| |
|
Filmy o kręceniu
filmów
Istnieje podgatunek filmów nazywany 'filmem środowiskowym'.
Do tego podgatunku zaliczane są filmy o: dziennikarzach, policjantach,
lekarzach, prawnikach, artystach itp. Z kolei filmy o artystach mogą opowiadać
o: malarzach, pisarzach, kompozytorach, piosenkarzach, filmowcach itp.
Filmy o filmowcach (reżyserach, producentach, scenarzystach, aktorach) są
chętnie realizowane, gdyż są idealnym pretekstem, by pośmiać się z kolegów po
fachu (i z siebie samych) lub złożyć hołd dawnym, nieżyjącym już mistrzom,
którzy tworzyli historię kina. Dlatego filmy o filmach są różne, od komedii
poprzez biografie, a na dramatach i filmach obyczajowych kończąc.
Z tych filmów raczej nikt nie nauczy się reżyserii, ale można lepiej zrozumieć
twórców filmowych, poznać zwyczaje panujące na planie i różnice w kręceniu
filmów dawniej i dziś, pośmiać się z kaprysów gwiazd i dziwnego zachowania
bogatych producentów, dążących do doskonałości. Można też zobaczyć, na jakie
trudności natrafiają filmowcy w poszukiwaniu funduszy, w tworzeniu scenariusza,
w pracy z aktorami oraz trudności z niezrozumieniem współpracowników, a potem
także i widzów.
Deszczowa piosenka (Singin' in the Rain, 1952), reż. Gene Kelly, Stanley
Donen
Jedna
z niewielu komedii muzycznych, gdzie piosenki absolutnie nie przeszkadzają
opowiadanej historii, która rozgrywa się w czasie tzw. „przełomu dźwiękowego”. W
przezabawny sposób zostały pokazane pierwsze próby robienia filmów dźwiękowych,
pojawiały się problemy z mikrofonem, powstał także pomysł dubbingowania gwiazdy
filmu, która miała nieodpowiedni głos. Wynika z tego wiele komicznych sytuacji.
Aktorstwo jest bardzo dobre, w rolach głównych charyzmatyczna para aktorów Gene
Kelly i Debbie Reynolds, jednak najlepiej z całej obsady wypadli bardzo zabawni
aktorzy drugoplanowi Donald O'Connor i Jean Hagen. Piosenki też są znakomite,
ale większość pochodzi z archiwum Arthura Freeda (autora tekstów) i Nascio Herba
Browna (kompozytora), którzy wykorzystali swoje stare przeboje z lat 30. Można
je usłyszeć w nowych aranżacjach i co ważniejsze - w nowym, lepszym wykonaniu,
chociażby wspomnę o piosence tytułowej w niezapomnianym wykonaniu Gene'a
Kelly'ego, czy np. o piosence Make 'Em Laugh (Be a Clown) Cole'a Portera w
szalonym, slapstickowym wykonaniu Donalda O'Connora, albo utworze All I Do Is
Dream of You, który Debbie Reynolds wraz z zespołem dziewczyn wykonała w sposób
żywiołowy, dynamiczny, a oryginalne wykonanie Gene'a Raymonda jest bardzo
niemrawe, nijakie. Bez wątpienia jest to musical wszechczasów, pełen świetnych
pomysłów, znakomitego humoru i bardzo dobry od strony muzycznej i aktorskiej.
Nickelodeon
(1976), reż. Peter Bogdanovich
Hołd złożony epoce kina niemego. Film rozgrywa się w czasach, kiedy kino dopiero
zaczynało się kształtować, tworzyły się gatunki filmowe, popularne stały się
gwiazdy kina, a ludzie, którzy nie osiągnęli sukcesu w swoim zawodzie próbowali
szczęścia w kinematografii. Tak jak dwóch przyjaciół, z których jeden zostaje
aktorem, a drugi zostaje najpierw scenarzystą, by szybko awansować na reżysera -
w tych rolach Burt Reynolds i Ryan O'Neal. Kino opanowało ludzką wyobraźnię i
odnosi ogromne sukcesy do dzisiaj, chociaż wydawało się, że nie wytrzyma
konkurencji z telewizją oraz rynkiem wideo i dvd. Widać wyraźnie, że reżysera
bardzo fascynował ten wczesny okres kinematografii, film jest nostalgiczny i
zabawny, lekki i błyskotliwy, pełen ironii, nie pozbawiony slapstickowego
humoru, dobrze wyreżyserowany i zagrany. Film jest znany też pod tytułem Ktoś tu
kręci.
