzystwie dziadka. Z czasem kupił nowy telewizor i magnetowid i o ile wcześniej byłem maniakiem na siedzenie przed telewizorem to mając magnetowid i wypożyczalnie pod blokiem stałem się juz znawcą! To nie ja nadganiałem z oglądaniem nowości filmowych, tylko właściciel wypożyczalni z ich nabywaniem, bo nie miał filmu (dobrego filmu) którego bym nie widział przynajmniej trzy razy. Najciekawsze były poniedziałki w drugiej klasie podstawówki,
bo lekcje zaczynały się dopiero o 12 więc rano można było znów obejrzeć to co
zafascynowało w niedziele wieczorem. Pierwsze filmy Jean Claude'a, "Moonraker" i
"Licencja na zabijanie"... Z czasem wchodziły kolejne kanały telewizyjne. Wyświetlane były filmy o których wcześniej nawet nie miałem pojęcia. Trzeba było nadrabiać zaległości. Byłem zapisany w czterech wypożyczalniach... Koledzy się wpieniali, bo wypad z Borsukiem po film kończył się godzinnym łażeniem między regałami a i tak zawsze wychodziliśmy z "Bad Boys" - jednym z filmów widzianych nie kilka, nie kilkanaście ale z całą pewnością kilkadziesiąt razy. Canal+ emitował w czasie niekodowanym "The fresh Prince of Bel - Air". Widziałem wszystkie odcinki dwa razy. Zacząłem od przypomnienia sobie jak to sie zaczęło i to było
chyba dobre posunięcie. Po takiej reminiscencji bez przeszkód mogę stwierdzić,
że nie ma konkretnego filmu który mną wstrząsnął i zmienił moje spojrzenie na
kinematografię, produkcję i całą resztę, lub który tym wszystkim zafascynował.
Turlałem się ze śmiechu Na "Indiana Jones i Świątynia
zagłady", szczerze sie wystraszyłem na "Szóstym zmyśle", znałem na pamięć "Bad
Boys", a "Grease" pamiętałem w której minucie będą śpiewać i z reguły omijałem
resztę filmu. W jakiś sposób Każdy z obejrzanych filmów jakoś na mnie wpłynął. Potrafię prowadzić godzinna dyskusje na temat jakiejś produkcji używając tylko cytatów. Przyznam, że całość, jak to teraz przeczytałem brzmi jak
przechwałki kogoś z początkiem psychozy maniakalnej ale w końcu miało być o
filmach. Nie mam bladego pojęcia jak miał brzmieć ten - pozwolę sobie
nazwać go artykułem (kolejne, jeśli nastąpią, będą lepsze). Chciałem napisać w
najprostszy sposób o tym co mnie fascynuje. Wiem tez, że komuś kto to czyta
udało się dojść aż tutaj i choć szczerze mu współczuje to cholernie mi miło. |
|
|||