|
|
5 powodów, dla których warto raz jeszcze obejrzeć "Szklaną pułapkę" Przeglądając wczoraj pewien portal filmowy natrafiłem na
komentarz „Kevin – jest. Szklana pułapka – jest. Święta mogą się odbyć”. Z
kolei, gdy jeden z moich znajomych niedawno stwierdził, że nigdy wcześniej nie
widział „Die Hard”, usłyszał od innego „To niemożliwe, przecież to co roku w
święta leci!”. Co racja to racja, nawet jeśli Mikołaj zawiedzie to porucznik
John McClane, na pewno zagości w Boże Narodzenie w naszych domach. Ci którzy nie
widzieli – mogą sobie spokojnie nadrobić. A ci, którzy widzieli… no właśnie. Co
z tymi, którzy widzieli tym film więcej razy niż zostało w nim wystrzelonych
pocisków? Zapewne… obejrzą znowu. A dlaczego? Oto pięć po 1. JEDNA Z NAJLEPSZYCH RÓL W KARIERZE
BRUCE’A WILLISA 2. DOSKONAŁA RESZTA OBSADY Willis dostał naprawdę dobrych współpracowników na ekranie.
Brytyjski aktor, Alan Rickman, świetnie wcielił się w niemieckiego terrorystę,
Hansa Grubera, który raz objawia nam się jako chłodny i opanowany drań, raz jako
wściekły bandyta. Bonnie Bedelia, aktorka o urodzie dość przeciętnej, wypadła
bardzo wiarygodnie jako twarda żona McClane’a, Holly, zaś Reginald Vel Johnson
dobrze odegrał policjanta-zwyklaka, Powella, który jako jedyna osoba spoza
opanowanego przez ludzi Grubera budynku wierzy w McClane’a i nieustannie mu
kibicuje. Z mniejszych ról warto wymienić Williama Athertona jako żerującego na
każdym nieszczęściu dziennikarza Thorna, Alexandra Godunova jako blondwłosego
olbrzyma na usługach Hansa, Karla, oraz De’voreaux White’a w rólce wyszczekanego
kierowcy limuzyny, Argyle’a. 3. ŚWIETNE SCENY AKCJI Filmy akcji lat 80. – materiał na osobny elaborat. Na pewno ich główną cechą były wypakowane po brzegi wybuchami, walką i strzelaninami sceny. Takie też zobaczymy w „Die Hard” – by wspomnieć szarżę wozu policyjnego na budynek Nakatomi Plaza, ostrzeliwania dachu budynku przez helikopter FBI czy skok McClane’a z rzeczonego dachu przy pomocy… węża przeciwpożarowego. Do tego dochodzi kilka efektownych pojedynków – z istnym mordobiciem w wykonaniu McClane’a i Karla na czele. 4. KOPALNIA TEKSTÓW Jak przystało na film akcji lat 80. „Szklana pułapka” ma od groma dobrych, zapadających w pamięć kwestii. „Na świecie jest tyle milionów terrorystów, a ja musiałem zabić takiego ze stopami, jak moja siostra” – narzeka McClane, przymierzając buty po zabitym bandziorze. „Nie możesz mnie zabić. Jesteś gliną” – rzuca Johnowi trzymany na muszce terrorysta; „Taaa, mój kapitan ciągle mi to powtarza” – stwierdza McClane przed pociągnięciem za spust. Z kolei, gdy policjantka w centrali straszy go konsekwencjami przed nieuzasadnionym wybraniem numeru ratunkowego, wrzeszczy na nią „Co pani sobie myśli, że ja zamawiam pizzę?!”. „Pan Takagi wybrał inną drogę postępowania z nami. Dlatego przez resztę swojego życia już nas nie zobaczy” – oznajmia Gruber po zabiciu dyrektora Nakatomi, zaś gdy jeden z jego ludzi pyta kim są terroryści, który Hans każe uwolnić FBI (ma to odwrócić uwagę federalnych od prawdziwego celu jego ekipy) rzuca od niechcenia „Czytałem o nich w Newsweeku”. Takich perełek jest więcej, łącznie z … 5. „YIPPEE-KI-YAY, MOTHERFUCKER!”. Odpowiedź na pytanie Hansa czy uważa, że ma szansę przeciwko
jego żołnierzom, słyszałem rozmaicie brzmiącą w różnych przekładach. „Siemanko,
gnojku”, „Jipikaej, wydymańcu”, „Wszystkiego najlepszego, głąbie”. Nic jednak
nie przebije oryginalnej wersji angielskiej. I nikt nie przebije Bruce’a
Willysa, jeśli chodzi o wypowiadanie tej zabawnej i chwytliwej kwestii. No, może
poza Cezarym Pazurą…
Autor recenzji:
Maciej Gaździcki |
|
|||