Nieme kino (Silent Movie, 1976), reż. Mel Brooks
Nieme
kino kojarzy się z czarno-białymi filmami przedwojennymi. Jednak specjalista od
parodii, Mel Brooks, wpadł na genialny pomysł zrobienia filmu niemego w latach
70. Żarty Mela Brooksa nie są wysokich lotów, ale Nieme kino należy, moim
zdaniem, do najlepszych filmów reżysera. Obraz pewnie nie odniósłby sukcesu,
gdyby nie zagrali w nim znani aktorzy, żartujący z siebie samych. Paul Newman,
Burt Reynolds, James Caan, Marcel Marceau, Liza Minnelli i żona reżysera, Anne
Bancroft - każdy z nich ma tu swoje pięć minut. Trio głównych wykonawców: Mel
Brooks, Dom DeLuise i Marty Feldman żartują sobie z przemysłu filmowego, a
wszystko utrzymane jest w odpowiednim tempie, typowym dla komedii slapstickowej
- podgatunku, który najbardziej się kojarzy z epoką niemego kina, epoką
Charliego Chaplina, Bustera Keatona i Harolda Lloyda.
Fabuła wzięta z życia reżysera: Mel Brooks chce zrobić niemy film i szuka
znanych aktorów, by zwiększyć szanse powodzenia filmu w kinach. I żeby było
zabawniej, jedyną osobą, która odmawia zagrania w niemym filmie jest mim - on
także jako jedyny wypowiada krótką kwestię mówioną „Nie!” (reszta filmu jest
niema, tzn. pozbawiona dialogów, ale za to z muzyką). Człowiek obdarzony
poczuciem humoru to taki, który potrafi żartować z siebie, a nie z innych i
każdy, kto wystąpił w tym filmie udowodnił, że posiada poczucie humoru.
Barton Fink (1991), reż. Joel Coen
Pewien
pisarz po napisaniu sztuki otrzymuje propozycję napisania scenariusza do filmu o
zapaśnikach. To ma być film klasy B i wymagania nie są duże, scenariusz nie musi
być zbyt skomplikowany. Jednak gdy ktoś nie zna tematu, to nawet w czymś takim
sobie nie poradzi. Bracia Coen, w przeciwieństwie do bohatera filmu, są
wszechstronni i radzą sobie nieźle w wielu gatunkach (komedia, dramat, thriller,
kryminał), ale w filmie Barton Fink zajmują się jednak tematem, który znają
najlepiej - środowiskiem filmowców. To ostra satyra na Hollywood lat 40., na
hollywoodzkich scenarzystów i producentów. Komediodramat, w którym znalazły się
też elementy thrillera, zawiera sporo czarnego humoru, dobre dialogi i niezłe
aktorstwo Johna Goodmana i Johna Turturro. Film zdobył trzy nagrody na festiwalu
w Cannes, a przewodniczącym jury był wówczas Roman Polański.
Chaplin (1992), reż. Richard Attenborough
Reżyser
Gandhiego (1982) znowu próbuje sił w filmie biograficznym. Pierwsze, co zachwyca
w filmie, to gwiazdorska obsada na czele z Robertem Downeyem Jr. w roli
tytułowej. Charlie Chaplin był niezwykle ciekawą postacią w historii kina. Był
charyzmatyczny i miał ogromne poczucie humoru. Posiadał też talent do interesów,
dzięki czemu szybko stał się nie tylko aktorem, scenarzystą i reżyserem, ale też
producentem, tym samym zapewniając sobie pełną swobodę artystyczną. Nie unikał
sentymentalizmu, ale wiedział, że aby nie zanudzić widzów, należy pokazywać
problemy społeczne za pomocą zabawnych, zwariowanych sytuacji. Życie Chaplina
przypominało film w stylu „od zera do milionera”, jego związki z kobietami były
burzliwe, a oskarżenia o komunizm i problemy z władzami spowolniły jego pracę
jako reżysera. W obsadzie filmu Richarda Attenborough są: Dan Aykroyd w roli
twórcy slapsticku Macka Sennetta, Kevin Kline w roli ówczesnego gwiazdora kina
akcji Douglasa Fairbanksa, Diane Lane w roli aktorki i żony Chaplina (w latach
1936-42) Paulette Goddard oraz m.in. Geraldine Chaplin w roli własnej babki.
Najlepszy z całej obsady jest jednak Robert Downey Jr. w roli wybitnego komika i
filmowca, którego życie jest pełne wzlotów i upadków. Całe szczęście ta
imponująca obsada nie jest jedyną atrakcją filmu - chociaż czasami widz ma
wrażenie, że bohaterów jest zbyt dużo, to dzięki sprawnej reżyserii nie odczuwa
przesytu, a dzięki twórcom warstwy wizualnej udało się na ekranie przywołać
klimat tamtych lat.
