Przemysław Pełka

"I believe there is something out there watching over us – unfortunately it's the government."
Woody Allen


Mail: przemyslaw_pelka@hotmail.com
gg: 4133037

Miejsce zamieszkania: Kraków
Data urodzenia: 02.02.1986
W serwisie od: 18.01.2011
Funkcja w serwisie: redaktor

Zainteresowania: kino, literatura, sztuka współczesna, sport, wspinaczka, narciarstwo biegowe.
Muzyczne upodobania: polska i światowa alternatywa + Lady Gaga (Nie pytajcie, jak to się ma do siebie)

Ulubione filmy: "Amadeusz", "Sobowtór", "Milczenie owiec", "Kabaret", "Milczenie".
Najgorzej wspominane filmy: "Slumdog Millionaire", "Życie jest piękne", "To" - ten ostatni to największy koszmar z dzieciństwa, do tej pory boje się klaunów.
Ulubieni aktorzy/aktorki: Kate Winslet, Isabelle Huppert.
Ulubieni reżyserzy: Roman Polański, bracia Coen, Kurosawa.
Ulubieni scenarzyści: Paddy Chaefsky, Marek Koterski, Charlie Kaufman, Szekspir.
Ulubiony gatunek: Akceptuję każdy, byle film coś sobą reprezentował.
Ulubiony bohater filmowy: filmowe wcielenia Woodego Allena z lat 70.

Moja przygoda z filmem

Brzmi nieprzyzwoicie banalnie, ale mam wrażenie, że moja przygoda z filmem jest tak stara jak ja sam. W zasadzie od najwcześniejszych moich "świadomych" lat życia film przeżywałem szczególnie mocno. Angażowałem się w ogladanie o wiele bardziej niż rówieśnicy. Fascynowały mnie obrazy.
Pierwszy zachwyt filmowy? "Pocahontas", bez dwóch zdań. Epickie kino, które wstrząsnęło mną na tyle, że zrozumiałem, mając raptem 9 lat, czym kino faktycznie jest: dynamiką, kolorem, dźwiękiem i emocjami; niekoniecznie fabułą, bo epickość "Pocahontas" wyrażała się w plastyce kadru i precyzji dźwięku. Sama historia zeszła dla mnie na dalszy plan. Upajałem się ruchomymi obrazami.
Na kolejne objawienie trzeba było czekać kilka lat. Mając 12 obejrzałem "Sobowtóra" Kurosawy. Nie zrozumiałem wiele. Wiedziałem tylko, że majestatyczna uroda tego filmu to coś, co absolutnie mnie zniewala. Zacząłem oglądać więcej klasyki. Gimnazjum spędziłem na oglądaniu kablowego "Ale Kino" i czytaniu "Filmu" (wtedy - za Kurpiewskiego - był to naprawdę dobry magazyn), który z czasem zastąpiło "Kino".
W 2005 roku wygrałem Konkurs Wiedzy o Filmie w Gdańsku. To bylo wydarzenie. Okazało sie, że lata spędzone na studiowaniu klasyki dały mi całkiem porządną wiedzę. W tym samym roku dostałem wyróżnienie w konkursie Mętraka.
Potem były studia filmoznawcze. Piękny okres, w którym pisałem o literaturze (sic!). Tak się złożyło, że moje publikowane teksty dotyczyły głównie tego kręgu kultury. O kinie pisałem mniej (chyba, że prace zaliczeniowe, które jednak ze względu na oczekiwaną przez wykładowców "naukowość" niekoniecznie nadawały się do publikacji). Jakoś nie miałem ku temu okazji; takie zdarzały się rzadko.
W 2010 zrobiłem mgr. Pracuje dla wydawnictwa (znów literatura), ale nie chcę by kino poszło w odstawkę, bo potrzebę pisania o nim mam ogromną.
Stąd kontakt z Wami.
Mam wielka ochotę publikacji tekstów, które mógłbym pisać regularnie, a nie jak do tej pory - wyłącznie "od wielkiego dzwonu". Mam potrzebę dzielenia się swoja opinią, zdaniem. Kino żyje o tyle, o ile sie je przeżywa i o nim mówi.