Dariusz 'Kevin Lomax' Borawski

"Jestem Legendą we własnym umyśle" - C. Slater - Pump up the Volume
"Miłość? Z chemicznego punktu widzenia takie samo uczucie daje zjedzenie tabliczki czekolady." - John Milton (Al Pacino) - Adwokat diabła


Mail: kevinlomax@o2.pl
gg: 1242491

Miejsce zamieszkania: ul. Warszawska 51 05-119 Legionowo
Data urodzenia: 04.10.1983
W serwisie od: [uzupełniam ja]
Funkcja w serwisie: redaktor

Filozofia: Prawo Couglina (Coctail)
Zainteresowania: Filmy, Książki, Informatyka
Muzyczne upodobania: SOAD, Metallica, Łona, Guano Apes, Skunk Aanansie, Skin,

Ulubione filmy: Adwokat Diabła, Więcej Czadu, Coctail, Bad Boys, One Fine Day, Skazani na Shawshank, Od zmierzchu do świtu, MAll Rats, Chasing Amy, Dogma, Oscar i wiele wiele innych ale na to potrzebny byłby oddzielny plik...
Najgorzej wspominane filmy: Pawiator, Gangi Nowego Yorku, Uciec ale dokąd (Naliczyłem aż 7 bezsensownych wątków)
Ulubieni aktorzy/aktorki: Morgan Freeman, Will Smith, Al Pacino, Angelina Jolie, Jerzy Stuhr, Kevin Smith, Marisa Tomei
Ulubieni reżyserzy: Kevin Smith, M.Night Shyamalain (szczerze, to nigdy nie mogę przeliterować jego nazwiska)
Ulubieni scenarzyści: Kevin Smith
Ulubiony gatunek: Komedia/sensacja
Ulubiony bohater filmowy: Kevin Lomax

Moja przygoda z filmem

Trochę się zbierałem z napisaniem tego artykułu... Wydaje mi się to logiczne, gdyż co jak co, jest to jakieś podsumowanie. Od dzieciństwa siedziało się przed telewizorem...
Lata osiemdziesiąte gdzie dwa kanały publiczne starają się puszczać nowości...
Filmy które do tej pory siedzą w głowie dorosłego już człowieka...
Pierwsza część "Indiana Jones", leżenie plackiem na podłodze i wpatrywanie się w starego Elektrona...
Drugą część puścili dopiero kilka lat temu...

Mój dziadek uwielbiał po powrocie do domu usiąść wygodnie w fotelu, zapalić jakiegoś taniego papierosa i ze szklanką kawy w ręku spytać: "Darek! Co dziś w telewizji?" Nigdy nie kupował programu telewizyjnego... Zawsze miał mnie, a ja byłem w zastępstwie telegazety. Pierwsze filmy oglądałem właśnie w towarzystwie dziadka. Z czasem kupił nowy telewizor i magnetowid i o ile wcześniej byłem maniakiem na siedzenie przed telewizorem to mając magnetowid i wypożyczalnie pod blokiem stałem się juz znawcą! To nie ja nadganiałem z oglądaniem nowości filmowych, tylko właściciel wypożyczalni z ich nabywaniem, bo nie miał filmu (dobrego filmu) którego bym nie widział przynajmniej trzy razy.

Najciekawsze były poniedziałki w drugiej klasie podstawówki, bo lekcje zaczynały się dopiero o 12 więc rano można było znów obejrzeć to co zafascynowało w niedziele wieczorem. Pierwsze filmy Jean Claude'a, "Moonraker" i "Licencja na zabijanie"...
Małolat spędzający za dużo czasu samemu musi mieć jakieś zajęcie. Ja kolekcjonowałem wszelkie informacje o aktorach, filmografie, zapowiedzi....
Wszystko, co można było wiedzieć o filmach - ja wiedziałem.

Z czasem wchodziły kolejne kanały telewizyjne. Wyświetlane były filmy o których wcześniej nawet nie miałem pojęcia. Trzeba było nadrabiać zaległości. Byłem zapisany w czterech wypożyczalniach... Koledzy się wpieniali, bo wypad z Borsukiem po film kończył się godzinnym łażeniem między regałami a i tak zawsze wychodziliśmy z "Bad Boys" - jednym z filmów widzianych nie kilka, nie kilkanaście ale z całą pewnością kilkadziesiąt razy. Canal+ emitował w czasie niekodowanym "The fresh Prince of Bel - Air". Widziałem wszystkie odcinki dwa razy.

Zacząłem od przypomnienia sobie jak to sie zaczęło i to było chyba dobre posunięcie. Po takiej reminiscencji bez przeszkód mogę stwierdzić, że nie ma konkretnego filmu który mną wstrząsnął i zmienił moje spojrzenie na kinematografię, produkcję i całą resztę, lub który tym wszystkim zafascynował.
Takich filmów było najnormalniej zbyt wiele by z czystym sumieniem miano przełomowego nadać tylko jednemu pomniejszając tym samym role innych.

Turlałem się ze śmiechu Na "Indiana Jones i Świątynia zagłady", szczerze sie wystraszyłem na "Szóstym zmyśle", znałem na pamięć "Bad Boys", a "Grease" pamiętałem w której minucie będą śpiewać i z reguły omijałem resztę filmu. W jakiś sposób Każdy z obejrzanych filmów jakoś na mnie wpłynął.
Christian Sater w "Więcej Czadu" wypowiedział epokowe zdanie - "Jestem legendą we własnym umyśle", a ja od tamtej pory to powtarzam. Keanu Reeves zagrał
Nieporównanego Kevina Lomax'a z Alem Pacino w "Adwokacie diabła", a jego wredność i głupota tak bardzo mi sie spodobały, że aż się zastanawiałem, czy nie pójść na prawo...!

Potrafię prowadzić godzinna dyskusje na temat jakiejś produkcji używając tylko cytatów.

Przyznam, że całość, jak to teraz przeczytałem brzmi jak przechwałki kogoś z początkiem psychozy maniakalnej ale w końcu miało być o filmach.
Inaczej się nie da! Niewykluczone, że piszę to, by moja dziewczyna nie musiała słuchać juz monologów zachwalających kolejny obejrzany film, nie mniej jednak może trzeba coś z tym fantem w końcu zrobić i rozwinąć fascynacje o pisanie o tym większemu gronu ludzi... Powiedzmy sobie szczerze...
Ten temat to temat rzeka. Jak długo będą produkcje (a nie zapowiada się na koniec świata, wysadzenie Paramount'u, czy chrystianizację kinematografii), tak długo ktoś to będzie oglądał (choćby nie wiem jakie gnioty w kinach puszczali). A ja z pewnością nie pozostanie w tyle.

Nie mam bladego pojęcia jak miał brzmieć ten - pozwolę sobie nazwać go artykułem (kolejne, jeśli nastąpią, będą lepsze). Chciałem napisać w najprostszy sposób o tym co mnie fascynuje. Wiem tez, że komuś kto to czyta udało się dojść aż tutaj i choć szczerze mu współczuje to cholernie mi miło.