Przygody młodego Indiany Jonesa: Kaprysy Hollywood (The Adventures of Young
Indiana Jones: The Hollywood Follies, 1994, TV), reż. Michael Schultz
Wymyślony
przez George'a Lucasa Indiana Jones od dzieciństwa podróżował po świecie ucząc
się obcych języków i poznając obcą kulturę oraz zwyczaje. W swoich podróżach nie
mógł oczywiście pominąć Hollywoodu. Tę dzielnicę Los Angeles, która wkrótce
stała się filmową stolicą świata, Indiana Jones zwiedził w roku 1920. Obserwował
pracę dwóch reżyserów: ambitnego i przywiązującego wagę do szczegółów Ericha von
Stroheima i dynamicznego twórcy westernów Johna Forda (wówczas używał imienia
Jack). Ale jak by tego było mało, Jones spotyka też słynnego szeryfa Wyatta
Earpa, który pracował z Johnem Fordem. Zanim jednak Indy trafi na plan westernu,
zakocha się w scenarzystce i zaprzyjaźni z producentem Irvingiem Thalbergiem.
Mimo iż Thalberg był bardzo młody, posiadał wpływy, które pozwalały mu
ograniczać swobodę artystyczną ambitnych reżyserów (takich jak von Stroheim).
Przezabawny, inteligentny i z pomysłem zrealizowany epizod przygód młodego
Indiany Jonesa. Zabawny jest finał, w którym główny bohater stwierdza, że praca
przy filmach jest zbyt niebezpieczna i dlatego zamierza studiować archeologię -
dowcip polega na tym, że w zawodzie archeologa przeżył mnóstwo bardziej
niebezpiecznych przygód, co wiemy z filmów z lat 80.
Dorwać małego (Get Shorty, 1995), reż. Barry Sonnenfeld
Czarna
komedia o związkach mafii z kinem na podstawie powieści Elmore'a Leonarda. Z
filmu dokumentalnego Hollywood i mafia (2002) wiem, że wpływ organizacji
przestępczych na biznes filmowy jest dość duży. Film Sonnenfelda pełen jest
ironii i humoru, co sugeruje, że nie należy go traktować poważnie - jest to
rozrywka lekka, ale nie pozbawiona przemocy i wulgaryzmów. John Travolta,
obsadzony podobnie jak w Pulp Fiction, idealnie tu pasuje, a Danny DeVito
przyjął rolę dość nietypową - zagrał gwiazdora filmowego, choć na takiego nie
wygląda. Fabuła jest prosta, ale postacie są bardzo ciekawie zarysowane i dobrze
zagrane (oprócz wspomnianych aktorów jest jeszcze znakomity Gene Hackman). Barry
Sonnenfeld był dawniej operatorem (pracował z braćmi Coen), a w tym filmie
pokazał się z innej strony. Podobnie jak w Bartonie Finku, także u Sonnenfelda
są: czarny humor, ironia, satyra na Hollywood i połączenie komedii z kryminałem.
Aviator (The Aviator, 2004), reż. Martin Scorsese
Howard
Hughes był amerykańskim pilotem, konstruktorem samolotów, producentem i
reżyserem. Jego największe pasje to samoloty i kino. Świetnie jest zrealizowana
pierwsza część filmu - o kulisach kręcenia Aniołów piekieł (Hell's Angels,
1930), w którym sceny lotnicze zostały nakręcone z niespotykanym wcześniej
rozmachem, a do ich nakręcenia użyto wiele kamer. W pamięci pozostaje też scena,
w której Hughes siedzi przy stole z rodziną Katharine Hepburn, wydaje się, że
nie ma nic do powiedzenia, a kiedy pada hasło „samoloty” od razu się ożywia i
zaczyna gadać do momentu, aż ktoś mu przerwie, zmieniając temat. Świetnie
przemyślana i zagrana scena, w której idealnie widać, co jest największą pasją
głównego bohatera. Niestety w drugiej części filmu, kiedy to pokazano chorobę
psychiczną Hughesa, film już nie wzbudzał takich emocji, co jest winą przede
wszystkim reżysera i scenarzysty. Film bardzo dobrze prezentuje się od strony
technicznej, świetne są też kreacje aktorskie, z których wyróżnia się Cate
Blanchett w roli Katharine Hepburn, ale Leonardo DiCaprio jako Howard Hughes
także pozytywnie zaskakuje.
Autor artykułu:
Peckinpah
Blog: www.panorama-kina.blogspot.com
Skomentuj artykuł
|
|
|